To już koniec demokracji w UE? Nawet największy euroentuzjasta, który wprowadzał Polskę do wspólnoty, ma dość!

Choć technicznie ruch firmowała prezydencja cypryjska, w Brukseli nie ma wątpliwości, że decyzja zapadła pod wyraźnym naciskiem Komisji Europejskiej, która od miesięcy dążyła do szybkiego domknięcia porozumienia. Nawet kosztem zasad, które Unia oficjalnie uznaje za fundament swojego istnienia.
Parlament odsunięty, decyzja przyjęta
Z dokumentów dotyczących umowy UE–Mercosur zniknęła deklaracja, że porozumienie nie może wejść w życie bez zgody Parlamentu Europejskiego. Zniknęła po cichu, bez debaty, bez głosowania. Europosłom pozostawiono rolę biernych obserwatorów faktów dokonanych.
Mechanizm jest dobrze znany: najpierw wdrożenie, potem rozmowa. Gdy cła zostaną zniesione, a rynki zalane towarami z Ameryki Południowej, cofnięcie decyzji stanie się politycznie niemal niemożliwe. Parlament będzie mógł co najwyżej „wyrazić opinię” wobec rzeczywistości, która już się wydarzyła.
Umowa, która uderza w europejskie rolnictwo
Krytycy porozumienia od miesięcy ostrzegają, że umowa UE–Mercosur oznacza potężny cios dla europejskiego rolnictwa. Produkcja rolna w krajach Mercosur odbywa się według standardów, które nie obowiązują w UE – ani środowiskowych, ani sanitarnych, ani kosztowych. Efekt jest łatwy do przewidzenia: europejscy rolnicy zostaną zmuszeni do konkurowania na nierównych zasadach, a część gospodarstw po prostu nie przetrwa. Tym bardziej dziwi sposób, w jaki decyzję forsowano – bez szerokiej debaty i z wyłączeniem instytucji, która powinna być głosem obywateli.
Głos, który waży więcej niż inne
Szczególnego znaczenia całej sprawie nadaje fakt, że krytykę obecnych działań Brukseli sformułował Leszek Miller – były premier Polski, jeden z najbardziej konsekwentnych euroentuzjastów w historii III RP i człowiek, który jako premier podpisał akt akcesyjny Polski do Unii Europejskiej.
To właśnie on współtworzył moment, w którym Polska wchodziła do wspólnoty opartej – przynajmniej w deklaracjach – na demokracji, przejrzystości i roli parlamentów. Dziś ten sam polityk załamuje ręce nad kondycją Unii, wskazując, że Komisja Europejska traktuje demokrację jak zbędny załącznik do decyzji gospodarczych.
W swoim wpisie Miller pisze wprost o „optymalizacji procesu decyzyjnego”, która w praktyce oznacza usuwanie Parlamentu Europejskiego z drogi, gdy zaczyna on przeszkadzać. O faktach dokonanych, które zastępują debatę. O Unii, w której interesy handlowe wyprzedzają wartości, a europosłowie dowiadują się o decyzjach po fakcie.
Komisja Europejska po raz kolejny pokazuje, że demokrację traktuje jak instrukcję obsługi: zagląda do niej tylko wtedy, gdy naprawdę musi. Gdy zaczyna przeszkadzać — odkłada ją na najwyższą półkę, poza zasięgiem rąk i pytań.
— Leszek Miller (@LeszekMiller) January 9, 2026
W zaciszu brukselskich gabinetów, bez fanfar i bez… pic.twitter.com/DYIA5Wy4NI
Unia, której nikt nie podpisywał?
Historia zatacza symboliczne koło. Polityk, który własnoręcznie podpisywał wejście Polski do Unii Europejskiej, dziś ostrzega, że Bruksela dryfuje w stronę modelu, w którym demokracja staje się dekoracją, a realna władza zapada w zaciszu gabinetów.
I właśnie dlatego jego głos wybrzmiewa tak mocno. Bo jeśli nawet architekci integracji europejskiej zaczynają otwarcie pytać o sens i kierunek tego projektu, to znaczy, że problem nie jest ani marginalny, ani przejściowy.
Na końcu pozostaje pytanie, które Miller stawia wprost: czy Parlament Europejski, sprowadzony do roli statysty, zdecyduje się na polityczną odpowiedź wobec Komisji Europejskiej?
źr. wPolsce24 za X/Leszek Miller











