Katastrofa na polskiej wsi! Komornicy wejdą do tysięcy gospodarstw. Były minister alarmuje: „Ludzie mają nóż na gardle!”

Widmo masowych bankructw na polskiej wsi staje się faktem. Choć od miesięcy rolnicy bili na alarm, sytuacja w sektorze rolnym osiągnęła punkt krytyczny. Co najbardziej uderzające – w najgorszym położeniu znaleźli się nie drobni wytwórcy, lecz filary polskiego bezpieczeństwa żywnościowego: duże, nowoczesne i towarowe gospodarstwa, które zainwestowały miliony złotych w rozwój, maszyny i ziemię.
„Ludzie mają nóż na gardle”
W rozmowie z portalem topagrar.pl były minister rolnictwa Jan Krzysztof Ardanowski nakreślił wstrząsający obraz rzeczywistości, z jaką mierzą się dziś polscy gospodarze. Jego zdaniem doraźne kroki rządu czy przyspieszanie wypłat zaliczek to zaledwie „mieszanie w tym samym kotle”, które nie rozwiązuje problemu długu.
Ludzie mają w tej chwili nóż na gardle: mają niezapłacone często faktury za nawozy z wiosny, biorą paliwo na kredyt, nie mają pieniędzy na obsługę kredytów, a banki czekać nie będą, bo bank ma swoje procedury. Przeksięgowuje brak spłaty o miesiąc, o trzy, a potem do windykacji, do komornika. I wydaje mi się, że niestety w najbliższych miesiącach komornicy zapukają do bardzo wielu gospodarstw w Polsce – przestrzega Ardanowski.
Jak zaznacza polityk, najciężej dotknięte są gospodarstwa, na których opierać się miała przyszłość polskiego rolnictwa. Ich właściciele, przytłoczeni ratami kredytów i brakiem zysków, de facto stają się bankrutami.
Unijne umowy i niekontrolowany import dobijają polską wieś
Na katastrofalną sytuację ekonomiczną gospodarstw złożył się nie tylko trudny sezon pogodowy, ale przede wszystkim polityka rynkowa. Ardanowski bez owijania w bawełnę wskazuje na grzechy zaniechania oraz szkodliwe porozumienia międzynarodowe forsowane przez Brukselę.
Polski rynek wciąż odczuwa potężne wstrząsy wywołane masowym napływem żywności ze wschodu, m.in. ukraińskiego cukru, który wyparł polskie produkty z tradycyjnych rynków eksportowych w Europie Południowej i Zachodniej. Do tego dochodzi otwieranie granic Unii Europejskiej na towary z Ameryki Południowej czy kolejne liberalne umowy handlowe z krajami takimi jak Australia i Nowa Zelandia. W tym nierównym starciu polski rolnik, duszony unijnymi normami, przegrywa z bezcłową konkurencją.
Wyprzedaż polskiej ziemi? Porażające dane
Skutki krachu finansowego mogą mieć fatalne konsekwencje dla polskiej własności. Zdesperowani rolnicy, stojąc przed widmem licytacji komorniczych, zaczynają szukać ratunku w wyprzedaży majątku rodowego.
Jak ujawnił Ardanowski, w ostatnim czasie w planach ogólnych gmin złożono aż 7 milionów wniosków o warunki zabudowy. Rolnicy, nie widząc żadnych perspektyw na rentowność produkcji rolnej, chcą dzielić i sprzedawać ojcowiznę pod działki budowlane, byle tylko spłacić nawarstwione zobowiązania. Jeśli ten trend się utrzyma, polska ziemia na masową skalę przestanie pełnić funkcję produkcyjną.
Bezpieczeństwo żywnościowe to suwerenność ojczyzny
Eksperci i środowiska propaństwowe podkreślają, że upadek polskiego rolnictwa to nie tylko problem mieszkańców wsi, ale śmiertelne zagrożenie dla całego narodu.
Rolnictwo jest potrzebne, bo daje bezpieczeństwo żywnościowe w podstawowym wymiarze – jest elementem suwerenności państwa. Nie masz własnej żywności, to zależysz od tego, który ci ją ewentualnie sprzeda. Musisz zgodzić się na jego warunki, często bardzo trudne i złe. Niepodległość zależy od własnej żywności – apeluje Ardanowski, który w ramach Stowarzyszenia „Polski Chleb” przygotowuje narodowy program ratunkowy dla wsi.
Wśród najpilniejszych postulatów wymienia się wprowadzenie rządowej prolongaty i abolicji kredytowej, która powstrzymałaby banki i komorników przed licytacją ojcowizny. Czasu na działanie jest jednak dramatycznie mało – jeśli państwo natychmiast nie postawi tamy komorniczym egzekucjom, skutki bierności uderzą w koszyki zakupowe wszystkich Polaków.
źr. wPolce24 za topagrar.pl









