Zaskakujący efekt wojny w Iranie. Legendarny myśliwiec może wrócić w powietrze

- Nie ma dość siły ciągu w całym chrześcijańskim świecie, by z tego samolotu zrobić morski myśliwiec – te słowa wiceadmirała Toma Conneliego miały się okazać początkiem jednego z najsłynniejszych myśliwców w historii.
Connoly wypowiedział je przed senacką komisją, której tematem była morska wersja myśliwca bombardującego F-111, która została narzucona US Navy przez administrację Kennediego, i która od początku budziła jej niechęć. Connoly przekonał polityków, że marynarka potrzebuje nowej, dedykowanej maszyny.
Najnowocześniejszy myśliwiec na świecie
Przetarg na jej stworzenie wygrał koncern Grumman – twórca legendarnych myśliwców morskich, które pomogły Amerykanom pokonać Japonię podczas II Wojny Światowej. Ich myśliwce zawsze dostawały „kocie” nazwy – Wildcat, Hellcat, Panther itp. - więc aby mu za to podziękować, nowy myśliwiec nazwano „Tomcat”.
Tomcat, którego oblatano w 1970 roku, był najnowocześniejszym myśliwcem na świecie. Miał potężny radar, który razem z rakietami AIM-54C umożliwiał niszczenie rosyjskich bombowców z odległości ponad 180 kilometrów. Miał także skrzydła o zmiennej geometrii, które umożliwiały zarówno szybki lot (Mach 2,34 na 40 tys. stóp w wariancie D) jak i lot z dużo mniejszymi prędkościami. Jego skrzydła same ustawiały się w najbardziej optymalnej pozycji, co było możliwe dzięki komputerowi pokładowemu, który miał pierwszy mikroprocesor w historii. Jego jedyną poważną wadą były zbyt słabe silniki, które nie nadawały się za dobrze do zastosowania w myśliwcu, ale poprawiono to w późniejszych wariantach.
Uratował go Iran
Opracowanie Tomcata okazało się jednak droższe, niż się spodziewano i Grumman znalazł się na skraju bankructwa. Uratowało go zamówienie na Tomcaty złożone przez szacha Iranu, który szukał nowych myśliwców dla swoich sił powietrznych. Te maszyny zostały „odziedziczone” przez nowy reżym po rewolucji i wzięły udział w wojnie z Irakiem. Świetnie się w niej sprawdziły. Zestrzeliły co najmniej 55 irackich samolotów – irańscy piloci zgłosili 160 zestrzeleń – za cenę szesnastu maszyn, z czego siedem Iran stracił w wypadkach.
Tomcat błyskawicznie zyskał wielką popularność w USA i na całym świecie. Błyskawicznie zaczęto produkować inspirowane nim zabawki i modele, wielokrotnie pojawił się także na srebrnym ekranie. Jego najsłynniejszą rolą był film Top Gun z 1986 roku, z Tomem Cruisem w roli głównej. Marynarka chętnie je udostępniała, by przyciągnąć nowych rekrutów – Top Gun osiągnął taki sukces, że rozstawiali punkty rekrutacyjne przed kinami, w których go pokazywano.
W porównaniu ze swoją sławą, historia operacyjna Tomcatów jest jednak raczej skromna. Nie kupił ich nikt poza Irańczykami. Tomcaty wzięły udział m.in. w Pustynnej Burzy czy wojnie w Kosowie, ale swoją ostatnią misję – bombardowanie Iraku – odbyły równo 20 lat temu. Zastąpiły je myśliwce F-18, które były od nich dużo tańsze w eksploatacji.
Większość z nich zmielono
Po wycofaniu ich ze służby pojawił się problem. Pentagon bał się, że ich części trafią na czarny rynek i zostaną kupione przez Iran, co pomoże im utrzymać swoje F-14 w stanie lotnym. Zdecydowano więc, że niemal wszystkie F-14 zostaną zmielone. Przetrwała tylko mała ich liczba, która trafiła w większości do muzeów, ale wszystkie są w stanie, który uniemożliwia latanie. Wkrótce jednak może się to zmienić.
Jak informuje portal Aviationist, w amerykańskim Senacie pojawił się projekt ustawy, zatytułowanej Maverick Act – od pseudonimu głównego bohatera filmu Top Gun. Przewiduje wprowadzenie wyjątków od restrykcyjnych przepisów dotyczących F-14. Zgodnie z tą ustawą Sekretarz Marynarki przekaże trzy takie samoloty U.S. Space and Rocket Center Commision w Huntsville – jednemu z największych muzeów kosmicznych na świecie. Ma również przekazać wszelkie instrukcje i części zamienne. Maszyny zostaną zdemilitaryzowane, ale ustawa przewiduje, że co najmniej jedna z nich będzie mogła być przywrócona do stanu lotnego.
Przestały być zagrożeniem
Przywrócenie tej maszyny do życia jest możliwe dzięki wojnie w Iranie. Nie jest jasne, ile irańskich Tomcatów było przed nią w stanie lotnym, ale eksperci szacowali, że jest ich 10. Podczas wojny nie oderwały się nawet od lotnisk, zostały zniszczone przez izraelskie F-35. Nie wiadomo do końca, czy Izraelczycy zniszczyli wszystkie, bo część ekspertów uważa, że niektóre z nich były atrapami, ale dla wszystkich jest jasne, że ich flota przestała być realnym zagrożeniem.
Nie będzie to jednak łatwe zadanie. Zgodnie z ustawą Sekretarz Marynarki musi przekazać wszelkie części zamienne, jakie jeszcze zostały w magazynach, nie będzie jednak mógł zamówić nowych. Po wycofaniu ze służby, z F-14, które uniknęły zniszczenia, usunięto wiele części, ale nie jest jasne, ile z nich przetrwało do dzisiaj. Na tym rola Pentagonu się skończy – koszty transportu tych maszyn i ich remontu spadają na muzeum, które należy do rządu Alabamy, chociaż ustawa przewiduje, że może poprosić o pomoc organizacje non-profit.
Ustawa o której mowa została przyjęta przez Senat jednogłośnie. Obecnie znajduje się w Izbie Reprezentantów, ale nie powinna mieć problemów z przejściem przez nią. Eksperci są jednak zgodni, że przywrócenie Tomcata do stanu lotnego będzie potwornie kosztowne i, jeśli w ogóle okaże się realne, potrwa długie lata. Co więcej, latanie tymi samolotami było bardzo kosztowne. Oznacza to, że nawet jeśli znów zacznie latać, to raczej nie będzie częstym gościem na pokazach lotniczych.
źr. wPolsce24 za Aviationist








