Trzydzieści tysięcy ludzi na bruku, ponad tysiąc firm zniknęło z mapy Polski. To koniec potęgi polskiego meblarstwa?

Kolejny gigant kapituluje
Zamknięcie fabryki mebli tapicerowanych Steinpol w Wołowie (Dolny Śląsk) (o którym informuje portal money.pl), do końca kwietnia 2026 roku to sygnał alarmowy, którego nie da się już ignorować. Zakład, będący jednym z największych pracodawców w regionie, przegrał walkę z rosnącymi kosztami.
Jak zauważają eksperci i lokalni politycy, to nie jest zwykła korekta rynkowa, lecz systemowe wykrwawianie się sektora, który odpowiada za ponad 2% polskiego PKB.
Dlaczego polskie meble przestają wygrywać?
Na kryzys składa się kilka czynników ekonomicznych i regulacyjnych. Branża wskazuje na kilka kluczowych barier, które drastycznie obniżyły jej konkurencyjność na arenie międzynarodowej:
- Rekordowe ceny energii: Koszty prądu i gazu w Polsce należą do najwyższych w Europie, co bezpośrednio uderza w energochłonną produkcję mebli.
- Surowcowy paraliż: Wprowadzone przez Ministerstwo Klimatu i Środowiska oraz Lasy Państwowe moratoria na wycinkę w wybranych obszarach leśnych (ograniczenie o ok. 20%) znacząco zmniejszyły podaż drewna.
- Wzrost kosztów pracy: Dynamiczne podnoszenie płacy minimalnej, choć korzystne dla pracowników, stało się ogromnym obciążeniem dla zakładów produkcyjnych opierających się na dużej skali zatrudnienia.
- Polityka klimatyczna UE: Restrykcyjne przepisy Zielonego Ładu nakładają na producentów nowe obowiązki certyfikacyjne i emisyjne, które wymagają kosztownych inwestycji w czasie, gdy firmy walczą o przetrwanie.
- Zerwane łańcuchy dostaw i konkurencja ze Wschodu: Przed wybuchem wojny na Ukrainie, polski przemysł meblarski w dużej mierze posiłkował się importem taniego drewna z Ukrainy, Białorusi i Rosji. Odcięcie tych kierunków, przy jednoczesnym wzroście cen surowca z Lasów Państwowych, sprawiło, że Polska traci dystans do konkurencji z Azji czy innych krajów europejskich, które mają łatwiejszy dostęp do tańszych komponentów.
Co dalej?
Eksperci ostrzegają, że bez systemowego wsparcia, m.in. stabilizacji cen energii oraz racjonalizacji polityki leśnej, proces zwijania się branży będzie postępował. Meble są jednym z naszych głównych towarów eksportowych, a ich upadek pociągnie za sobą branże pokrewne: transport, logistykę oraz handel.
Dla tysięcy pracowników w regionach takich jak Dolny Śląsk czy Wielkopolska, nadchodzące miesiące będą stały pod znakiem niepewności. Pytanie, które stawiają przedsiębiorcy, brzmi: czy polska gospodarka udźwignie ciężar przeregulowania, czy może właśnie jesteśmy świadkami zmierzchu sektora, który budowaliśmy przez trzy dekady?
Pewne jest to, iż natura nie znosi próżni, a rynki nie czekają na poprawę koniunktury nad Wisłą. Największymi beneficjentami problemów polskiego meblarstwa stają się kraje, które nie są obciążone tak restrykcyjną polityką klimatyczną lub oferują niższe koszty produkcji.
Na czoło wysuwa się Wietnam i Turcja, które agresywnie przejmują zamówienia z Europy Zachodniej, oraz Rumunia i kraje bałtyckie, wygrywające tańszą energią i łatwiejszym dostępem do surowca.
W praktyce oznacza to, że produkcja, która przez dekady budowała polskie PKB, jest „wypychana” poza nasze granice. Powtórzmy tu raz jeszcze, jest to zjawisko niebezpieczne nie tylko dla producentów, ale dla całej gospodarki – wraz z rosnącym zadłużeniem branży i zamykanymi fabrykami tracimy bowiem wpływy podatkowe, tysiące miejsc pracy w logistyce oraz status europejskiego lidera, który niezwykle trudno będzie odzyskać w przyszłości.
źr. wPolsce24











