Złota pozdrawia z Niemiec. Mroczna zagadka tajemniczego listu do polskiej jednostki wojskowej

Cichy epizod z Podkarpacia zamienił się w jedno z najbardziej niepokojących śledztw ostatnich miesięcy. Gdy zastępca szefa placówki ŻW rozciął kopertę, nie znalazł w niej ani białego proszku, ani żrącego płynu. Ze środka nie wysypała się żadna widoczna substancja.
Wewnątrz znajdowała się jedynie pojedyncza kartka papieru z dwoma słowami, które dziś analizują śledczy: „Pozdrawiam Złota”.
Nagłe objawy i wojskowy alarm
Chwilę po otwarciu listu wojskowy zaczął gwałtownie łapać powietrze. Wkrótce potem ostry ból i drapanie w gardle zgłosiło dwóch kolejnych świadków – inny funkcjonariusz Żandarmerii oraz pracownica cywilna. Cała trójka w trybie pilnym została przetransportowana do najbliższego szpitala.
W jednostce w Nowej Dębie ogłoszono alarm. Na miejscu błyskawicznie zjawili się specjaliści z zakresu biologii i chemii, wojskowe służby kryminalne oraz przedstawiciele sanepidu. Rozpoczęto gorączkowe poszukiwania źródła ewentualnego skażenia.
Brak śladów trucizny. Koincydencja czy precyzyjny atak?
Rzecznik Prokuratury Okręgowej w Lublinie, prokurator Marcin Kozak, poinformował w czwartek, że szczegółowe procedury badawcze dały zaskakujący wynik: w przesyłce nie stwierdzono obecności żadnych znanych substancji biologicznych, chemicznych ani promieniotwórczych. Przebadani żołnierze zostali już wypisani ze szpitala, a lekarze nie dopatrzyli się w ich organizmach śladów zatrucia.
Śledczy stoją teraz przed trudną łamigłówką: „Sprawdzimy, czy te objawy zgłoszone przez pracowników wojska mają jakikolwiek związek z listem. Czy to tylko koincydencja zdarzeń, a źródłem duszności było co innego... Nie możemy wykluczyć, że te objawy miały całkowicie inne podłoże” – oświadczył prokurator Kozak.
Pytania bez odpowiedzi. Kim jest „Złota”?
Choć pierwsze testy wykluczyły zagrożenie skażeń masowych, sprawa nie została odłożona na półkę. Lubelska Prokuratura Okręgowa wszczęła oficjalne śledztwo w kierunku bezpośredniego narażenia człowieka na utratę życia lub ciężki uszczerbek na zdrowiu.
Kartka z tajemniczym pozdrowieniem od „Złotej” trafiła do specjalistycznych laboratoriów. Zostanie poddana drobiazgowym badaniom daktyloskopijnym i genetycznym – specjaliści będą poszukiwać mikroskopijnych śladów DNA oraz niewidocznych gołym okiem śladów biologicznych, które mógł pozostawić nadawca.
Kto i po co wysłał tajemniczą wiadomość z terenu Niemiec do niewielkiej placówki wojskowej na Podkarpaciu rozwiewając spokój służb? Czy mamy do czynienia z groźną prowokacją, wyrafinowaną próbą wywołania paniki, czy dziwnym zbiegiem okoliczności? Śledczy na razie milczą, a zagadka „Złotej” pozostaje otwarta.
źr. wPolsce24









