Koalicjanci Tuska chcą sięgnąć do kieszeni Polaków! Wiemy, jakie podatki planuje władza

W ostatnich dniach politycy Lewicy zapowiedzieli kolejne rozwiązania fiskalne, które mają rzekomo poprawić sytuację budżetu i sfinansować ambitne programy społeczne. Zamiast jednak szukać oszczędności, działacze partii Włodzimierza Czarzastego zamierzają po raz kolejny sięgnąć do kieszeni zwykłych Polaków. Krytycy zwracają uwagę, że to droga na skróty – znacznie łatwiejsza niż walka z marnotrawstwem pieniędzy publicznych czy realna reforma państwa. W efekcie ciężar finansowania ideologicznych pomysłów ponownie ma spaść na pracowników, przedsiębiorców i klasę średnią.
Zapowiedzi nowych obciążeń finansowych przedstawiła minister Agnieszka Dziemianowicz-Bąk na antenie TOK FM. Pierwszym z nich jest podatek zdrowotny, który w założeniu miałby zastąpić obecną składkę i zapewnić „rzetelne finansowanie” systemu. Problem w tym, że w praktyce oznacza to kolejne obowiązkowe obciążenie, które finalnie uderzy w osoby pracujące i prowadzące działalność gospodarczą. Dzieje się to w sytuacji, gdy Polacy już teraz ponoszą bardzo wysokie koszty utrzymania, mierząc się z drogimi zakupami, wysokimi cenami paliw oraz rosnącymi opłatami za energię.
Drugim filarem propozycji jest podatek katastralny, który ma objąć właścicieli więcej niż dwóch nieruchomości. Choć politycy Lewicy zapewniają, że nie chodzi o „zwykłych ludzi”, krytycy zwracają uwagę, że granica ta jest bardzo płynna. W realiach polskich oznacza to ryzyko objęcia podatkiem także osób, które przez lata inwestowały oszczędności w mieszkania jako zabezpieczenie swojej przyszłości oraz przyszłych pokoleń. Są to grupy, którym daleko do deklarowanej przez Lewicę docelowej kategorii podatników, czyli wielkich funduszy czy spekulantów.
Całość wpisuje się w dobrze znany schemat: zamiast reformy wydatków publicznych, walki z nieefektywnością instytucji czy uproszczenia systemu podatkowego, Lewica ponownie stawia na nowe daniny. Coraz więcej obywateli odbiera te propozycje nie jako odważne reformy, lecz jako kolejną próbę łatania nadwyrężonego przez rząd Donalda Tuska budżetu państwa kosztem podatników – bez gwarancji, że dodatkowe środki faktycznie przełożą się na lepszą jakość usług publicznych.
źr. wPolsce24 za Fakt











