Polska

Przepalili miliardy, zabrakło na pensje. Kompromitacja w TVP w likwidacji

opublikowano:
W kasie TVP w likwidacji podobno widać dno, a przynajmniej nie ma regularne wypłaty dla pracowników
W kasie TVP w likwidacji podobno widać dno, a przynajmniej nie ma regularne wypłaty dla pracowników (Fot. Fratria)
Były wielkie obietnice przekierowania pieniędzy z mediów publicznych na onkologię dziecięcą, odmienianie słowa „prawo” przez wszystkie przypadki i powrót do „całkowitej transparentności”. Rzeczywistość zweryfikowała te zapowiedzi w najbardziej bezwzględny sposób. W przejętej siłowo i postawionej w stan fikcyjnej likwidacji Telewizji Polskiej doszło do organizacyjnej i finansowej katastrofy – spółka zaprzestała terminowego wypłacania pensji własnym pracownikom i współpracownikom, a zniecierpliwionym ludziom zablokowano wewnętrzne forum do dyskusji.

Informacje o wstrzymaniu wypłat dla współpracowników, wydawców, operatorów i dziennikarzy TVP uderzyły w media ze zwielokrotnioną siłą. Jak ujawniono w wewnętrznych komunikatach oraz relacjach zniecierpliwionych pracowników, pieniądze nie docierają do setek osób. Frustracja w redakcjach sięgnęła zenitu – niektórzy otwarcie deklarują, że dopóki nie zobaczą przelewów na kontach, po prostu nie pojawią się w pracy.

Większość opóźnień dotyczy osób na kontraktach B2B i umowach cywilnoprawnych. Co zrobiła dyrekcja w odpowiedzi na narastające oburzenie zespołu? Zamiast błyskawicznie uregulować zaległości, zdecydowano się na krok wręcz kuriozalny: wyłączono pracownicze forum w intranecie, by uniemożliwić zadawanie kolejnych pytań o należne zaległe wypłaty.

Gdzie są pieniądze na onkologię?

Cała ta sytuacja jest podręcznikowym pokazem politycznej hipokryzji. Przed wyborami politycy dzisiejszej koalicji rządzącej budowali swoją narrację na wzruszających hasłach o „miliardach na TVP, które powinny iść na leczenie dzieci chorujących na nowotwory”. Opowiadano o bezduszności poprzedników i deklarowano, że państwowa telewizja nie dostanie ani grosza, a środki zasilą służbę zdrowia.

Co stało się po przejęciu władzy? Obietnice o wsparciu onkologii natychmiast trafiły do kosza, za to strumień państwowych pieniędzy szerokim korytem popłynął na Woronicza.

Tylko w samym 2025 roku TVP w likwidacji otrzymała astronomiczne 1,655 mld zł z budżetu państwa. Do lipca tego roku na konto spółki trafiło kolejne 1,15 mld zł. Mowa o miliardach złotych płynących z podatków Polaków – dokładnie tych samych pieniądzach, które miały rzekomo uratować polską onkologię.

Fikcyjna likwidacja i kompletny chaos

Przypomnijmy, w jakich okolicznościach doszło do powołania obecnych władz stacji. Grudniowy nalot na siedzibę TVP z udziałem silnych panów w garniturach, zignorowanie ustawowych organów i ominięcie prawa stworzyły niebezpieczny precedens. Aby usankcjonować bezprawne przejęcie mediów, rząd posłużył się prawniczym fikołkiem – postawieniem spółki w stan tzw. likwidacji.

Problem w tym, że ta „likwidacja” od początku była fikcją i zabiegiem czysto cwaniackim. Spółka nie została zlikwidowana, nadal nadaje, zatrudnia ludzi, a jej zarząd żąda od państwa kolejnych setek milionów na funkcjonowanie. Onkologia dziecięca nie zobaczyła obiecanych miliardów, ale mimo to... w stacji zabrakło pieniędzy na wypłaty dla ludzi!

Przepalanie miliardów bez żadnej kontroli

Władze TVP tłumaczą się teraz brakiem kolejnych transz dotacji z Ministerstwa Kultury oraz wstrzymaniem środków z abonamentu przez KRRiT. To oświadczenie brzmi jak ponury żart. Jak to możliwe, że instytucja, która zaledwie w kilka miesięcy przeżarła ponad miliard złotych publicznych dotacji, nie jest w stanie zabezpieczyć podstawowych płatności dla własnego personelu technicznego i wydawców?

Pracownicy stacji bez ogródek mówią o kompletnym chaosie organizacyjnym i braku szacunku do ludzi. Dzisiejszy stan TVP to dobitny dowód na to, jak kończy się ręczne sterowanie instytucjami i zastępowanie fachowości ideologiczną zemstą. Nie ma ani profesjonalnej telewizji, ani obiecanych pieniędzy na chore dzieci, ani nawet pensji dla tych, którzy na nową TVP zgodzili się pracować.

źr. wPolsce24 za zero.pl/tysol.pl

Polska

Akcja gaśnicza i natychmiastowe wejście służb. Pożar stacji Starlink na Mazowszu - sprawę bada kontrwywiad

opublikowano:
mid-26924260
olicja blokuje drogę w okolicy miejsca pożaru instalacji antenowej firmy teleinformatycznej w Woli Krobowskiej, 24 bm. Do pożaru obudowy skrzynki zasilającej na terenie naziemnej stacji bazowej satelitarnej łączności Starlink doszło 23.09. wieczorem (fot. PAP/Albert Zawada)
Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego, policja oraz prokuratura prowadzą intensywne śledztwo w sprawie pożaru stacji bazowej systemu Starlink w miejscowości Wola Krobowska niedaleko Grójca. Obiekt stanowi kluczowy element infrastruktury krytycznej, zapewniającej stabilną łączność satelitarną dla Ukrainy, w tym bezpośrednie wsparcie telekomunikacyjne dla tamtejszej armii. Wśród weryfikowanych hipotez śledczy priorytetowo traktują wersję o celowej dywersji.
Polska

Tragedia w Jarosławiu obnażyła wszystko. Porażający kontrast w reakcji Nawrockiego i Tuska

opublikowano:
Śledczy zbierający ślady po ataku w Jarosławiu
Śledczy zbierający ślady po ataku w Jarosławiu (Fot. PAP/Piotr Polak)
Tragedia na terenie zabytkowego Opactwa w Jarosławiu wstrząsnęła całą Polską. 31-letni obywatel Ukrainy, uzbrojony w nóż kuchenny, brutalnie zaatakował pięć osób – w tym duchownych i osoby świeckie. W wyniku odniesionych obrażeń zginął miejscowy kapłan. W cieniu walki lekarzy o życie najciężej rannych, w sieci wywołała się gorąca dyskusja nad reakcją najwyższych władz państwowych. Sposób, w jaki do zbrodni odnieśli się Prezydent Karol Nawrocki oraz Premier Donald Tusk, pokazał dwa zupełnie odmienne style komunikowania się ze społeczeństwem w obliczu narodowego szoku.
Polska

Nocny rajd z Niemiec, nóż i pięć ofiar. Publikujemy wizerunek 31-latka - zabójcy z Jarosławia

opublikowano:
ukrrr
Pokazujemy jego twarz, nie zasłaniamy mordercy! Szokująca rzeź w Jarosławiu – czy państwo jest bezradne? (fot. wPolsce24)
Do krwawej tragedii doszło w czwartek rano za murami klasztoru w Jarosławiu. 31-letni obywatel Ukrainy chwycił za kuchenny nóż i zaatakował pięć osób. Bilans jatki jest dramatyczny: jedna osoba nie żyje, a dwie kolejne w stanie ciężkim walczą o życie na oddziałach intensywnej terapii.
Polska

Jednoosobowy trybunał w MSWiA. Jak ministerialny podpis zwraca miliony dawnym ubekom

opublikowano:
713d9758dc2b40739eae623959f65546
MSWIA / autor: Fratria
Bez błysku fleszy, bez burzliwej debaty na sali plenarnej Sejmu i – co najważniejsze – z dala od biurka prezydenta Karola Nawrockiego, który mógłby zawetować nowe prawo. W zaciszu gabinetów Ministerstwa Spraw Wewnętrznych i Administracji trwa cichy, ale zakrojony na masową skalę proces odwracania tzw. ustawy dezubekizacyjnej z 2016 roku. Zamiast przejrzystego procesu legislacyjnego wybrano ścieżkę gabinetową: jednoosobową, w pełni uznaniową decyzję ministra, która otwiera skarbiec państwa i zasila konta dawnych funkcjonariuszy komunistycznego aparatu bezpieczeństwa setkami milionów złotych.
Polska

Udaremniła kradzież i została pobita. Dwóch obywateli Ukrainy czeka deportacja

opublikowano:
Gemini_Generated_Image_k54hxtk54hxtk54h
Pobiciem odpowiedzieli na próbę zatrzymania. Deportacja dla dwóch mężczyzn z Lublina (fot. KWP Lublin)
Decyzją Straży Granicznej, wydaną na wniosek lubelskich policjantów, dwóch obywateli Ukrainy w wieku 26 i 51 lat zostanie przymusowo wydalonych z Polski. Mężczyźni odpowiedzą za brutalne poturbowanie pracownicy ochrony jednego z lokalnych marketów. Poza deportacją nałożono na nich 5-letni zakaz wjazdu do Polski oraz pozostałych krajów strefy Schengen.
Polska

Bandyta pomylił policjantów z konkurencyjnym gangiem? Krwawa strzelanina na Dolnym Śląsku

opublikowano:
Ranny policjant został przetransportowany do szpitala śmigłowcem LPR
Ranny policjant został przetransportowany do szpitala śmigłowcem LPR (Fot. Fratria/zdjęcie ilustracyjne)
Dramatyczne sceny w miejscowości Kraśnik Górny pod Bolesławcem. Podczas rutynowej akcji wymierzonej w złodziejski gang doszło do krwawej strzelaniny. 33-letni recydywista wyciągnął broń i dwukrotnie wypalił w stronę funkcjonariusza, trafiając go w głowę. Z najnowszych ustaleń wynika, że napastnik brał policjantów za... członków wrogiego gangu. Na miejscu natychmiast lądował śmigłowiec LPR.