Niebywałe chamstwo burmistrza wobec radnej podczas sesji rady miasta. Upadek obyczajów w polityce postępuje

Radna Kinga Krupcała podczas sesji zadawała pytania dotyczące sytuacji finansowej miasta, w tym prognozowanego zadłużenia na koniec kadencji. W trakcie dyskusji zwróciła się do burmistrza słowami:
„Proszę nie wkładać w moje usta rzeczy, których nie mówię, ja się po prostu zapytałam, jakie jest prognozowane zadłużenie na koniec tej kadencji. To wszystko, więc takie dopowiadanie, wie pan, proszę za mnie nie mówić rzeczy.”
Skandaliczna odpowiedź burmistrza
Na te słowa burmistrz Paweł Polikowski odpowiedział:
„Pani radna, nie ma takiej rzeczy, którą bym chciał w pani usta włożyć, naprawdę.”
Wypowiedź ta wywołała natychmiastową reakcję radnej oraz poruszenie na sali obrad.
Reakcja radnej: „To jest obrzydliwe”
Radna nie kryła oburzenia. Najpierw na sesji zapadła cisza, a później zszkowana radna powiedziała: „Aż mnie zamurowało. To jest po prostu obrzydliwe.”
W dalszej części wypowiedzi oceniła całą sytuację jako „obrzydliwą i odrażającą”.
Burmistrz brnie...
Po reakcji radnej burmistrz nie wycofał się ze swoich słów ani nie przeprosił.
Według relacji medialnych podtrzymał sens swojej wypowiedzi. W rozmowie z mediami tłumaczył, że radna od dłuższego czasu zarzucała mu „wkładanie jej czegoś w usta”, dlatego chciał - jak stwierdził - dobitnie się do tego odnieść. Nie uznał swojej wypowiedzi za niestosowną.
Z kolei Kinga Krupcała wydała oświadczenie, w którym podkreśliła, że użyte przez nią sformułowanie miało charakter standardowy i oznaczało jedynie prośbę o nieprzypisywanie jej słów, których nie powiedziała. Zaznaczyła również, że burmistrz świadomie powtórzył kontrowersyjną wypowiedź po jej reakcji i nie przeprosił. W jej ocenie doszło do naruszenia standardów debaty publicznej, z czym trudno się nie zgodzić.
źr. wPolsce24 za X











