Finanse Polski w rozsypce! „Karta kredytowa Tuska” wpędza Polaków w gigantyczny dług
Finansowa przepaść i ponad 2,5 biliona złotych długu
Rzecznik PiS Rafał Bochenek nie pozostawił złudzeń co do kierunku, w jakim zmierza polska gospodarka pod rządami Donalda Tuska i ministra finansów Andrzeja Domańskiego. Wskazał, że sytuacja w kasie państwa jest wręcz dramatyczna, a rządzący spychają obywateli na skraj przepaści.
Wszyscy Polacy, wszyscy my obywatele, niestety stojąc nad finansową przepaścią, w którą chce nas wepchnąć Donald Tusk, każdego dnia obserwujemy, jak niesamowicie przyrasta dług publiczny. Dług ten przekracza już wszelkie wskaźniki unijne, m.in. 60-procentowy limit z Maastricht” — podkreślił poseł Bochenek.
Jak wyliczono podczas wystąpienia, dług publiczny liczony metodologią unijną przekroczył już 2,5 biliona złotych. Co więcej, każdego dnia rośnie on o kolejne 1,5 miliarda złotych, co w przeliczeniu na minuty daje ponad milion złotych nowego zadłużenia co 60 sekund.
„Karta kredytowa Tuska”: Polacy spłacą ten rachunek
Głównym symbolem konferencji stała się makieta karty kredytowej z wizerunkiem Donalda Tuska i napisem „LIMIT PRZEKROCZONY”. Politycy opozycji zwracają uwagę, że obecna ekipa rządząca żyje na kredyt, za który rachunek wystawi przyszłym pokoleniom.
Ta karta kredytowa symbolizuje dzisiejsze rządy Donalda Tuska. Wyobraźcie sobie państwo, że dostajecie kartę, z której możecie skorzystać tylko w jeden sposób — spłacać czyjeś zobowiązania, nie mając dostępu do żadnych środków, bo ich tam po prostu nie ma” — wskazywał poseł Jarosław Wieczorek.
Mit wydatków zbrojeniowych obalony
Przedstawiciele Prawa i Sprawiedliwości odnieśli się również do narracji rządu, według której rosnący dług miałby wynikać przede wszystkim z ogromnych nakładów na obronność i modernizację polskiej armii.
Słyszymy, że zaciągane kredyty są przeznaczane na finansowanie zbrojeń. Kiedy jednak wgłębimy się w dokumenty finansowe państwa, w budżet, okazuje się, że nie jest to prawda. Zasadnicza część tych pieniędzy wcale nie trafia na armię. Gdzie więc są pieniądze Polaków?” — pytał Bochenek.
Zwrócono uwagę, że drastyczny wzrost długu nie idzie w parze ze skokowymi inwestycjami czy wsparciem kluczowych sektorów. Zamiast tego brakuje środków na ochronę zdrowia, programy pomocowe, wsparcie dla rolników (w tym dopłaty do nawozów) czy rozwój edukacji i kultury.
Zmierzamy ku „drugiej Grecji”?
Politycy PiS powołali się również na analizy i opinie ekspertów z Rady Fiskalnej. Wskazują one, że projekt budżetu wykazuje trwałą i głęboką nierównowagę finansów publicznych, a prawdopodobieństwo przekroczenia ustawowego progu ostrożnościowego (55% relacji długu do PKB) w kolejnych latach jest krytycznie wysokie.
Zdaniem opozycji, jeśli obecny kurs nie zostanie powstrzymany, Polska może powtórzyć scenariusz kryzysu greckiego — nie z perspektywą śródziemnomorskich wakacji, lecz z drastycznym cięciem wynagrodzeń, załamaniem usług publicznych i gigantycznym uderzeniem w przedsiębiorców oraz rodziny. Do tego dochodzą unijne obciążenia i składki, które przy braku twardego sprzeciwu Warszawy mogą dodatkowo pogłębić zapaść polskiej gospodarki.
źr. wPolsce24









