Nie żyje legenda reprezentacji Polski. Do historii przeszedł jeden komentarz podczas meczu

Chłopak z Łodzi, który podbił Europę
Urodzony 18 listopada 1965 roku w Łodzi, od najmłodszych lat związany był z ŁKS-em. W barwach „Rycerzy Wiosny” zadebiutował w najwyższej klasie rozgrywkowej jeszcze przed ukończeniem 17. roku życia. Przez osiem sezonów przy al. Unii wyrobił sobie status bezdyskusyjnej legendy i ulubieńca trybun — rozegrał ponad 200 ligowych spotkań, zdobywając 26 bramek.
Na tle ówczesnej ligowej szarzyzny schyłkowego PRL-u Ziober wyróżniał się cechami, których dziś tak często brakuje polskim piłkarzom: boiskowym charakterem, nieustępliwością, dynamiką i odwagą w pojedynkach jeden na jeden. W 1990 roku uznano go za najlepszego gracza w kraju, przyznając prestiżowy tytuł Piłkarza Roku w plebiscycie tygodnika „Piłka Nożna”.
Gdy w 1990 roku otworzyły się granice, ruszył na Zachód. Trafił do francuskiego Montpellier HSC (gdzie sięgnął po Puchar Ligi Francuskiej), a później przez trzy sezony z powodzeniem walczył na hiszpańskich boiskach w barwach CA Osasuna Pampeluna. Karierę puentował w Amice Wronki oraz w amerykańskim Tampa Bay Mutiny.
„Ziober, Ziober, panie Ziober!” — pamiętny głos Dariusza Szpakowskiego
W biało-czerwonych barwach z orłem na piersi Ziober wystąpił 46 razy, strzelając osiem bramek. Choć były to chude lata dla polskiej piłki reprezentacyjnej, jego rajdy prawym skrzydłem na stałe zapisały się w pamięci kibiców.
Szczególne miejsce w historii polskiego komentarza sportowego zajmuje mecz eliminacji mistrzostw świata z Anglią w Chorzowie w 1989 roku. To wtedy Dariusz Szpakowski, obserwując dynamiczną szarżę i drybling łodzianina, wykrzyczał do mikrofonu legendarne słowa:
„Ziober, Ziober, panie Ziober, brawo panie Ziober!”
Fraza ta przeszła do kanonu polskiej popkultury sportowej, stając się symbolem pasji, z jaką skrzydłowy potrafił rozmontować obronę nawet tak wymagającego rywala, jak wyspiarze. Sam zawodnik chętnie wspominał też pamiętny mecz w Tiranie w 1989 roku, gdy w przerwie do szatni wszedł legendarny Kazimierz Górski, motywując go w swoim stylu do zdobycia zwycięskiej bramki na 2:1.
Wierny sportowej pasji do końca
Po zawieszeniu butów na kołku nie porzucił sportu. Szkolił zespoły w niższych ligach, prowadził reprezentację Polski w piłce nożnej plażowej, a jako telewizyjny ekspert nie gryzł się w język, trafnie punktując mankamenty rodzimego futbolu. Pozostał człowiekiem starej daty — ceniącym ciężką pracę, lojalność wobec barw i bezkompromisowość.
Polska piłka straciła zawodnika z czasów, gdy na boisku liczyły się serce do walki, charakter i narodowa duma. Cześć Jego pamięci.
źr. wPolsce24 za wPolityce.pl









