Dziwne odgłosy z pokoju obok. Miłosna schadzka zakończyła karierę dwojga urzędników

Do gorszącego incydentu doszło w piątek, 31 lipca. Jak informuje „Gazeta Wyborcza”, urlop dyrektora placówki, Łukasza Molendy, został przerwany przez nagłe telefony od zszokowanych pracowników. Z ich relacji wynikało, że z jednego z zamkniętych pokojów zaczęły dobiegać jednoznaczne „westchnienia rozkoszy", które całkowicie sparaliżowały pracę biura. Dla osób przebywających w pobliżu było oczywiste, że wewnątrz doszło do intymnego spotkania dwojga urzędników.
Błyskawiczna reakcja dyrekcji
Dyrektor Miejskiego Urzędu Pracy zareagował bez zwłoki. Choć para nie została przyłapana w sposób „stuprocentowo jednoznaczny", skala poszlak i relacje świadków były na tyle poważne, że uznano je za wystarczające do podjęcia kroków kadrowych. Już w poniedziałek, 3 sierpnia, dwoje bohaterów afery zostało wezwanych na rozmowę dyscyplinarną.
- Sprawa jest tak żenująca, że nawet nie wiem, jak to komentować – przyznał dyrektor Łukasz Molenda. Podkreślił on, że zachowanie pracowników naruszyło powagę instytucji i nie mogło pozostać bez odpowiedzi.
Koniec kariery w urzędzie bez odprawy
Finał miłosnej schadzki okazał się dla urzędników bolesny. Oboje stracili pracę, choć dyrekcja zdecydowała się na rozwiązanie umów za porozumieniem stron, a nie w trybie dyscyplinarnym. Decyzja ta wynikała z interpretacji kodeksu pracy, według której „moralność nie podlega ocenie" w kontekście artykułu 52. Dzięki takiemu rozwiązaniu urząd zachował powagę, a pracownicy – którzy pracowali w MUP od wielu miesięcy – odeszli bez prawa do odprawy.
Oświadczenie urzędu: "To zachowania nieakceptowalne"
Po nagłośnieniu sprawy przez „Gazetę Wyborczą" i portal rdc.pl, urząd wydał oficjalne oświadczenie. Zaznaczono w nim, że standardy obowiązujące w miejscu pracy zostały drastycznie złamane. Podkreślono, że zdarzenie dotyczyło wyłącznie dwóch osób i nie może rzutować na ocenę całego zespołu, który rzetelnie wykonuje swoje obowiązki. Ze względu na ochronę prywatności, urząd nie będzie udzielał dalszych szczegółowych informacji o byłych już pracownikach.
źr. wPolsce24 za "Gazeta Wyborcza"











