Polska

Polska odda Ukrainie nasze Patrioty. Potężny pakiet wojskowego wsparcia

opublikowano:
epa13236717 Minister spraw zagranicznych Polski Radosław Sikorski (z lewej) wypowiada się obok ministra spraw zagranicznych Ukrainy Andrija Sybihy (z prawej) podczas wspólnej konferencji prasowej w Soborze Mądrości Bożej (Soborze Sofijskim) w Kijowie na Ukrainie, 13 września 2026 r. Sikorski przybył do Kijowa 11 września, aby spotkać się z przedstawicielami najwyższych władz Ukrainy, i przedłużył swoją wizytę na weekend. EPA/SERGEY DOLZHENKO Dostawca: PAP/EPA.
(fot. PAP/EPA)
Czy Polska powinna oddawać Kijowowi pociski, których sama ma jak na lekarstwo? Z nieoficjalnych doniesień wynika, że rząd planuje przekazać Ukrainie kolejne rakiety do systemu Patriot. Pojawiają się pytania o to, czy to dobra decyzja, zwłaszcza w obliczu rosnącego napięcia w polskiej przestrzeni powietrznej oraz braku realnych korzyści i politycznej wzajemności ze strony wschodniego sąsiada.

Według informacji, do których dotarła „Rzeczpospolita”, Polska szykuje kolejny pakiet wsparcia wojskowego dla Ukrainy o szacunkowej wartości ok. 50 mln euro. W ramach tej transzy Warszawa miałaby przekazać m.in. kolejne zaawansowane pociski do systemu obrony przeciwlotniczej i przeciwrakietowej Patriot.

Sprawa ma być obecnie konsultowana z sojusznikami z NATO, w tym bezpośrednio z administracją w Waszyngtonie. Choć oficjalnie Ministerstwo Obrony Narodowej zasłania się tajemnicą operacyjną, w kuluarach wrze.

Pociski oddawane z polskich magazynów

To nie pierwszy taki przypadek. Kilka miesięcy temu Polska przekazała już stronie ukraińskiej pięć cennych pocisków PAC-3 MSE. Argumentowano wówczas, że zestrzeliwanie rosyjskich rakiet jeszcze nad terytorium Ukrainy leży w interesie bezpieczeństwa RP.

Eksperci i komentatorzy zwracają jednak uwagę na twarde liczby i realia polskiej armii. Polska posiada obecnie 16 wyrzutni Patriot w ramach I fazy programu „Wisła”. Choć zakontraktowano około 200 pocisków PAC-3 MSE, znaczna część z nich wciąż czeka na wyprodukowanie i dostarczenie z USA.

W sytuacji regularnych incydentów i prowokacji przy naszej wschodniej granicy, każda rakieta przechwytująca jest dla Sił Zbrojnych RP towarem absolutnie strategicznym. Niestety, zdolności produkcyjne amerykańskiego przemysłu zbrojeniowego są przeciążone, co oznacza, że uzupełnienie oddanych pocisków może zająć lata.

Co w zamian? Obietnice bez pokrycia i polityczny impas

Przedstawiciele kierownictwa MON - na czele z wicepremierem Władysławem Kosiniakiem-Kamyszem - wielokrotnie deklarowali, że dalsza pomoc sprzętowa musi wiązać się z wymiernymi korzyściami dla polskiego przemysłu zbrojeniowego, np. w postaci transferu sprawdzonych w boju ukraińskich technologii dronowych i rakietowych.

W praktyce rozmowy w tej sprawie utknęły w martwym punkcie.

Zamiast partnerskiego dialogu i gestów dobrej woli, strona ukraińska stawia na prowokacyjny kurs w polityce pamięci, m.in. poprzez honorowanie formacji i postaci związanych ze zbrodniczą tradycją UPA. W polskim społeczeństwie narasta frustracja faktem, że gesty bezwarunkowej solidarności i militarnego ogołacania własnych zasobów nie spotykają się ani z elementarnym szacunkiem dla ofiar Rzezi Wołyńskiej, ani z gospodarczą wzajemnością.

Bezpieczeństwo Polski musi być na pierwszym miejscu

Kluczowe jest jednak to, iż resort obrony w oficjalnych komunikatach zapewnia, że granicą skali wsparcia pozostaje nienaruszalność polskiego bezpieczeństwa i ocena Sztabu Generalnego WP. Pozostaje jednak fundamentalne pytanie: czy oddawanie najnowocześniejszych pocisków przeciwrakietowych w momencie, gdy system obrony własnego terytorium jest dopiero w fazie budowy, nie przekracza tej czerwonej linii?

Pomoc sąsiadowi w obronie przed agresorem jest zrozumiała, lecz polska racja stanu wymaga asertywności. Solidarność międzynarodowa nigdy nie może oznaczać osłabiania tarczy chroniącej polskie miasta i obywateli.

źr. wPolsce24.tv za RP.PL

Polska

Inna twarz lewicy. Mógłby Czarzastego uczyć kultury

opublikowano:
Poseł Maciej Konieczny nie jest zwolennikiem prawicy, ale nie wyraża tego w nienawistny czy chamski sposób jak choćby marszałek Sejmu
Poseł Maciej Konieczny nie jest zwolennikiem prawicy, ale nie wyraża tego w nienawistny czy chamski sposób jak choćby marszałek Sejmu (Fot. Ftratria)
Poseł Maciej Konieczny z partii Razem w Radiu Wnet powiedział coś, co w dzisiejszej polskiej polityce brzmi niemal jak z innej epoki.„Ja na Karola Nawrockiego nie głosowałem, ale nie powiem, że to nie jest mój prezydent, bo mam paszport polski i skoro tak większość zdecydowała, to jest nasz prezydent”. I dodał jasno: jeśli ktoś będzie próbował podważyć wybory prezydenckie przez Trybunał, to będzie zamach na demokrację. I wtedy Razem będzie protestować.
Polska

ROZMOWA WIKŁY. „Bądźcie gotowi na przyjazd do Warszawy!”. Prof. Czarnek ostrzega Czarzastego

opublikowano:
Czarnek ok
Afera Zondacrypto, spór o Trybunał Konstytucyjny, rosnące ceny paliw oraz bezpieczeństwo Polski – to najważniejsze tematy, które w programie Rozmowa Wikły skomentował prof. Przemysław Czarnek, kandydat PiS na urząd premiera. Polityk przekonywał, że sprawa Zondacrypto jest wykorzystywana w politycznym sporze, a odpowiedzialność za działania państwa w tej sprawie powinna zostać dogłębnie wyjaśniona.
Polska

Będą cenzurowali internet? Ta wypowiedź Gawkowskiego budzi niepokój

opublikowano:
Krzysztof Gawkowski stwierdził, że internet został „zatruty”, i przekonywał, że na platformy cyfrowe należy „nałożyć chomąto”, aby zwiększyć nadzór nad ich działalnością.
Krzysztof Gawkowski (fot.PAP/Piotr Nowak)
Krzysztof Gawkowski stwierdził, iż współczesny internet „został zatruty” i że na platformy cyfrowe powinno zostać „nałożone chomąto”. Wielu internautów uznało to za zapowiedź cenzury internetu.
Polska

Zondacrypto coraz większym problemem Tuska? PiS ujawnia niewygodne fakty

opublikowano:
Politycy PiS wskazują na okoliczności umorzenia śledztwa dotyczącego Zondacrypto, a Jarosław Kaczyński oskarża Donalda Tuska i ministra sprawiedliwości o kłamstwo w tej sprawie.
Od lewej: Dariusz Korneluk, Sebastian Rom, Adam Bodnar (fot.Screenshot - Youtube/wPolsce24)
Afera Zondacrypto coraz mocniej uderza w rząd Donalda Tuska, a politycy PiS wskazują na okoliczności umorzenia jednego ze śledztw dotyczących spółki przez ludzi związanych z obecną władzą. Jarosław Kaczyński zarzucił premierowi i ministrowi sprawiedliwości kłamstwo, przekonując, że w demokratycznym państwie taka sytuacja powinna doprowadzić do dymisji rządu.
Polska

Chcieli uderzyć w Wosia? Poseł PiS odpowiedział zawiadomieniem na Żurka

opublikowano:
Michał Woś usłyszał zarzuty dotyczące awansu funkcjonariusza Służby Więziennej, po czym sam złożył zawiadomienie do prokuratury, wskazując na działania przedstawicieli obecnej władzy.
Michał Woś (po lewej) oraz Waldemar Żurek (po prawej)
Waldemar Żurek poinformował o przedstawieniu zarzutów politykowi PiS Michałowi Wosiowi, dotyczących rzekomego przekroczenia przez niego uprawnień w czasie pełnienia funkcji wiceministra. On sam nie pozostał obojętny w tej sprawie i również złożył zawiadomienie do prokuratury przeciwko przedstawicielom obecnej władzy.
Polska

 100 dni bezkarności. Wyłudził fortunę ze szpitala, a prokuratura dziwnie milczy

opublikowano:
Kto chroni Dawida Kacprzyka? Zniknęło pół miliona, a prokuratura i izby lekarskie od 100 dni omijają go szerokim łukiem
Minęło 100 dni, a prokuratura nawet go nie przesłuchała. Kto rozpiął polityczny parasol nad oskarżanym medykiem? (fot. wPolsce24)
Sprawa Dawida Kacprzyka, lekarza podejrzewanego o wyłudzenie gigantycznej kwoty z warszawskiego szpitala, budzi coraz większe oburzenie opinii publicznej. Choć od wybuchu afery minęło już sto dni, główny zainteresowany wciąż unika odpowiedzialności, a śledczy zdają się nie dostrzegać problemu. Z kasy placówki medycznej zniknęło pół miliona złotych, jednak prokuratura do tej pory nie zdecydowała się nawet na przesłuchanie medyka, mimo istnienia licznych dowodów opisywanych przez media. Ta niezrozumiała bierność organów ścigania rodzi poważne pytania o to, kto tak naprawdę chroni lekarza przed celownikiem wymiaru sprawiedliwości.