Pajor nie stanie się Lewandowskim mocą dekretu. Nowy etat w ministerstwie - do walki z dyskryminacją kobiet

Różnice w popularności sportu męskiego i żeńskiego wynikają nie z jakiegoś spisku czy uprzedzeń, lecz z twardych danych: oglądalności, przychodów z praw telewizyjnych, sponsoringu i sprzedaży biletów. Globalnie męska piłka nożna przyciąga widzów na znacznie większą skalę niż kobieca. To fakt, który potwierdzają wszystkie kraje i ligi. Kobieca piłka rośnie w siłę, ale wciąż ma znacznie mniejszą widownię. To nie dyskryminacja, tylko efekt popytu i naturalnych preferencji rynku.
Jednak nowa minister wywodząca się z klubu Polska2050, obecnie w klubie Centrum ma inne zdanie...
Piłka nożna – gdybyśmy teraz wyszli na ulicę i zapytali kogokolwiek, kim jest Robert Lewandowski, większość Polaków potrafiłaby odpowiedzieć. Natomiast gdybyśmy zapytali o piłkarki, nie każdy znałby odpowiedź. To między innymi rola działań na rzecz wyrównywania dyskryminacji w sporcie – żeby informacja o sukcesach sportowych zarówno piłkarzy, jak i piłkarek była szerzej dostępna." - przekonuje na antenie Polsat News Żaneta Cwalina-Śliwiowska.
Przykłady z innych dyscyplin obalają tezę, że kobiety są „niewidoczne” z powodu jakiejś systemowej krzywdy. Iga Świątek jest w Polsce bardziej rozpoznawalna niż większość męskich tenisistów, z wyjątkiem kilku topowych zawodników. Tam, gdzie kobiece dyscypliny oferują wysoki poziom widowiska i atrakcyjność medialną, popularność przychodzi sama. W sportach o mniejszej dynamice czy niższym poziomie technicznym sztuczne promowanie nie zmieni zasadniczej rzeczywistości.
Tworzenie stanowiska wiceministra do walki z „dyskryminacją kobiet” wygląda więc jak typowy gest polityczny. Zamiast inwestować w infrastrukturę, szkolenie młodzieży czy stypendia sportowe, powstaje etat ideologiczny. Skutek? Kolejny urzędnik, raporty i kampanie, które mają pokazać „działanie”, podczas gdy realny wzrost popularności sportu kobiecego zależy od jakości produktu i zainteresowania widzów.
Rządy mogą działać sensownie w sporcie, ale bez ideologicznych protez. Należy:
- Zapewnić dziewczynkom równy dostęp do treningów i obiektów sportowych od najmłodszych lat.
- Finansować talenty na podstawie wyników, a nie płci.
- Promować sukcesy zawodniczek bez narzucania narracji o krzywdzie.
Sztuczne wyrównywanie rozpoznawalności siłą mediów lub nakazów nie działa długoterminowo. Przykład WNBA pokazuje, że nawet przy wieloletnim wsparciu publicznym dyscyplina wciąż generuje straty i wymaga dodatkowych subwencji. To rynek i widzowie powinni decydować o popularności sportu, a państwo powinno usuwać realne bariery – dostęp do treningów, obiekty, stypendia – zamiast walczyć z „niewidzialną dyskryminacją”. To uczciwa i efektywna droga zarówno dla sportu kobiecego, jak i dla podatników.
źr. wPolsce24 za X/Polsat News











