Minister Siemoniak zdradził, dlaczego Niemcy nie muszą podsłuchiwać polityków w rządzie Tuska. Nie uwierzycie, on naprawdę to przyznał!

- Miesiąc temu pojawiła się informacja, że niemieckie służby podsłuchiwały Baracka Obamę. Czy polski kontrwywiad bierze pod uwagę, że ze strony sojuszników z NATO mogą być prowadzone przeciwko nam działania i aktywnie je zwalcza? Czy ma pan wiedzę o takich działaniach? - pytał red. Rymanowski, odnosząc się do opisywanego m. in. na naszym portalu skandalu podsłuchowego.
Ten, przypomnijmy, wybuchł po ujawnieniu informacji o tym, iż wywiady w Niemczech i Stanach Zjednoczonych wzajemnie podsłuchiwały czołowych polityków w sojuszniczych państwach (Niemcy - prezydenta Baracka Obamę, a Amerykanie kanclerz Angelę Merkel). Jak odniósł się do tej sprawy szef polskich służb?
- Sojusznicy z zasady nie działają przeciwko sobie i nie prowadzą żadnej działalności operacyjnej - komentował na antenie Radia Zet.
Na te słowa prowadzący rozmowę zareagował, mówiąc:
- Panie ministrze, nie jesteśmy dziećmi. Wiemy, że tak było, jest i będzie.
Polityk Koalicji Obywatelskiej z rozbrajającą szczerością przyznał, że jego nie trzeba podsłuchiwać, bo wystarczy... "(...) po prostu zapytać i ja wszystko mówię".
Cóż, najgorsze w tej wypowiedzi jest to, że jesteśmy przekonani, iż tak właśnie jest i dokładnie w ten sposób ta relacja ze strony polityków Donalda Tuska wygląda. Nie tylko w resorcie kontrolowanym przez ministra Siemoniaka.
źr. wPolsce24 za RadioZet








