ROZMOWA WIKŁY: Morawiecki zdradza kulisy spotkania z Kaczyńskim i uderza w Sasina. „Żadnej lojalki nie podpiszę”

W czwartek o północy upłynął termin ultimatum kierownictwa PiS na złożenie przez m.in. działaczy kojarzonych z Mateuszem Morawieckim deklaracji „lojalności” wobec partii i prezesa Jarosława Kaczyńskiego.
Tego dnia w południe doszło do drugiego w ostatnich dniach spotkania Jarosława Kaczyńskiego z Mateuszem Morawieckim. Jak się okazało, w spotkaniu uczestniczył również m.in. Jacek Sasin; w siedzibie partii obecni byli m.in. Tobiasz Bocheński, Patryk Jaki, Antoni Macierewicz.
Według rzecznika partii Rafała Bochenka prezes Jarosław Kaczyński był gotów do daleko idących ustępstw, m.in. na „zamrożenie” Stowarzyszenia Rozwój Plus w miejsce jego likwidacji. Mimo tych deklaracji do przełomu nie doszło.
"Nie chcę się zajmować partyjniactwem"
Dziś w rozmowie z red. Marcinem Wikłą były premier opowiedział swoją wersję zdarzeń.
- Nie interesują mnie partyjne rozgrywki, dlatego w czasie naszych rozmów zadeklarowałem, że rezygnuję ze stanowiska wiceprezesa PiS. Tę deklarację ponawiam, bo może niektórzy sobie myślą, że to jest jakaś rozgrywka partyjna. Mnie nie interesują partyjne sprawy – mówił na naszej antenie Morawiecki. Ten krok, jego zdaniem, mógł uspokoić nastroje w partii, a jemu pozwolić na zajęcie się programem prorozwojowym, co - jak twierdzi - obchodzi go szczególnie.
- Nie chcę się zajmować partyjniactwem – podkreśla wielokrotnie, wbijając jednocześnie szpile w grupę przeciwników w PiS, których nazywa „intrygantami”. Wymienia wśród nich Jacka Sasina.
- Byłem trochę zdziwiony, że szedłem na rozmowę w cztery oczy, a zobaczyłem tam Jacka Sasina, który nie wiem, jaką rolę odgrywa, ale mam wrażenie, że są osoby, które bardzo ciężko pracują, takie które oddają pot, krew i łzy naszej ojczyźnie i takie, które zajmują się intrygami - oskarżał Morawiecki.
"Zaufały mi tysiące ludzi"
Dlaczego nie chce likwidować swojego stowarzyszenia? – Zaufały nam tysiące ludzi – tłumaczy były premier. - W dojrzałych demokracjach partie obrastają w różne stowarzyszenia, think tanki, aby angażować ludzi, którzy nie chcą należeć do partii, ale są zainteresowani życiem społecznym – przekonuje.
- Będę się starać odzyskiwać tych wyborów, którzy się rozpierzchli w różnych kierunkach – podkreśla, tłumacząc, dlaczego tak mu zależy na istnieniu stowarzyszenia.
"Lojalki nie popiszę"
Nie chce też podpisywać żadnych dokumentów, które nazywa „lojalką”. – Żadnej lojalki nie podpiszę – deklaruje, choć przekonuje, że z jego strony padły też propozycje wyjścia z impasu.
21 punktów na zgodę
- Przedstawiłem 21 punktów – mówi. Wśród nich znalazły się m.in. brak budowy nowej partii, brak działalności partyjnej, brak budowy konkurencyjnych struktur w powiatach, wymiana informacji, uzgadnianie tematów. - Wszystko to jest próbą wyjścia ze ślepej uliczki, w którą zapędzili nasz ci intryganci – mówi.
- Jestem gotów do rozmów. Chodzi mi o to, by poszerzać elektorat, docierać do tych, którzy odeszli, ale także młodych ludzi - przekonuje. - Pozwólcie nam to robić - apeluje i zapewnia: Nie prowadzę żadnych rozmów z Donaldem Tuskiem.
źr. wPolsce24











