Polska

Tak jeździ się "ekspresem Tuska" do Chorwacji. Dramatyczna relacja dziennikarza

opublikowano:
train-8302635_1280
Rząd bardzo mocno chwalił się stworzeniem połączenia kolejowego z Chorwacją. Dziennikarz Newsweeka wybrał się w podróż „ekspresem Tuska” - i pokazał, że rzeczywistość znów rozjechała się z propagandą.

W maju premier Donald Tusk ogłosił powstanie bezpośredniego połączenia kolejowego z Chorwacją. Pociąg relacji Warszawa-Rijeka przez Sosnowiec ruszył w swoją pierwszą trasę pod koniec czerwca. W Warszawie pożegnano go z wielką pompą, a na jego pokładzie byli przedstawiciele największych polskich redakcji. 
Teraz z pociągu Adriatic Express, bo tak nazwano ten flagowy projekt rządu Tuska, postanowił skorzystać pracownik Newsweeka. Jego relacja jest dużo bardziej ponura niż to, co pisano o nim w czerwcu.

Było bardzo gorąco 

Problemy pojawiły się od razu. Jak się okazuje, w składzie którym jechał doszło do awarii klimatyzacji. Temperatura wewnątrz przedziałów wynosiła ponad 30 st. Celsjusza. Serwisanci wprost przyznawali, że nie wiedzą, czy uda im się ją naprawić, bo wagony tego składu mają ponad 30 lat. Chłopie, tu się k.... żyć nie da! - usłyszał od pasażerów konduktor, gdy poprosił ich, by zamknęli okno. Temperatura zrobiła się znośna dopiero przed północą. Nie działało też wi-fi.

Pasażerowie tego składu zauważyli też, że ciężko tu w zasadzie mówić o pociągu. To tylko trzy wagony, w tym sypialny, łącznie 170 miejsc, które są doczepiane do różnych pociągów.  W każdym kraju muszą zmienić lokomotywę, bo takie jest prawo. Po godz. 22 odczepią nas w Wiedniu. Potem, gdzieś nad ranem, znów nas odczepią i pojedziemy za jakimś słoweńskim składem – powiedział Newsweekowi jeden z pasażerów.

W Warsie skończyło się jedzenie

Problemy pojawiły się też w Warsie. Ustawiała się do niego długa kolejka, bowiem tam akurat działała klimatyzacja. To jednak przytłoczyło jego obsługę. Spocony kucharz wydaje schabowego i pyta stojącego za kasą kolegę, co dalej, bo się pogubił, nie wie, czy miał przygotować cztery piersi z kurczaka, czy pięć, ale muszą być z ziemniakami, bo kasza bulgur już się skończyła. Zaraz skończą się też mielone, a to dopiero 17 – donosi Newsweek. Co więcej, Wars został odczepiony już w Wiedniu, a przez resztę trasy pasażerowie będą mogli kupić jedynie kawę, herbatę i drobne przekąski. W drugą stronę było odwrotnie – Wars był dostępny od Wiednia do Warszawy. My jesteśmy, proszę państwa, ­tylko na doczepkę, na dwa miesiące. Dlatego nie ma restauracji, a coś małego mogą państwo u mnie kupić, ale to dopiero jak do jakiegoś większego miasta zajedziemy, przez te góry zasięgu nie będzie, więc nie uruchomię ­terminalu – powiedział pasażerom opiekun kuszetki.

Pasażerowie narzekali też na ceny biletów. Trąbią, że są po 193 zł, my po tygodniu kupiliśmy za 215. W przedziale z nami jedzie pan, który zapłacił 350. Kuszetki chodzą podobno po 400 zł, ale się nie załapaliśmy. Taniej by nam wyszło pewnie jechać autem, a może nawet i lecieć, ale zależało nam na przeżyciu tej konkretnej podróży – powiedział Newsweekowi jeden z pasażerów. To był poroniony pomysł – dodała pani Grażyna – Podróż do domu zajmie nam prawie 30 godzin. Trzeba mieć kuku na muniu, żeby się w coś takiego wpakować, aż się sobie dziwię. Nabraliśmy się, bo słyszeliśmy, że to takie ­super-duper.

W drugą stronę nie było lepiej

W drodze powrotnej też było gorąco. Opiekun kuszetki wytłumaczył pasażerom, że jadą tymi samymi wagonami, które stały niemal dwie doby i się grzały, bo nie było wysokiego napięcia. Nie wiem dlaczego, mamy przecież przewody, da się je podłączyć i schłodzić skład – powiedział. Do północy było tak gorąco, że nie dało się zasnąć. Otwarli okno, ale wtedy w śnie przeszkadzał hałas. W Wiedniu do składu podczepiono Wars, ale pasażerów i w nim czekało rozczarowanie. Muszą państwo wiedzieć, że nie mamy wielu produktów, np. schabowych. Obżarli nas wczoraj na trasie do Wiednia, a to jest pociąg, a nie sklep – powiedział pasażerom mężczyzna, który przyjmował zamówienia. Obiecuję, że jaj nam nie zabraknie – dodał.

Trasa z Warszawy do Rijeki ma 1240 km. Pociąg pokonuje ją w 20 godzin. Kursuje cztery razy w tygodniu, z kilkoma wyjątkami. PKP przewiduje, że obsłuży ok. 11 tys. pasażerów. Ostatni kurs zaplanowano na 28 sierpnia.

źr. wPolsce24 za Newsweek

Polska

Hakerzy chcieli wywołać polsko-czeski konflikt! Zaatakowali polskie radio i opublikowali wstrząsający komunikat

opublikowano:
Flagi Polski i Czech na tle mężczyzny siedzącego przy komputerze
(fot. ilustracyjna/ pixabay)
Cyberatak na regionalną rozgłośnię radiową, sfabrykowane dokumenty rządowe, fałszywe profile dyplomatów oraz nagrania wygenerowane przez sztuczną inteligencję – to elementy zorganizowanej i skoordynowanej akcji dezinformacyjnej, której celem było wywołanie poważnych napięć na linii Warszawa-Praga.
Polska

Czarnek bezlitosny dla Tuska: „Łapy precz od polskich firm!”

opublikowano:
Przemysław Czarnek podczas konferencji prasowej obok niego w niebieskiej sukience Edyta MARCHELSKA-GROSZFELD
Przemysław Czarnek podczas konferencji prasowej (fot. wPolsce24)
Rządząca koalicja zapowiadała rewolucję i ulgę dla portfeli Polaków, tymczasem serwuje kolejne obciążenia, uderzając w ciężko pracujących obywateli i rodzimy biznes. Na konferencji prasowej Prawa i Sprawiedliwości padły mocne słowa pod adresem Donalda Tuska oraz ministra finansów Andrzeja Domańskiego. – To jest oplucie Polaków i uderzenie w klasę średnią – grzmiał prof. Przemysław Czarnek.
Polska

Fotograf Koalicji Obywatelskiej chciał zarobić na ludzkim nieszczęściu? Kolejny skandal po powrocie rannych pielgrzymów z Węgier

opublikowano:
autokar_wegry
(fot. PAP/EPA/ZOLTAN MATHE)
Szokujące kulisy powrotu do ojczyzny poszkodowanych w wypadku na Węgrzech. Urzędowy fotograf Podkarpackiego Urzędu Wojewódzkiego, który jako jedyny miał wstęp na płytę lotniska w Jasionce, postanowił sprzedać zdjęcia cierpiących Polaków komercyjnej agencji. Po tym, gdy jego zdjęcia trafiły na sprzedaż, politycy próbują teraz przykryć kolejny skandal i tłumaczą, że mężczyzna stracił pracę.
Polska

Koniec z wozami konnymi? Aktywiści chcą sami wozić turystów do Morskiego Oka

opublikowano:
Konie wiozące turystów do Morskiego Oka
(fot. ilustracyjna/ pexels)
Na najpopularniejszej trasie turystycznej w polskich Tatrach szykuje się bezprecedensowy zwrot akcji. Podczas emocjonalnego spotkania w Starostwie Tatrzańskim przedstawiciele organizacji prozwierzęcych zaprezentowali zaskakujący plan. Chcą sami wejść w rolę przewoźników i w ten sposób wymusić rewolucję transportową na drodze do Morskiego Oka.
Polska

ROZMOWA WIKŁY. Farsa podatkowa, uderzenie w wolność słowa i państwo z dykty. Mocne słowa w telewizji wPolsce24: „Tusk ma wyborców za nic!”

opublikowano:
Karol Rabenda w rozmowie z Marcinem Wikłą
Karol Rabenda w rozmowie z Marcinem Wikłą (fot. wPolsce24)
Kreatywna księgowość i rekordowy deficyt zamiast obiecywanych ulg, powrót metod rodem z PRL w traktowaniu niewygodnych dziennikarzy oraz kompromitacja wizerunkowa wokół narodowych świętości — rządy koalicji 13 grudnia to pasmo niespełnionych obietnic i cynicznego PR-u. Na antenie telewizji wPolsce24 w programie „Rozmowa Wikły” podsekretarz stanu w Kancelarii Prezydenta RP Karol Rabenda bezlitośnie obnażył mechanizmy władzy Donalda Tuska.
Polska

Afera z milionami na pomoc po powodzi. Działaczka KO wyrzucona z partii w trybie pilnym!

opublikowano:
Anna Konieczyńska
(fot. wPolsce24)
Anna Konieczyńska była wiceprezes Karkonoskiej Agencji Rozwoju Regionalnego, została w trybie pilnym wykluczona z szeregów Koalicji Obywatelskiej. To bezpośrednia reakcja partii na informacje ujawnione przez media, które obnażyło mechanizm przyznawania milionowych środków powodziowych podmiotom powiązanym z działaczką. W tle pojawia się mąż urzędniczki oraz firmy, które - według ustaleń dziennikarzy - nie odniosły żadnych szkód w wyniku żywiołu.