Trwa krwawa wojna, a oni licytują się przy herbacie. Opadną wam ręce, o co spierają się Łukaszenka z Putinem

W świecie, w którym Białoruś udostępnia swoje terytorium do ostrzeliwania ukraińskich miast, a jej finanse wiszą na kroplówce z Moskwy, priorytety władzy wyglądają dość osobliwie. Zamiast planu ratunkowego czy refleksji nad katastrofą humanitarną i ekonomiczną, naród dostał kabaret na żywo.
Kto ma twardszy but? Żarty nad grobami
Występ odbył się w Mińsku przed publicznością forum młodzieżowego pod pompatycznym hasłem „Młodzież. Białoruś. Przyszłość”. To tam Łukaszenka, rządzący krajem nieprzerwanie od 1994 roku, postanowił pochwalić się swoimi kuluarowymi rozmowami z carem z Kremla:
Mówią o mnie: ostatni dyktator Europy, przedostatni dyktator... Dyktator, dyktator. Władimir Władimirowicz Putin i ja często żartujemy i spieramy się o to, który z nas jest większym dyktatorem" – wypalił z uśmiechem były kierownik kołchozu.
Podczas gdy tysiące więźniów politycznych gnije w białoruskich łagrach, na frontach giną setki tysięcy ludzi, a przeciętna białoruska i rosyjska rodzina musi kalkulować, czy starczy jej na masło i leki i czy będzie paliwo na stacji – dwaj starcy przy herbacie urządzają sobie zawody w prężeniu zamordystycznych muskułów. Cynizm tej sceny przekracza granice czarnej komedii: obaj sprawcy nieszczęścia milionów traktują zbrodnie i despotyzm jak order do podziału przy partyjce szachów.
Już mam dosyć, ale władzy nie oddam
Żeby groteska była kompletna, Łukaszenka postanowił wyjaśnić zgnębionej młodzieży, dlaczego – mimo trzech dekad autorytarnych rządów – nadal nie zamierza ustąpić ze stołka. Wytłumaczenie okazało się genialne w swojej bezczelności: on po prostu cierpi dla ich dobra.
Nigdy nie wierzcie tym, którzy mówią, że Łukaszenka trzyma się władzy posiniałymi rękami. Dobry Boże, władzy mam już tak dosyć, że bardziej się nie da!" – przekonywał ze sceny.
Skoro więc fotel prezydenta tak go uwiera, to dlaczego nie odda go nowemu pokoleniu? Odpowiedź zwala z nóg:
Pytanie tylko, czy jesteście dziś w stanie przejąć ten kraj i go utrzymać? Jeśli tak, zacznijcie od jutra. Ale szczerze mówiąc, nie widzę tego. Nie obrażajcie się" – skwitował dyktator.
Wychodzi więc na to, że społeczeństwo, wpychane w wojnę i biedę, powinno jeszcze podziękować swojemu „bacy”. Bo choć gospodarka leży, a kraj stał się wasalem Moskwy i pariasem na mapie świata, Łukaszenka bohatersko trwa na posterunku – żeby Putin przypadkiem nie wygrał w rankingu na dyktatora roku.
źr. wPolsce24 za FoxNews









