Polska

Chcieli dobrze, wyszło jak zwykle, czyli jak sztandarowa reforma Lewicy "uszczęśliwiła" pracowników

opublikowano:
Gdy oni biorą się za naprawę świata, zazwyczaj zostaje ludziom mniej pieniędzy w kieszeniach
Gdy oni biorą się za naprawę świata, zazwyczaj zostaje ludziom mniej pieniędzy w kieszeniach (Fot. Fratria)
Były wielkie zapowiedzi, oczekiwanie sukcesów i triumfalne hasełka o „sprawiedliwości społecznej”. Tymczasem flagowa reforma stażu pracy, forsowana przez Lewicę, okazała się być podręcznikowym przykładem tego, jak lewicowe eksperymenty gospodarcze uderzają w samych zainteresowanych. W sferze budżetowej wrze, a pracownicy gorzko przekonują się, że za urzędnicze wizje rządzących musieli zapłacić... z własnej kieszeni.

Z początkiem roku weszły w życie nowe przepisy, na mocy których do pracowniczego stażu można wreszcie doliczać okresy przepracowane na umowach cywilnoprawnych, prowadzenie własnej działalności czy pracę poza granicami kraju.

Teoretycznie pomysł brzmi szlachetnie – wyższy dodatek stażowy, szybszy dostęp do nagród jubileuszowych i dłuższy urlop. Problem w tym, że politycy Lewicy, na czele z minister rodziny, pracy i polityki społecznej Agnieszką Dziemianowicz-Bąk, zapomnieli o drobnej, lecz kluczowej kwestii: skąd wziąć na to wszystko pieniądze.

Efekt? Żadnych dodatkowych funduszy na realizację politycznych obietnic w budżecie nie przewidziano. Instytucje publiczne zostały zmuszone do sfinansowania nowych uprawnień z dotychczasowych, i tak już napiętych, funduszy płac.

Puste obietnice na koszt pracowników budżetówki

Rządowa propaganda od miesięcy pompowała balon oczekiwań. Szefowa resortu pracy chwaliła się, że to „dobra wiadomość dla milionów pracowników”. Jednak gdy opadł kurz po konferencjach prasowych, do głosu doszła brutalna rzeczywistość.

Zamiast dofinansowania, w budżecie na 2026 rok przewidziano zaledwie 3-procentowy wzrost wynagrodzeń, który w mgnieniu oka został skonsumowany przez nowe zobowiązania stażowe. Przydzielenie wyższych dodatków jednym oznaczało konieczność ścięcia premii i nagród innym. Związkowcy alarmują, że reforma doprowadziła do kuriozalnej sytuacji, w której to pracownicy sami zrzucają się na pomysły lewicowych architektów systemu.

O tym, jak wygląda legislacyjna partyzantka w wykonaniu obecnej koalicji, świadczą wypowiedzi samych przedstawicieli resortu. Podczas niedawnych obrad Rady Dialogu Społecznego wiceminister Sebastian Gajewski rozłożył ręce, tłumacząc, że dokładne oszacowanie skutków finansowych uderzających w budżet było po prostu… trudne. Co ciekawe, ten sam wiceminister przyznał chwilę później, że pojedyncze urzędy potrafiły zliczyć przewidywane koszty w swoich strukturach.

Brak wyobraźni i ignorancję rządzących dosadnie podsumował przewodniczący Komisji Krajowej NSZZ „Solidarność” Piotr Duda: – Jeżeli poszczególne urzędy były w stanie policzyć, ile reforma może kosztować ich pracowników i ich fundusze wynagrodzeń, na podstawie tych danych również ministerstwo mogło próbować oszacować skalę problemu i co za tym idzie kosztów. Jak można wprowadzać reformę, nie wiedząc, ile osób może na niej skorzystać i jakie niesie za sobą skutki finansowe?

Dziel i rządź w zakładach pracy

Sytuacja w urzędach wojewódzkich i jednostkach budżetowych stała się napięta. Kiedy Szefowa Służby Cywilnej oraz urzędy występowały o wsparcie finansowe, odpowiedź ze strony rządowej była odmowna.

Na wrześniowym posiedzeniu RDS bezduszność polityki rządu piętnował zastępca przewodniczącego Komisji Krajowej NSZZ „Solidarność”, Bartłomiej Mickiewicz: – Ludzie ze swoich należnych wynagrodzeń finansują reformę, którą wprowadził rząd Rzeczpospolitej Polskiej – mówił oburzony przewodniczący Mickiewicz.

Eksperci związkowi sprawdzili sytuację w terenie. Katarzyna Zimmer-Drabczyk z NSZZ „Solidarność” relacjonowała, że w badanych urzędach wydatki na nagrody jubileuszowe i dodatki stażowe wzrosły do ok. 1 proc. całego funduszu płac. Aby pokryć te obligatoryjne należności, dyrektorzy musieli drastycznie obciąć fundusze uznaniowe. W niektórych miejscach nagrody dla pracowników spadły aż o 500 zł.

Zamiast sprawiedliwości wyszła więc demoralizacja i konflikt wewnętrzny. Jedni zyskują na nowo doliczonym stażu, a drudzy słyszą przy okienku, że z powodu ustawowych nowinek nie dostaną wypracowanej premii. A proces wnikania w historię zatrudnienia potrwa – wnioski można składać aż do końca 2027 roku, co oznacza dalsze głębokie cięcia na nagrodach.

Ministerstwo Finansów umywa ręce

Co na to Ministerstwo Finansów? Standardowo proponuje zaciskanie pasa i "kreatywną księgowość". Hanna Majszczyk podczas posiedzenia RDS oświadczyła wprost, że żadnej rezerwy budżetowej nie będzie. W ocenie resortu finansów urzędy mają sobie radzić same, np. wykorzystując środki ze sporych oszczędności po wakatach czy odchodzących na emeryturę pracownikach. Problem w tym, że przeznaczanie środków z nieobsadzonych etatów na spłatę narzuconych ustawowo długów to tylko maskowanie systemowej katastrofy. To pieniądze, które dotychczas zasilały fundusze premiowe dla urzędników.

Chaos wokół stażu pracy ponownie obnażył niemoc państwa w zarządzaniu sferą publiczną. Aby powstrzymać kolejne nieprzemyślane "eksperymenty" obecnej władzy, Piotr Duda zaapelował o rozpoczęcie pilnych prac nad ponadzakładowym układem zbiorowym pracy dla budżetówki. Tylko twarde, systemowe ramy mogą w przyszłości uchronić Polaków przed kolejną falą "dobrobytu" wprowadzanego na siłę przez lewicowo-liberalnych reformatorów.

Przypomnijmy, co szef Lewicy (do niedawna załatwiający potrzeby fizjologiczne w polu) Włodzimierz Czarzasty mówił 1 maja w Święto Pracy:  "Lewica jest stabilnym elementem koalicji 15 października m.in. po to, żeby nikt z rządzących nie mówił o ograniczeniu praw pracowniczych. Proszę zauważyć, że nikt w tej koalicji nie mówi o wyprowadzeniu związków zawodowych z zakładów pracy. Dlaczego tak się dzieje? Dlatego, że Lewica tego pilnuje - stwierdził.

Pracownicy chyba nie są do końca zadowoleni z tego, jak Lewica pilnuje ich interesów. 

źr. wPolsce24 za tysol.pl/rmf24.pl

Polska

Zagadka naszywki zamachowca z Krakowa rozwiązana. To nie to, co myśli większość

opublikowano:
Napastnik z Krakowa miał na sobie charakterystyczną naszywkę. Wyjaśniamy co oznaczała
(fot. zrzut ekranu z X\ Pexels)
Zdjęcia ekwipunku 24-letniego sprawcy zamachu w Krakowie wywołały w sieci falę spekulacji. Uwagę internautów przykuła naszywka z rogatym szkieletem godzącym włócznią w krwawiące serce. W mediach natychmiast zaczęto łączyć napastnika z zagranicznymi formacjami ochotniczymi i wcześniejszymi incydentami w Polsce. Sprawdziliśmy genezę tego symbolu – wbrew pozorom nie ma on nic wspólnego ze zorganizowaną ideologią, a kupić może go każdy.
Polska

Bohaterscy policjanci wybudzeni ze śpiączki. Stan jednego z nich wciąż ciężki

opublikowano:
Wojewoda małopolski Krzysztof Klęczar (P), dyrektorka Wydziału Powiadamiania Ratunkowego Małopolskiego Urzędu Wojewódzkiego Edyta Klimowska-Bobula (C) oraz dyspozytor główny Dyspozytorni Medycznej MUW Dominik Wilk (L) na briefingu prasowym przed posiedzeniem sztabu kryzysowego w siedzibie Małopolskiego Urzędu Wojewódzkiego w Krakowie, 8 bm. Spotkanie zorganizowano w związku z atakiem z użyciem broni palnej, do którego doszło 7 bm. na krakowskim Rynku Głównym. (amb) PAP/Art Service
Walka o życie i zdrowie po zamachu w Krakowie. Nowe informacje o rannych policjantach i ofiarach (fot. PAP/Art Service)
Po tragicznych wydarzeniach w centrum Krakowa małopolskie służby przedstawiły najnowszy raport dotyczący stanu zdrowia poszkodowanych osób. Jak poinformował podczas konferencji prasowej wojewoda małopolski Krzysztof Klęczar, w krakowskich placówkach medycznych przebywa obecnie 16 rannych. Lekarze toczą walkę o powrót poszkodowanych do zdrowia, a szczególną uwagą otoczeni są funkcjonariusze, którzy z narażeniem życia powstrzymali napastnika.
Polska

Co wiemy o zamachowcu z Krakowa. Prawicowy ekstremista czy skrajny lewak?

opublikowano:
Kim był sprawca zamachu w Krakowie?
Kim był sprawca zamachu w Krakowie? (fot. PAP/Art Service, Facebook, x.com)
Tragiczne wydarzenia z krakowskiego Rynku Głównego jeszcze nie doczekały się ustaleń śledczych, a w przestrzeni publicznej już rozgorzała bezwzględna walka o narrację polityczną. Zanim prokuratura i biegli zdołali zrekonstruować pełny profil psychologiczny oraz motywy 24-letniego Michała O., politycy i komentatorzy ruszyli do szufladkowania sprawcy. Wystąpienie ministra spraw wewnętrznych Marcina Kierwińskiego, który niemal natychmiast powiązał napastnika ze „skrajną prawicą”, wywołało falę zarzutów o pochopność i próbę instrumentalnego narzucenia wygodnej tezy. Równolegle zaczęto wyciągać zupełnie przeciwne fakty i poszlaki, ukazując obraz dalece bardziej skomplikowany.
Polska

Ważny gest prezydenta wobec rannych policjantów, którzy powstrzymali mordercę

opublikowano:
Łukasz Gibała
Łukasz Gibała (fot. PAP/Art Service)
Polska wciąż opłakuje ofiary dramatu, do którego doszło na krakowskim Rynku Głównym. W obliczu bezprecedensowego ataku to właśnie determinacja i bezgraniczne poświęcenie funkcjonariuszy Policji zapobiegły jeszcze większej hekatombie. Jak donosi portal wPolityce.pl, prezydent Krakowa Łukasz Gibała wystąpił z inicjatywą szczególnego uhonorowania dwóch rannych policjantów, którzy z narażeniem życia obezwładnili uzbrojonego napastnika.
Polska

Zagraniczni bohaterowie! Irlandzcy wolontariusze ruszyli na pomoc ofiarom zamachu w Krakowie

opublikowano:
Sześciu członków irlandzkiej Obrony Cywilnej udzieliło pierwszej pomocy ofiarom zamachu w Krakowie
(fot. PAP/Art Service)
Myśleli, że spędzą spokojny weekend w jednym z najpopularniejszych miast Europy. Media donoszą, że w pobliżu zamachu na krakowskim Rynku znalazło się sześciu wolontariuszy z dublińskiego oddziału Obrony Cywilnej, którzy od razu ruszyli ofiarom na pomoc.
Polska

Makabryczne odkrycie w Ostrowcu Świętokrzyskim. Cały arsenał w rękach zamachowca

opublikowano:
Prokuratura w mieszkaniu mordercy
Prokuratura w mieszkaniu mordercy (fot. wPolsce24)
Wstrząsające kulisy tragedii, która rozegrała się w Ostrowcu Świętokrzyskim. W jednym z mieszkań śledczy ujawnili ciała trzech osób z ranami postrzałowymi – rodziców oraz siostry zamachowca. Na miejscu pracują prokuratorzy i technicy kryminalistyki, a kolejne fakty odsłaniają porażający obraz zbrodni. Na miejscu obecny był dziennikarz telewizji wPolsce24 Piotr Czyżewski, który zadawał śledczym bezpośrednie pytania o kluczowe okoliczności tragedii, stan badań oraz polityczne insynuacje pojawiające się w przestrzeni publicznej.