Szpital tonie w milionowych długach, a lekarze „kasują" fortunę. Dyrekcja zmuszona do radykalnych kroków

Choć szpital tonie w długach, zarobki niektórych specjalistów mogą przyprawiać o zawrót głowy. Z przedstawionych danych wynika, że rekordowe kontrakty w placówce otrzymuje m.in. specjalista ortopedii i traumatologii, zarabiający 113 tys. zł miesięcznie. Na wynagrodzenie nie może narzekać także tamtejszy nefrolog, który inkasuje co miesiąc 105 tys. zł. Nieco mniej – 90 tys. zł – zarabia specjalista chrurg.
Naczelna pielęgniarka szpitala, Beata Rewucha, przyznaje wprost: „Dziś w służbie zdrowia to pracownik rządzi pracodawcą". Podkreśla ona, że bez tak wysokich stawek placówka nie byłaby w stanie pozyskać specjalistów, co skutkowałoby całkowitym zamknięciem oddziałów.
Dramatyczne cięcia i konsolidacja oddziałów
Dyrektor szpitala, Beata Deka, ogłosiła, że utrzymanie dotychczasowego modelu funkcjonowania placówki nie jest już możliwe. W związku z tym, od 1 sierpnia skonsolidowane zostaną trzy oddziały: interna, nefrologia oraz choroby płuc.
Decyzja ta niesie za sobą konkretne konsekwencje dla pacjentów i personelu. Liczba łóżek zmniejszy się o 10, a sześć pielęgniarek zostanie przeniesionych do pracy na inne oddziały. Zgodnie z planem stacja dializ zostanie zachowana, jednak będzie pracować od poniedziałku do soboty.
Dlaczego brakuje lekarzy? Lokalizacja i demografia
Główną przyczyną kryzysu, obok finansów, są braki kadrowe, których nie udaje się uzupełnić mimo starań. Szpital ma zaledwie dwóch nefrologów, podczas gdy do samodzielnego funkcjonowania oddziału potrzeba 4-5 specjalistów. Podobny problem dotyczy oddziału chorób płuc, gdzie pracuje tylko jeden w pełni dyspozycyjny lekarz wspierany przez emerytkę na części etatu.
Sytuację pogarsza lokalizacja – Bartoszyce leżą zaledwie kilka kilometrów od granicy z Rosją, co zniechęca młodych medyków do podejmowania tam pracy. Dodatkowo powiat zmaga się z fatalną demografią, ponieważ z regionu wyjechało aż 37 proc. młodych ludzi.
Najbardziej zadłużony szpital w regionie
Zadłużenie placówki wynosi obecnie 90,7 mln zł, co czyni ją najbardziej zadłużonym szpitalem w województwie warmińsko-mazurskim. Dyrekcja zaznacza, że obecna walka nie toczy się już o zachowanie struktury, ale o samo przetrwanie szpitala. Szansą na dalsze finansowanie z NFZ jest przejście procedury autoryzacji, której ma sprzyjać właśnie łączenie oddziałów.
W tle problemów finansowych pozostaje kwestia Oddziału Położniczego, na którym od początku roku urodziło się zaledwie około 90 dzieci. Mimo planów zamknięcia nierentownego oddziału, protesty polityków różnych opcji oraz mieszkańców wymusiły jego utrzymanie.
źr. wPolsce24 za Polsat News











