Pociąg miał nieplanowany, wielogodzinny postój. Pasażerom nie dano nawet wody

Incydent, o którym poinformował "Fakt", miał miejsce w środę, 16 września. Tego dnia, ok. 16:28, pociąg IC „Doker” na odcinku Gałkówek-Łódź Widzew potrącił pieszego ze skutkiem śmiertelnym. Spowodowało to bardzo duże utrudnienia w ruchu w węźle łódzkim i na linii Warszawa-Łódź. Wiele pociągów miało opóźnienia, a część relacji skrócono.
Stali na torach cztery godziny
Te opóźnienia wpłynęły na podróż pasażerów pociągu IC „Uszatek” który zmierzał z Warszawy do Łodzi. Zatrzymał się przed Koluszkami. Postój trwał aż cztery godziny.
- Byliśmy głodni, spragnieni, zmęczeni i sfrustrowani – powiedziała dziennikarzom kobieta w zaawansowanej ciąży. Liczyła, że dotrze do domu ok. 19, a wróciła przed północą.
Inna pasażerka zastanawia się, dlaczego nie wypuszczono ich z wagonów. - Jak ujął mój mąż, to nie było górskie pustkowie, tylko trasa przy wielkim mieście. Wysiadka z pociągu i podstawiony autobus zastępczy na dworzec, dlaczego tak nie mogło to wyglądać? - pyta. Narzeka także, że nikt nie poinformował ich, co się stało i kiedy ruszą w dalszą drogę.
Powodem, jak się później okazało, było to, że w ich wagonie nie było słychać komunikatów z głośnika.
Nie dostali nawet wody
PKP nie wpadła też na pomysł, by zorganizować poczęstunek czy choćby rozdać podróżnym wodę. - Ludzie kupowali wodę z automatu. Mała butelka za 6 zł. Co to ma być? - oburzała się, dodając, że sama za batonika i coś do picia zapłaciła 15 złotych.
Według rozkładu pasażerka miała być w łodzi o 18:39, ale ostatecznie przyjechała pół godziny przed północą. - Nawet zimą Intercity mnie tak nie zawiodło – stwierdziła.
W jeszcze gorszej sytuacji była jej siostra, która utknęła w innym pociągu. Przez opóźnienie odjechał jej ostatni pociąg z Łodzi do Zgierza, przez co musiała wydać małą fortunę na taksówkę.
Nie dostali zgody
Biuro prasowe PKP poinformowało, że postój był spowodowany tym, że pociąg nie dostał od dyżurnego ruchu zgody na wjazd w perony. W czasie postoju maszyniście skończyły się dodatkowe godziny pracy i trzeba było zapewnić zastępstwo. Ostatecznie pasażerów przesadzono w Koluszkach do innego pociągu o 22:40.
PKP Intercity skierowało do zarządcy infrastruktury prośbę o wyjaśnienia dotyczące kolejności przyjmowania pociągów oraz braku możliwości opuszczenia pociągu przed stacją Koluszki – twierdzi biuro prasowe.
A dlaczego pasażerom, którzy utknęli na wiele godzin w pociągu z powodu nieplanowanego postoju, nie rozdano nawet wody? W związku z brakiem w zestawieniu wagonu gastronomicznego, nie było możliwości dystrybucji poczęstunków awaryjnych oraz dostarczenia posiłków do pociągu, który znajdował się poza peronem – twierdzi biuro prasowe.
Pasażerowie nie wykluczają, że będą starali się o odszkodowanie.
źr. wPolsce24 za "Fakt"









