Polska

Prezydent Polski był analfabetą? "To się nie dzieje! To niemożliwe!"

opublikowano:
Z kuriozalnego uzasadnienia prokuratury wynika, że przez 5 lat Polską rządził człowiek, który w zasadzie nie umiał się nawet podpisać
Z kuriozalnego uzasadnienia prokuratury wynika, że przez 5 lat Polską rządził człowiek, który w zasadzie nie umiał się nawet podpisać (Fot. Fratria)
Finał wieloletniego sporu o autentyczność podpisów w dokumentach z tzw. szafy Kiszczaka przypomina scenariusz komedii absurdu. Prokuratura Okręgowa w Warszawie oficjalnie umorzyła śledztwo przeciwko Lechowi Wałęsie w sprawie składania fałszywych zeznań. Śledczy uznali, że były prezydent nie popełnił przestępstwa, zapierając się, że podpisy pod zobowiązaniem do współpracy z SB nie należą do niego. Powód? Według osobliwej logiki prokuratury i biegłych, Wałęsa w latach 70. był niemalże analfabetą, co czyniło z niego obywatela „nieświadomego” tworzonych kresek i liter.

Przypomnijmy: sprawa dotyczy zeznań, które Lech Wałęsa składał w 2016 roku przed Instytutem Pamięci Narodowej. Badał on wówczas autentyczność kwitów i teczek tajnego współpracownika o kryptonimie „Bolek”, odnalezionych w domu byłego szefa komunistycznej bezpieki, Czesława Kiszczaka. Wałęsa pod przysięgą stanowczo twierdził, że zaprezentowane mu dokumenty zostały sfałszowane przez SB, a widniejące na nich podpisy nie są jego autorstwa.

Późniejsze, drobiazgowe ekspertyzy grafologiczne przeprowadzone przez Instytut Ekspertyz Sądowych im. prof. Jan Sehna w Krakowie bezsprzecznie wykazały jednak, że podpisy są w pełni autentyczne. Rozbieżność między zeznaniami byłego prezydenta a ekspertyzą biegłych stała się podstawą do wszczęcia śledztwa o składanie fałszywych zeznań.

Uzasadnienie prokuratury: prawniczy fikołek i „analfabetyzm”

Dzisiejsza decyzja Prokuratury Okręgowej w Warszawie o umorzeniu postępowania wprawiła w osłupienie badaczy historii i prawników. Śledczy powołali się nie tylko na formalne prawo podejrzanego do obrony, ale również na... brak umiejętności pisarskich Wałęsy w latach 70.

Według zaprezentowanej wykładni, były lider „Solidarności” i późniejsza głowa państwa w tamtym okresie rzekomo nie potrafił sprawnie pisać i nakreślał jedynie graficzne kształty, nie będąc w pełni świadomym tego, co podpisuje. Z tego wniosek, że skoro nie umiał pisać, to składając zeznania dekady później, mógł szczerze wierzyć, iż to nie są jego podpisy.

Refleksja, która narzuca się sama po lekturze takich wywodów, jest po prostu przerażająca: skoro przyjąć oficjalną wersję prokuratury za pewnik, oznacza to, że w latach 1990–1995 najwyższy urząd w Rzeczypospolitej Polskiej piastował człowiek, który w krytycznym momencie historii był w zasadzie... analfabetą.

Prof. Cenckiewicz: „to się nie dzieje”

Na kuriozalną decyzję warszawskiej prokuratury błyskawicznie zareagował prof. Sławomir Cenckiewicz, wybitny historyk i współautor przełomowej monografii „SB a Lech Wałęsa. Przyczynek do biografii”.

Badacz od lat punktujący kłamstwa i nieścisłości w życiorysie byłego prezydenta nie zostawił na orzeczeniu śledczych suchej nitki, wskazując na podwójne standardy i państwową ochronę roztoczoną nad mitologią Wałęsy.

Cenckiewicz przypomniał, że autentyczność podpisów na ponad 50 dokumentach została niezbicie udowodniona przez najwybitniejszych polskich ekspertów od grafologii, a dzisiejsze fikołki prawne mają jedynie na celu uchronienie ikony III RP przed konsekwencjami prawnymi kłamstwa pod przysięgą. W ocenie historyka mamy do czynienia z tak jak jawnym kłamstwem i to stojącym w sprzeczności z wieloma udowodnionymi wcześniej faktami, że to aż niemożliwe. "To się nie dzieje" - napisał Cenckiewicz, gdy przeczytał, że Wałęsa miał być analfabetą i dlatego jego podpisy nie są jego podpisami.

Mitologia ważniejsza od prawdy materialnej

Umorzenie śledztwa przeciwko Wałęsie pod tak absurdalnym pretekstem pokazało po raz kolejny, jak bardzo wymiar sprawiedliwości bywa uwikłany w ochronę polityczno-historycznych mitów. Zamiast twardej egzekucji prawa i prawdy materialnej, Polacy dostali prawnicze usprawiedliwienie, z którego wynika, że głową państwa i symbolem przemian ustrojowych był człowiek niepotrafiący odróżnić własnego charakteru pisma od fałszerstwa.

To nie tylko kompromitacja samych organów ścigania, ale przede wszystkim przykra konstatacja dotycząca stanu polskiego państwa, które w imię ochrony dobrego imienia jednostki woli oficjalnie zrobić z byłego prezydenta analfabetę, niż przyznać, że po prostu kłamał.

źr. wPolsce24 za X

Polska

Zełenski zareagował na tragedię w Jarosławiu. Co napisał?

opublikowano:
Wołodymyr Zełenski
fot. Fratria
Prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski odniósł się do tragicznych wydarzeń w Opactwie Sióstr Benedyktynek w Jarosławiu, gdzie 31-letni obywatel Ukrainy zaatakował nożem pięć osób. W wyniku napaści zginął ksiądz katolicki, a cztery kolejne osoby – w tym dwóch innych duchownych – odniosły obrażenia.
Polska

Kraków wybiera! Oglądaj Wielką Debatę Prezydencką w Telewizji wPolsce24 o 20:05

opublikowano:
debata
fot wpolsce24
W czwartek o godzinie 20:05 na antenie Telewizji wPolsce24 odbędzie się kluczowa debata przedwyborcza kandydatów ubiegających się o urząd prezydenta Krakowa. Wydarzenie odbywać się będzie  w nowoczesnej Hali Stulecia Cracovii. To ostatnie tak bezpośrednie i dynamiczne starcie pretendentów przed niedzielnym głosowaniem.
Polska

Akcja gaśnicza i natychmiastowe wejście służb. Pożar stacji Starlink na Mazowszu - sprawę bada kontrwywiad

opublikowano:
mid-26924260
olicja blokuje drogę w okolicy miejsca pożaru instalacji antenowej firmy teleinformatycznej w Woli Krobowskiej, 24 bm. Do pożaru obudowy skrzynki zasilającej na terenie naziemnej stacji bazowej satelitarnej łączności Starlink doszło 23.09. wieczorem (fot. PAP/Albert Zawada)
Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego, policja oraz prokuratura prowadzą intensywne śledztwo w sprawie pożaru stacji bazowej systemu Starlink w miejscowości Wola Krobowska niedaleko Grójca. Obiekt stanowi kluczowy element infrastruktury krytycznej, zapewniającej stabilną łączność satelitarną dla Ukrainy, w tym bezpośrednie wsparcie telekomunikacyjne dla tamtejszej armii. Wśród weryfikowanych hipotez śledczy priorytetowo traktują wersję o celowej dywersji.
Polska

Tragedia w Jarosławiu obnażyła wszystko. Porażający kontrast w reakcji Nawrockiego i Tuska

opublikowano:
Śledczy zbierający ślady po ataku w Jarosławiu
Śledczy zbierający ślady po ataku w Jarosławiu (Fot. PAP/Piotr Polak)
Tragedia na terenie zabytkowego Opactwa w Jarosławiu wstrząsnęła całą Polską. 31-letni obywatel Ukrainy, uzbrojony w nóż kuchenny, brutalnie zaatakował pięć osób – w tym duchownych i osoby świeckie. W wyniku odniesionych obrażeń zginął miejscowy kapłan. W cieniu walki lekarzy o życie najciężej rannych, w sieci wywołała się gorąca dyskusja nad reakcją najwyższych władz państwowych. Sposób, w jaki do zbrodni odnieśli się Prezydent Karol Nawrocki oraz Premier Donald Tusk, pokazał dwa zupełnie odmienne style komunikowania się ze społeczeństwem w obliczu narodowego szoku.
Polska

Nocny rajd z Niemiec, nóż i pięć ofiar. Publikujemy wizerunek 31-latka - zabójcy z Jarosławia

opublikowano:
ukrrr
Pokazujemy jego twarz, nie zasłaniamy mordercy! Szokująca rzeź w Jarosławiu – czy państwo jest bezradne? (fot. wPolsce24)
Do krwawej tragedii doszło w czwartek rano za murami klasztoru w Jarosławiu. 31-letni obywatel Ukrainy chwycił za kuchenny nóż i zaatakował pięć osób. Bilans jatki jest dramatyczny: jedna osoba nie żyje, a dwie kolejne w stanie ciężkim walczą o życie na oddziałach intensywnej terapii.
Polska

Jednoosobowy trybunał w MSWiA. Jak ministerialny podpis zwraca miliony dawnym ubekom

opublikowano:
713d9758dc2b40739eae623959f65546
MSWIA / autor: Fratria
Bez błysku fleszy, bez burzliwej debaty na sali plenarnej Sejmu i – co najważniejsze – z dala od biurka prezydenta Karola Nawrockiego, który mógłby zawetować nowe prawo. W zaciszu gabinetów Ministerstwa Spraw Wewnętrznych i Administracji trwa cichy, ale zakrojony na masową skalę proces odwracania tzw. ustawy dezubekizacyjnej z 2016 roku. Zamiast przejrzystego procesu legislacyjnego wybrano ścieżkę gabinetową: jednoosobową, w pełni uznaniową decyzję ministra, która otwiera skarbiec państwa i zasila konta dawnych funkcjonariuszy komunistycznego aparatu bezpieczeństwa setkami milionów złotych.