Latami znęcała się nad córką - polewała ją żrącą substancją. Teraz chce uniewinnienia

Ta sprawa wstrząsnęła Polską. 44-letnia mieszkanka powiatu łukowskiego (woj. lubelskie) zostałą oskarżona przez prokuraturę o to, że przez wiele lat znęcała się ze szczególnym okrucieństwem nad swoją własną córką. Miała m.in. polewać jej twarz i kark żrącą substancją. To spowodowało trwałe oszpecenie, dziewczynka m.in. straciła część ucha.
Twierdziła, że jej dziecko choruje
Kobieta tłumaczyła te urazy rzekomymi zmianami chorobowymi. Przez lata – prokuratura ustaliła, że znęcała się nad dzieckiem od 2017 roku, kiedy dziewczynka miała zaledwie dwa lata – nikt, łącznie ze służbą zdrowia i sądem rodzinnym – nie zauważył, że kłamie. Wielokrotnie organizowano zbiórki na koszty jej leczenia.
W końcu dziewczynka trafiła do lekarzy z Szpitala Klinicznego nr 1 w Lublinie. Medycy od razu nabrali podejrzeń. Ich zdaniem obraz kliniczny i przebieg rzekomej choroby dziewczynki nie był zgodny z żadną znaną jednostką chorobową, a kształt i ewolucja jej obrażeń wskazywał, że nie miały one charakteru naturalnego.
Powiadomiono o tym służby
Lekarze powiadomili o swoich wątpliwościach odpowiednie służby, a prokuratura wszczęła śledztwo. Biegli potwierdzili, że jej obrażenia były skutkiem działania osób trzecich, a nie choroby. Badania pokazały także, że – wbrew sugestiom jej matki – u dziewczynki nie ma żadnych cech niepełnosprawności intelektualnej, autyzmu ani padaczki.
Biegli psychiatrzy ocenili, że Monika B. wykazuje zaburzenia osobowości w postaci zastępczego zespołu Munchausena. To ciężkie zaburzenie psychiczne, które sprawia, że cierpiąca na nie osoba wywołuje, fałszuje lub wymyśla objawy chorób u osoby, która jest pod jej opieką, najczęściej własnego dziecka. Robi to, by zdobyć współczucie czy podziw od lekarzy i rodziny, albo by budować poczucie swojej wartości przez rolę ratownika chorego.
Sąd jej nie uwierzył
Psychiatrzy stwierdzili jednak także, że Monika B. miała w pełni zachowaną zdolność do rozpoznania znaczenia swoich czynów i pokierowania swoim zachowaniem. Ona sama nie przyznała się przed sądem do winy. Ten jednak nie miał wątpliwości – w marcu siedlecki sąd uznał ją za winną znęcania się psychicznego i fizycznego, ze szczególnym okrucieństwem, nad małoletnią córką, a także ciężkiego uszczerbku na zdrowiu, w postaci trwałego i istotnego zeszpecenia ciała.
Skazał ją na 15 lat więzienia. Zakazał jej także kontaktować się z córką i zbliżać do niej na bliżej niż 50 metrów, oba zakazy obowiązują 10 lat. Ma jej także zapłacić 100 tys. zł. Nawiązki i pokryć koszty sądowe, a do końca życie nie będzie mogła zajmować stanowisk związanych z wychowaniem i edukacją dzieci.
Jej obrońca złożył apelację
Wyrok nie jest prawomocny. TVN24 informuje, że w tej sprawie wpłynęła jedna apelacja. Sędzia Agnieszka Karłowicz, rzecznik prasowa Sądu Okręgowego w Siedlcach, poinformowała, że odwołanie złożył obrońca Moniki B. Domaga się, by ją uniewinniono, lub przynajmniej obniżono jej karę. Decyzję w tej sprawie podejmie Sąd Apelacyjny w Lublinie.
Jak informuje TVN 24, odkąd sąd odebrał jej władzę rodzicielską, a dziecko trafiło pod opiekę rodziny, stan dziewczynki znacznie się polepszył. Lekarze nie stwierdzili u niej żadnych nowych zmian skórnych. Prokuratura poinformowała także, że dziecko prawidłowo rozwija się poznawczo i wróciło do nauki w systemie stacjonarnym.
źr. wPolsce 24 za TVN 24









