Bananowa młodzież rozjeżdża polską wieś. Zdesperowany rolnik ruszył w pościg traktorem

Do sieci trafiło szokujące nagranie z kanału „Enduro Escape Riders”. Scenariusz, który widzimy na filmie, to niestety coraz smutniejsza codzienność polskiej wsi. Grupa motocyklistów i kierowca quada bezczelnie wjechali na prywatne pola i łąki gospodarza, niszcząc darń i tratując rośliny. Kiedy zdesperowany rolnik zorientował się, co dzieje się na jego ziemi, puściły mu nerwy.
Za kierownicą swojego wysłużonego Ursusa ruszył prosto na intruzów, próbując zablokować im drogę ucieczki. Atmosfera gęstniała z sekundy na sekundę. Widząc, że bezczelni „rajdowcy” nic sobie nie robią z jego krzywdy, rolnik wyskoczył z kabiny, chwycił za grabie do liści i pieszo ruszył w pogoń za uciekającymi szkodnikami.
Bananowe pokolenie „róbta co chceta”
Współczesna, wielkomiejska młodzież z bogatych domów – potocznie zwana „bananową” – cierpi na chroniczny brak elementarnego wychowania i szacunku do owoców cudzej, ciężkiej pracy. Kupiony przez tatusia drogi sprzęt służy im wyłącznie do zaspokajania egoistycznych popędów kosztem ludzi, którzy od świtu do nocy harują, by wyżywić naród. Dla tych młodych ludzi, wychowanych w duchu totalnej bezstresowości, pojęcie „własności prywatnej” po prostu nie istnieje. Uważają, że skoro uciekli z betonowych miast na łono natury, to wszystko wokół należy do nich.
Tymczasem dla rolnika rozjeżdżona łąka czy lucernisko to nie jest „kawałek trawy”. To potężne straty finansowe. Zanieczyszczona ziemią trawa nie nadaje się później na czystą, pełnowartościową kiszonkę czy siano dla bydła. Co więcej, głębokie bruzdy wyryte przez ciężkie opony quadów wysychają na słońcu i twardnieją na kamień. Gdy gospodarz wjeżdża później w to miejsce wartym setki tysięcy złotych opryskiwaczem czy kosiarką, ryzykuje urwaniem belki i gigantyczną awarią sprzętu, za którą nikt mu nie zwróci.
W USA już dawno zostaliby zastrzeleni
Salonowi moraliści z lewicowych mediów już podnoszą raban, że rolnik wykazał się „agresją” i zachował się zbyt porywczo. Owszem, chłop ma gorącą krew i działał pod wpływem gigantycznych emocji – ale jak ma nie działać pod wpływem emocji człowiek, któremu na jego własnych oczach ktoś niszczy dorobek życia?
Warto tym wszystkim obrońcom „uciśnionych” motocyklistów uświadomić jedną rzecz. Żyjemy w Polsce, gdzie święte prawo własności wciąż jest przez państwo traktowane po macoszemu, a za zdewastowanie zasiewów grozi śmieszny mandat do 500 złotych lub zwykła nagana. Gospodarze są po prostu bezsilni wobec litery prawa. Gdyby ci sami bezczelni młodzi ludzie wjechali na prywatną farmę w Stanach Zjednoczonych (np. w Teksasie), właściciel ziemski nawet nie bawiłby się w odpalanie traktora czy bieganie z grabiami. Zgodnie z tamtejszym prawem chroniącym własność i mir domowy (np. Castle Doctrine), zostaliby bez ostrzeżenia zastrzeleni na miejscu jako pospolici intruzi. Tam nikt nie pyta przestępcy o samopoczucie – tam broni się uczciwego obywatela.
Przypadki się mnożą – czas na obronę polskiej wsi!
Przypadek z Ursusem i grabiami to tylko wierzchołek góry lodowej. Podobne incydenty w całej Polsce mnożą się na potęgę. Rolnicy z Podlasia, Małopolski czy Wielkopolski regularnie donoszą o niszczeniu upraw, a nawet o fizycznych atakach ze strony bezkarnych właścicieli wypożyczalni quadów czy zorganizowanych grup enduro.
Miłośnicy motorowego szaleństwa niszczą też państwowe lasy i drogi - dobytek nas wszystkich. Ostatnio opisaliśmy, jak tego typu wandale zniszczyli groty nad Pilicą.
Polska wieś ma prawo do obrony. Jeśli państwo nie potrafi skutecznie ukarać miejskich barbarzyńców niszczących plony, nie dziwmy się, że polski chłop bierze sprawy w swoje ręce. Solidaryzujemy się z determinacją tego rolnika! Czas najwyższy przywrócić szacunek dla polskiej ziemi i pracy rąk ludzkich, a za naruszenie prywatnej własności wprowadzić kary, które raz na zawsze ostudzą zapał rozwydrzonych bananowych rajdowców.
źr. wPolsce24











