Senatorowie PiS żądają dymisji Rzecznik Praw Dziecka. Polityczne trzęsienie ziemi po skandalu z odebraniem rodzinie dzieci

Sprawa wyjątkowo szokuje. Jak ujawnił portal Zero.pl 14 sierpnia na warszawskiej Białołęce Monika Horna-Cieślak była świadkiem ulicznego incydentu, podczas którego matka szarpnęła dziecko, usiłujące wybiec na jezdnię i krzyczała na nie. Kiedy interweniowała, została przez kobietę obrażona. Choć ani policja, ani kurator sądowy, ani sąd nie widzieli żadnych podstaw do natychmiastowego odebrania dzieci i umieszczenia ich w pieczy zastępczej, maluchy – 3-letnie i 4-letnie - trafiły do placówki opiekuńczo-wychowawczej. Co gorsza pani rzecznik miała osobiście naciskać na policję w tej sprawie.
Sąd nakazał natychmiastowy powrót dzieci do rodziców. W uzasadnieniu, do którego dotarł portal, wskazał, że działania wobec rodziny „mogą nosić wyraźne znamiona przemocy instytucjonalnej" i były "rażąco nieproporcjonalne do zaistniałego zdarzenia".
Trudno się więc dziwić, że o historii zrobiło się bardzo głośno. Komentowali ją publicyści, internauci i politycy.
Posłowie PiS, Rozwoju Plus oraz Konfederacji zapowiedzieli wyciągnięcie konsekwencji i złożenie wniosków o odwołanie Moniki Hornej-Cieślak ze stanowiska Rzecznika Praw Dziecka.
Senatorowie PiS już zwrócili się w tej sprawie do Włodzimierza Czarzastego. „Urząd Rzecznika Praw Dziecka nie może służyć wywieraniu presji na inne organy państwa. Jego szczególna pozycja ustrojowa nakłada na osobę pełniącą tę funkcję obowiązek zachowania najwyższych standardów bezstronności, proporcjonalności i działania wyłącznie w interesie dziecka” – napisali w uzasadnieniu wniosku. „W ocenie wnioskodawców swoimi działaniami Rzecznik Praw Dziecka sprzeniewierzyła się złożonemu ślubowaniu” – dodali.
źr. wPolsce24









