Szokujące wiadomości naczelnika policji do podwładnej. Funkcjonariusz pisał o swojej "łodydze"

Sprawa wyszła na jaw dzięki relacjom policjantów, którzy zdecydowali się przerwać milczenie. Z ich relacji, którą cytuje „Gazeta Wyborcza”, wynika, że naczelnik wydziału ruchu drogowego w Grójcu miał regularnie przekraczać granice etyki i prawa. Lista zarzutów jest wyjątkowo długa i drastyczna.
Największe oburzenie budzą doniesienia o niestosownych wiadomościach tekstowych, które przełożony miał wysyłać do jednej z podwładnych. W jednej z nich miał napisać, że nie może zasnąć i „dyga mu łodyga". To jednak nie koniec. Funkcjonariusze skarżą się na fatalną atmosferę i wulgarny język. Naczelnik miał nazywać policjantów „zje***i" oraz „opierda******i", a o policjantkach wypowiadać się, używając słowa „ku**y”
"Traktowali nas jak śmieci". Praca ponad siły
Według relacji mundurowych, naczelnik miał stosować uporczywy mobbing, objawiający się m.in. przez nieuzasadnioną i ciągłą krytykę oraz poniżanie funkcjonariuszy, zastraszanie i zakłócanie czasu wolnego telefonami służbowymi.
Ponadto miał również wyznaczać limity wystawianych mandatów karnych i liczby legitymowanych osób oraz wydawać polecenia służbowe dotyczące monitorowania budowy jego prywatnego domu.
W ciągu ostatnich sześciu lat z wydziału ruchu drogowego w Grójcu odeszło aż dziesięciu funkcjonariuszy, a czterech przeszło na emeryturę. Osoby, które zostały w służbie, mówią o ogromnym stresie, przemęczeniu i wypaleniu zawodowym.
Śledztwo w toku, naczelnik wciąż na stanowisku
Obecnie sprawę bada Prokuratura Rejonowa Radom Zachód oraz Biuro Spraw Wewnętrznych Policji. Postępowanie dotyczy nadużycia uprawnień lub niedopełnienia obowiązków przez funkcjonariusza publicznego. Jak potwierdził prokurator Marcin Ochal, na obecnym etapie sześcioro policjantów posiada status osoby pokrzywdzonej.
Mimo trwającego śledztwa, naczelnik nie został odsunięty od wykonywania obowiązków. Sam zainteresowany w rozmowie z mediami zaprzeczył wszystkim zarzutom, twierdząc, że nigdy nie traktował podwładnych w niewłaściwy sposób ani nie wysyłał niestosownych wiadomości. Tymczasem policjanci alarmują, że odkąd sprawą zajęli się śledczy, sytuacja w jednostce stała się jeszcze trudniejsza.
źr. wPolsce24 za "Gazeta Wyborcza"








