"Supertajna" narada zwołana po ataku Rosji tuż przy polskiej granicy. Tusk chce wiedzieć, jak jesteśmy przygotowani

Tusk podczas niedzielnej odprawy mówił o nocnym ataku Rosji na Ukrainę. Jak przekazał, zgodnie z informacjami przedstawionymi przez wiceszefa MON Cezarego Tomczyka, podczas ataku w zachodniej Ukrainie odnotowano 13 uderzeń. Premier zwrócił uwagę przede wszystkim na wykorzystanie przez Rosjan dronów z napędem odrzutowym.
– Nie ulega wątpliwości, że musimy być wspólnie z naszymi sojusznikami przygotowani na reakcję, jeśli zajdzie taka potrzeba. Ataki tej nocy wskazują, że Rosjanie są gotowi użyć groźniejszego niż do tej pory sprzętu. Mówię tutaj o dronach odrzutowych. Ich zasięg i precyzja są niepokojące – powiedział Tusk.
To oczywiście informacje, o których opinia publiczna powinna wiedzieć w zakresie pozwalającym ocenić skalę zagrożenia. Pytanie dotyczy jednak tego, gdzie kończy się komunikowanie społeczeństwu zagrożenia, a zaczyna publiczne omawianie przygotowań państwa do jego odparcia.
Tusk mówi o przygotowaniach Polski
Premier zapowiedział, że będzie oczekiwał informacji dotyczących przygotowania Polski na możliwość wykorzystania dronów do dezorganizacji infrastruktury.
– Musimy mieć świadomość że Rosja dysponuje takimi możliwościami. Dlatego będę czekał na informacje, jak jesteśmy przygotowani do użycia dronów do dezorganizacji kolei czy zakładów pracy. Nie wykluczam, że takie sytuacje mogą się zdarzyć. Tylko maksymalne przygotowanie to jest gwarancja, że żadne dramatyczne rzeczy się nie zdarzą – stwierdził szef rządu.
Jeżeli rzeczywiście chodzi o przygotowanie państwa na możliwość rosyjskich działań przeciwko polskiej infrastrukturze, szczegóły dotyczące sposobu reagowania powinny być przedmiotem rozmów między premierem, wojskiem i służbami. Nie ma przecież żadnego powodu, aby potencjalny przeciwnik dowiadywał się z telewizyjnych przekazów, co dokładnie analizują polskie władze, jakie scenariusze biorą pod uwagę i w jaki sposób zamierzają na nie odpowiadać.
Osobną kwestią jest stwierdzenie premiera "będę czekał na informacje jak jesteśmy przygotowani...". Po trzech latach sprawowania władzy w warunkach toczącej się tuż za naszymi granicami wojny to stwierdzenie musi budzić niepokój u polskich obywateli. Okazuje się bowiem, że człowiek stojący na czele polskiego rządu wciąż nie wie, jak będziemy odpowiadać w razie ataku, o którym sam mówi od kilku miesięcy!
Czy kamery są potrzebne podczas narady bezpieczeństwa?
Podobną do dzisiejszych odprawę można było obserwować podczas sytuacji kryzysowych, między innymi w czasie powodzi w Kotlinie Kłodzkiej. Wówczas również klęska żywiołowa została wykorzystana do urządzania medialnych spektakli, które miały pokazać Polakom jak sprawnie rząd radzi sobie z dramatem mieszkańców zalewanych przez wodę. Jak ta pomoc wyglądała w praktyce dowiadujemy się wciąż, gdy wychodzą kolejne skandale związane z udzielaną pomocą z państwowych funduszy, które trafiły nie do tych osób, co trzeba.
Wróg nie musi wiedzieć, jak się przygotowujemy
Dzisiejsza narada jest jednak nieco inna. W przypadku potencjalnego konfliktu zbrojnego albo zagrożenia działaniami hybrydowymi szczególnego znaczenia nabiera nie tylko to, czy państwo jest przygotowane, ale również to, ile na temat tych przygotowań wie druga strona.
Rosja nie musi przecież otrzymywać pełnej informacji o polskich planach, aby wyciągać wnioski z publicznych wypowiedzi polityków. Każde ujawnienie informacji o analizowanych scenariuszach, sposobach reagowania czy potencjalnych celach ataku może być elementem układanki dla służb państwa prowadzącego działania przeciwko Polsce. Chyba, że... jak zwykle chodzi o zwykły "pijar", a nie realne przeciwdziałanie zagrożeniu. Ale to przecież byłyby kpiny z bezpieczeństwa państwa.
źr. wPolsce24









