68 tys. zł miesięcznie! Tusk pobiera trzy emerytury i pensję. Polacy patrzą na to z niedowierzaniem

Z opublikowanego zestawienia wynika, że 69-letni premier w 2025 roku pobierał aż trzy różne emerytury jednocześnie. I nie są to żadne symboliczne grosze:
- Emerytura z Komisji Europejskiej: 71 282,78 euro rocznie.
- Świadczenie z belgijskiego systemu: 2 504,50 euro rocznie.
- Emerytura z polskiego ZUS: 144 423,77 zł rocznie (czyli średnio ponad 12 000 zł miesięcznie z samego tylko polskiego systemu).
Po przeliczeniu, same emerytury dają premierowi około 450–457 tysięcy złotych rocznie, co w praktyce oznacza 38 tysięcy złotych miesięcznie – i to bez ruszenia palcem w ramach bieżącej pracy.
Ale to wciąż nie koniec. Do tego trzeba doliczyć:
- Pensję szefa rządu (z Kancelarii Premiera) – 294 977,52 zł rocznie (średnio 24,6 tys. zł miesięcznie).
- Dietę parlamentarną – 47 603,76 zł (z czego aż 36 tys. zł jest nieopodatkowane).
- Prawa autorskie – 11 625,33 zł.
- Oraz odsetki od oszczędności.
Łączny dochód szefa rządu w 2025 roku zamknął się w kwocie 812 000 złotych. W przeliczeniu na miesiąc oznacza to średnio 68 000 złotych na koncie.
I tutaj zaczyna się cały dramat społecznego kontrastu.
"I tak można żyć" – powiedziałby niejeden polityk, machając ręką na kryzys. Ale spójrzmy na to przez pryzmat polskiej codzienności. Podczas gdy premier otrzymuje prawie 70 tysięcy złotych miesięcznie, aby prowadzić kraj, zwykły Polak walczy z inflacją przy średniej krajowej wynoszącej około 8 tysięcy złotych brutto (czyli niecałe 6 tysięcy "na rękę"). Emerytura minimalna w Polsce to wciąż kwota oscylująca wokół 1 800–2 000 złotych. To zaledwie 3% miesięcznego dochodu premiera.
Z danych wynika wprost, że samą polską emeryturą (12 tys. zł) Tusk przebija miesięczne zarobki większości zapracowanych Polaków. Do tego ma jeszcze dwa zagraniczne źródła. Nie ma żadnych wątpliwości – jest to w 100% zgodne z polskim prawem, ponieważ Tusk osiągnął wiek emerytalny w 2022 roku i może dorabiać bez żadnych ograniczeń.
Problemem nie jest jednak litera prawa, ale społeczna sprawiedliwość i odbiór tych informacji. W kraju, gdzie młodzi ludzie odkładają decyzję o dzieciach, bo nie stać ich na mieszkanie, a emeryci liczą każdy grosz do pierwszego, takie oświadczenie majątkowe działa jak polityczna petarda. Brzmi to jak ironiczny żart: "Nie martwcie się drożyzną, ja mam swoje trzy emerytury. I tak można żyć".
Z jednej strony mamy przykład bezwzględnego przestrzegania przepisów, z drugiej – moralny dysonans. Polacy biedują, zadłużają się na kredyty, a elita rządząca, która ustala wysokość podatków i cenę prądu, ma zapewniony finansowy komfort na najwyższym poziomie – bez względu na to, co dzieje się wokół.
Kwoty z oświadczenia Tuska nie są więc tylko suchą statystyką. Stają się symbolem pogłębiającej się przepaści między "nami" – tymi, którzy walczą o przetrwanie, a "nimi" – tymi, dla których 68 tysięcy złotych miesięcznie to jedynie naturalny, bo legalny, stan posiadania. W tej historii śmiech przez łzy "i tak można żyć" nabiera wymiaru najbardziej gorzkiej z możliwych prawd.
źr. wPolsce24 za se.pl











