11-latek chciał się przejechać samochodem. Wjechał w pielgrzymkę, nie żyje 9 osób

Szokujący wypadek miał miejsce w mieście Mukdahan, w północno-wschodniej Tajlandii. Jak ujawnił gubernator tej prowincji, grupa złożona z 34 buddyjskich mnichów i pięciu świeckich wyruszyła na pieszą pielgrzymkę, chcąc odwiedzić świątynię w sąsiedniej prowincji. W czwartek ok. 11 rano czasu lokalnego, w idącą poboczem procesję uderzył rozpędzony samochód.
Siła uderzenia była ogromna. Pięciu mnichów zginęło na miejscu, a czterech kolejnych zmarło w szpitalu. Kilkunastu innych odniosło obrażenia. Trzech pozostaje w stanie krytycznym, a co najmniej pięciu jest ciężko rannych.
Gdy policja przybyła na miejsce, okazało się, że za kierownicą pojazdu siedzi 11-latek. Wstępne śledztwo ustaliło, że w momencie zdarzenia jego rodziców nie było w domu. Chłopiec, który tego dnia nie poszedł do szkoły bo się źle czuł, zabrał rodzinną półciężarówkę bez ich wiedzy, by wybrać się na przejażdżkę. Gdy wrócili i zauważyli, że nie ma ani ich syna, ani samochodu, od razu powiadomili policję.
Chłopiec został zatrzymany. Obecnie znajduje się pod opieką urzędników i lekarza. Nieoficjalnie wiadomo, że to dziecko o specjalnych potrzebach. Sam samochód został zabrany na badania, by wyjaśnić dokładne przyczyny wypadku.
Generał policji Pairoj Thaiphutsa powiedział mediom, że wobec wieku podejrzanego obecnie sprawdzają, jakie w ogóle kroki prawne powinny być podjęte. Na chwilę obecną nikt jeszcze nie usłyszał zarzutów. Chłopiec nie został też jeszcze przesłuchany, bo jest w zbyt dużym szoku, by złożyć zeznania.
źr. wPolsce24 za BBC











