KRESY WOŁAJĄ O SPRAWIEDLIWOŚĆ. Prawda o Wołyniu, której nie da się zasypać. Wstrząsający dokument dziś na antenie wPolsce24

Film, który opowiada o historii masowej akcji przeciwko ludności polskiej przeprowadzonej przez Ukraińską Powstańczą Armię (UPA) na Wołyniu już dziś na antenie telewizji wPolsce24 o godzinie 20:05.
Gehenna, która nie doczekała się zadośćuczynienia
Film Adama Sikorskiego uderza w widza od pierwszych minut. Twórcy stawiają sprawę jasno: historia ludobójstwa na Wołyniu i w Galicji Wschodniej, mimo upływu ponad ośmiu dekad, wciąż nie doczekała się uczciwego, godnego zamknięcia. Państwo polskie przez lata Trzeciej RP – w imię fałszywie pojętej poprawności politycznej i geopolitycznych iluzji – nie potrafiło w pełni upomnieć się o swoich obywateli. Dziesiątki tysięcy naszych rodaków wciąż spoczywają w bezimiennych dołach śmierci, w lasach i na polach, które z każdym rokiem ulegają erozji, zacierając ślady po tamtej straszliwej tragedii.
Dokument jest bezlitosny dla elit politycznych, które żądania elementarnej sprawiedliwości i chrześcijańskiego pochówku gotowe były topić we wrzawie bieżącej polityki. Tymczasem głos ostatnich świadków, tych którzy cudem ocaleli z rzezi, słabnie z roku na rok. Film Sikorskiego staje się więc ich testamentem.
Wstrząsające relacje: „Zaczęli Polaków wyrzynać siekierami”
Sercem dokumentu są porażające dowody i relacje, w tym archiwalne listy opisujące pierwsze dni ukraińskiego amoku. Widz dowiaduje się o tragicznych losach mieszkańców takich wsi jak Parośle, gdzie bojówki UPA dokonały bestialskiej rzezi całych rodzin. Autorzy listów z tamtych lat bez ogródek opisywali bezmiar ukraińskiego okrucieństwa:
„Zaczęli Polaków wyrzynać siekierami, bo Polak to ich największy wróg”. Obrazy ciał kobiet i niemowląt z rozbitymi głowami, zastygłych w pośmiertnym skurczu z kawałkiem chleba w dłoni, do dziś budzą grozę i niedowierzanie, że człowiek mógł zgotować bliźniemu taki los.
Szacunki historyków przytoczone w filmie są nieubłagane – na samym Wołyniu w ponad 1850 miejscowościach zginęło co najmniej 60 tysięcy Polaków. Liczby te, oparte na bilansie ludnościowym z 1939 roku, wciąż nie są ostateczne, bo ziemia wołyńska wciąż zazdrośnie strzeże swoich tajemnic.
„Trupie pole” – anatomia zbrodni pod lupą badaczy
Kluczowym elementem filmu jest drobiazgowa relacja z prac poszukiwawczych i ekshumacyjnych na tzw. „Trupim polu” w okolicach wsi Ostrówki i Wola Ostrowiecka. Nazwę tę nadali polanie sami Ukraińcy. Jak wspominali świadkowie, jeszcze w latach 60., gdy istniał tam sowiecki kołchoz, miejscowi szeptali, że zboże rośnie tam wysokie na dwa metry, bo pod spodem leżą setki ludzkich ciał.
Kamera Adama Sikorskiego towarzyszy archeologom i antropologom, którzy z centymetra na centymetr odkrywają ślady zbrodni. Wykrywacze metali natrafiają na olbrzymią zbieraninę łusek z różnych armii i okresów – od Mauserów, przez Lebele, aż po radzieckie PPSz. To koronny dowód na to, że egzekucji dokonała zbieranina partyzancka UPA, używająca wszystkiego, co wpadło jej w ręce. Według relacji, Polakom kazano kłaść się twarzą do ziemi, a oprawcy strzelali w nich z góry. Pociski przechodziły przez ciała i utkwiły głęboko w glebie.
Zbrodnia na najmłodszych. Warkocze, koraliki i medaliki
Najbardziej wstrząsającym, wręcz rozdzierającym serce momentem dokumentu jest odkrycie masowej jamy grobowej zawierającej szczątki 231 osób. Antropolodzy pracujący na miejscu nie kryją emocji - w większości były to dzieci: od niemowląt po nastolatków.
Złe warunki glebowe zniszczyły kości, ale ziemia zachowała coś, co nie pozwala zapomnieć o ludzkim wymiarze tej tragedii. Badacze wydobywają z piasku splecione, dziewczęce warkocze – wszystkie w kolorze blond, bo to przecież były dzieci. Przy małych czaszkach odnajdują dziecięce koraliki ułożone w malutkich rzędach wokół szyi, spinki, grzebyki, fragmenty czapeczek, buciki z cholewkami, a także kolorowe guziczki w kształcie kwiatków. Wraz z nimi odkopano liczne dewocjonalia – krzyżyki i medaliki. Te bezbronne kobiety i dzieci, zanim popędzono je na śmierć, były więzione w kościele w Ostrówkach, skąd szły na miejsce straceń, śpiewając pieśni religijne. Ich ciała wrzucano do dołów bezładnie, chaotycznie, jedno na drugie.
„Dla mnie najbardziej szokujące jest to zadawanie w bezsensowny sposób cierpienia dzieciom, zabijanie tych dzieci, które właściwie tym ludziom przecież nic nie zawiniły, z wyjątkiem tego, że urodziły się i były Polakami” – mówi przed kamerą poruszony badacz.
Polityka zamiast prawdy?
Film stawia twarde pytania o postawę polskich elit po 1989 roku.
Przypomina, że pierwsze ekshumacje w Woli ostrowieckiej w 1992 roku zostały zablokowane przez ukraińskie władze na niemal dziesięć lat, bo Kijów przestraszył się skali i bezwzględności ujawnionych faktów. Sikorski obnaża też naiwną i chybioną koncepcję polskich rządów, które uznały, że w imię budowania relacji z Ukrainą i wyrywania jej ze strefy wpływów Rosji, należy unikać tematów drażliwych. Jak celnie punktują autorzy: zaangażowanych w zbrodnie szowinistów ukraińskich nie było przecież tak wielu, by to ich ideologia miała dziś decydować o relacjach między narodami. Byli przecież i tacy Ukraińcy, którzy ostrzegali i ratowali Polaków przed śmiercią.
Ostatni dzwonek dla pamięci
Dokument Adama Sikorskiego to bolesne, ale konieczne memento. Na naszych oczach odchodzą ostatni świadkowie tamtych wydarzeń, ludzie mający dziś ponad 80 lat. Ich jedynym pragnieniem przed śmiercią jest to, by ich rodzice, rodzeństwo i sąsiedzi zostali wreszcie po chrześcijańsku, po katolicku pochowani, a nad ich grobami stanął krzyż.
„JEŻELI ZAPOMNIMY O NICH...” to film-krzyk. Krzyk o godność, o prawdę, która nie zna kompromisów, i o elementarny szacunek dla ofiar dzikiego, nienawistnego nacjonalizmu. Tego filmu nie da się „obejrzeć” i zapomnieć. Trzeba go zobaczyć, podać dalej i nie pozwolić, by pamięć o wołyńskich dzieciach została złożona na ołtarzu bieżącej dyplomacji.
źr. wPolsce24











