Tusk przyznaje: „Przepraszam, nie rozliczymy PiS-u”. Cóż, jakie afery, takie rozliczenia

To nie jest drobna wpadka. To publiczne przyznanie się do porażki całej narracji, na której KO budowała kampanię 2023 roku. „Sprawiedliwość”, „odpowiedzialność”, „państwo prawa” – wszystko to rozbiło się o rzeczywistość.
A tak napinali muskuły
Przez prawie dwa lata słyszeliśmy gromkie deklaracje o „rozliczeniu złodziei”, „zamknięciu aferzystów” i „końcu bezkarności”. Powstały specjalne komisje, zmieniano prawo, wymieniano prokuratorów, a efekt? Prawie zerowy. Najgłośniejsze sprawy albo się rozmywają, albo kończą umorzeniami. A teraz sam Tusk mówi wprost: nie daliśmy rady. To klasyczny schemat lewicowo-liberalnych rządów w Polsce: Obiecujemy wielką czystkę i „rozliczenie”, po przejęciu władzy okazuje się, że „ręce związane”, na kolejną kampanię wracamy z tym samym hasłem: „tym razem na pewno”.
Polacy już to znają. W 2007 roku też miało być „moralność w polityce” i rozliczenie. Zamiast tego dostaliśmy aresztowania na pokaz, a potem ciche wyciszanie niewygodnych tematów.
Tusk nie mówi tego z pokorą. Mówi to z irytacją – że rzeczywistość nie chce się dopasować do jego narracji i że polskie prawo, sądy i dowody nie są tak plastyczne, jak by sobie tego życzył.
Jakie "afery", takie rozliczenia
To nie jest „trudne”. To jest po prostu niemożliwe, gdy nie ma się wystarczająco mocnych podstaw. Gdy większość „afer” PiS-u okazuje się albo przesadzoną propagandą, albo sprawami, które nie trzymają się kupy w sądzie.
Tusk właśnie sam przyznał, że jego największa obietnica wyborcza legła w gruzach. Pytanie tylko, czy jego wyborcy nadal będą w to wierzyć, gdy w 2027 roku usłyszą to samo po raz kolejny: „dajcie nam jeszcze jedną kadencję, tym razem na pewno rozliczymy”.
źr. wPolsce24 za X











