Cenzura w „uśmiechniętej Polsce”? Znana dziennikarka ujawniła szokujące kulisy medialnej blokady tekstu o wpływowym ministrze Tuska!

W programie „Niedyskretnie o politykach” publikowanym w ramach „Super Expressu” padły słowa, które powinny wywołać trzęsienie ziemi na polskiej scenie medialnej. Joanna Miziołek odsłoniła kulisy zablokowania niewygodnego dla koalicji rządzącej śledztwa dziennikarskiego.
Nielegalny handel stanowiskami w tle kampanii
Jak relacjonuje Miziołek, w ostatnich tygodniach jedna z dużych stacji telewizyjnych przygotowywała bezkompromisowy reportaż. Sprawa dotyczyła jednego z najważniejszych i najbardziej wpływowych ministrów w rządzie Donalda Tuska.
Ustalenia dziennikarzy miały być porażające: materiał dotyczył procederu oferowania lukratywnych stanowisk w zamian za zaangażowanie i pomoc w kampanii wyborczej. Sprawa miała rzucić światło na wieloletnie, nieformalne układy oraz wpływy polityka.
Telefon z centrali i „półkownik”? Interwencja na szczytach władzy
Jednak zamiast wielkiej premiery i dyskusji o standardach władzy, materiał... po prostu zniknął. Dlaczego Polacy nie zobaczyli efektów śledztwa?
Z relacji red. Miziołek wynika wprost: sprawa dotarła na same szczyty partyjne. Interweniować miało kierownictwo Koalicji Obywatelskiej oraz wysoko postawieni przedstawiciele rządu. Po tych naciskach emisję wstrzymano, a niewygodny reportaż trafił na półkę.
To pokazuje tylko, jak bardzo dzisiaj jest duży wpływ na media. Z jednej strony myślimy sobie: no nie ma żadnych afer (...), a jak wychodzi jakaś afera, to może najwyżej Kanał Zero o niej napisać” - gorzko podsumowała sytuację dziennikarka.
Koniec mitu o „niezależnych mediach”
Sprawa ujawniona przez red. Miziołek stawia pod znakiem zapytania deklarowaną przez obecny obóz rządzący niezależność i wolność mediów. Choć nikt, łącznie z ujawniającą tę informację redaktor Miziołek, nie ujawnił, o jaką stację chodzi, każdy ma świadomość, że mowa tu o tych mediach, które są najbliższe Donaldowi Tuskowi.
Dla wielu komentatorów to dowód na istnienie nieformalnego parasola ochronnego roztoczonego nad ludźmi Donalda Tuska w części redakcji mainstreamowych.
Rządzący chętnie pouczają o standardach praworządności, jednak gdy dziennikarskie śledztwo dotyka ich własnych szeregów i grozi wizerunkową katastrofą, mechanizmy nacisku okazują się bezwzględne. Czy tak ma wyglądać zapowiadany pluralizm i jawność życia publicznego?
źr. wPolsce24 za X/SE









