Miało być „odzyskanie prestiżu”, jest kompromitacja. Wielka klapa Pride of Poland pod rządami ekipy Tuska

Pamiętamy ten festiwal hipokryzji. Przez niemal osiem lat politycy obecnej większości oraz sprzyjające im media niemal przy każdej edycji Pride of Poland organizowali medialną nagonkę. Każde potknięcie, każda niezaakceptowana oferta czy licytacja były przedstawiane jako „upadek narodowej dumy” i dowód na niekompetencję ówczesnych władz. Samozwańczy eksperci i „obrońcy koni” przekonywali, że wystarczy odsunąć Zjednoczoną Prawicę od sterów, by do Janowa powróciły wielomilionowe zyski i międzynarodowy blask.
Dziś, gdy resorty i stadniny przejęli nominaci nowej władzy, maski opadły. Rzeczywistość bezlitośnie obnażyła ich deklaracje.
Sukces na papierze, czyli propaganda sukcesu
Po tegorocznej aukcji politycy koalicji nie kryli zadowolenia. Odtrąbiono gigantyczny triumf – w mediach społecznościowych i przychylnych telewizjach brylowały nagłówki o „wylicytowaniu wszystkich wystawionych koni” i „wielkim powrocie prestiżu”. Odpowiedzialni za hodowlę urzędnicy niemal pękali z dumy, zbierając laury za rzekome zorganizowanie historycznego wydarzenia.
Czar jednak prysł. Z ustaleń „Rzeczpospolitej” wyłania się obraz skrajnego dyletantyzmu i organizacyjnego chaosu. Dwa miesiące po zakończeniu imprezy okazuje się, że aż co trzecia wylicytowana klacz wciąż czeka na zapłatę. Przypomnijmy: zgodnie z regulaminem środki na koncie organizatorów powinny znaleźć się w ciągu zaledwie 14 dni od przybicia młotkiem!
Gdzie są pieniądze? Partactwo i brak weryfikacji
Jak doszło do tego, że jedna trzecia transakcji okazała się fikcją? W kuluarach mówi się wprost o braku elementarnej weryfikacji licytujących. Zamiast rzetelnych, wypłacalnych kupców, do stołów dopuszczono przypadkowe osoby lub pośredników, którzy po widowiskowym windowaniu cen zwyczajnie zniknęli.
Konie, zamiast trafiać do nowych właścicieli, wciąż stoją w stajniach, generując koszty, a realne zyski stadnin zamiast rosnąć – topnieją. To nie jest kwestia przypadku ani „trudnej koniunktury”. To podręcznikowy przykład nieudolności ludzi, którzy po przejęciu władzy potrafią wyłącznie uprawiać propagandę sukcesu, nie mając pojęcia o twardych realiach handlu i hodowli.
Hipokryzja ponad wszystko
Dzisiejsza kompromitacja w Janowie Podlaskim to gorzka lekcja dla tych, którzy tak łatwo ferowali wyroki w poprzednich latach. Ci sami ludzie, którzy głośno krzyczeli o „niszczeniu polskiego dziedzictwa”, doprowadzili do sytuacji, w której prestiżowa, międzynarodowa aukcja stała się celem pustych licytacji bez pokrycia.
Zamiast zapowiadanego profesjonalizmu Polacy dostali czyste partactwo ubrane w medialne slogany. Pozostaje tylko zapytać: gdzie są teraz ci wszyscy politycy i celebryci, którzy tak chętnie ronili łzy nad Janowem? Czy teraz będą mieli odwagę przeprosić za wprowadzanie opinii publicznej w błąd i rozliczyć partyjnych nominatów z ich „sukcesów”? Pytanie to, jak zwykle w przypadku obecnej władzy, zapewne pozostanie bez odpowiedzi.
źr. wPolsce24 za rp.pl









