Polska

Przejmujący mail na redakcyjnej skrzynce. O tej historii powinni usłyszeć wszyscy

opublikowano:
2 Korpus Polski w bitwie o Monte Cassino przy ruinach klasztoru, zdjęcie z archiwum NAC
2 Korpus Polski w bitwie o Monte Cassino (fot. NAC)
Do naszej redakcji trafił niezwykły, głęboko poruszający list. Syn żołnierza 2. Korpusu Polskiego, pod wpływem transmisji obchodów 82. rocznicy Bitwy o Monte Cassino w telewizji wPolsce24, postanowił podzielić się spisaną chronologicznie historią swojego śp. Ojca. To opowieść o polskim losie – od nieludzkiej ziemi, przez pustynie Bliskiego Wschodu, aż po krew przelaną za wolność Europy.

Słowa, które rodzą łzy dumy.

List przyszedł z Tąpadeł pod górą Ślężą:  

Dzień dobry, bardzo dziękuję za wczorajszą transmisję obchodów 82. rocznicy Bitwy o Monte Cassino. Bardzo się wzruszyłem, bo właśnie w tym samym czasie spisywałem chronologicznie historię wojenną mojego śp. Ojca - żołnierza 2 Korpusu. W załączeniu przesyłam jego historię. Z wyrazami szacunku, pozdrawiam z Tąpadł pod górą Ślężą” - czytamy.

Kiedy milkną oficjalne werble, a telewizyjne kamery gasną, zostaje to, co najważniejsze – żywa pamięć ukryta w domowych archiwach, przekazywana z ojca na syna. Wiadomość nadesłana spod dolnośląskiej Ślęży to coś więcej niż prywatna kronika. To narodowa relikwia, przed którą musimy schylić głowę.

Śp. Mieczysław Urbanowicz, strzelec Armii Andersa, przeszedł drogę, która wydaje się wręcz niemożliwa dla jednego człowieka. A jednak polscy bohaterowie tę drogę przeszli – niesieni wiarą, honorem i tęsknotą za wolną Ojczyzną.  

Z piekła sowieckich łagrów do Armii Polskiej

Wszystko zaczęło się we wrześniu 1939 roku. Dla młodego Mieczysława, podobnie jak dla setek tysięcy polskich patriotów, niemiecka, a potem sowiecka agresja oznaczały koniec dotychczasowego świata. Niedługo potem nadeszła brutalna deportacja w głąb nieludzkiej ziemi. Trafił do piekła – do łagrów w rejonie Uchty w Republice Komi, nad rzeką Peczorą.

Tam, w morderczym zimnie, jako więzień przeznaczony do ciężkiego wyrębu lasu w „Uchto-Peczorskich Łagierach”, każdego dnia ocierał się o śmierć z głodu, wycieńczenia i katorżniczej pracy.

Sowiecki oprawca chciał tam pogrzebać Polskę.  Bóg miał jednak inny plan dla tych niezłomnych ludzi. W 1941 roku, na mocy porozumienia Majski-Sikorski, ze skutych lodem syberyjskich lasów ruszyły "ludzkie cienie", by walczyć o Polskę.

Mieczysław Urbanowicz dotarł do Kujbyszewa, do sztabu rodzącej się Armii Polskiej, a stamtąd do 5. Dywizji Piechoty w Tatiszczewie.  23 września 1941 roku został przydzielony do 3. Pułku Piechoty Karabinów Maszynowych i Moździerzy. W listopadzie tego samego roku nastąpił moment, który wyrył niezatarte piętno w jego duszy – złożył uroczystą przysięgę wojskową przed samym Wodzem, generałem Władysławem Andersem.

To właśnie wtedy, patrząc w oczy legendarnego dowódcy, ci skrajnie wycieńczeni ludzie mogli w pełni cieszyć się tym, co tak brutalnie próbowano im odebrać. Stali się Wojskiem Polskim.

Nie wszystkim było to jednak dane. Pamiętamy, że wcześniej tysiące zginęły w katyńskich i charkowskich lasach, zamordowani bestialską ręką NKWD na rozkaz Berii i Stalina. 

Przez pustynie Bliskiego Wschodu

Zima 1942 roku przyniosła kolejną stację tej polskiej Drogi Krzyżowej. Formująca się armia została skierowana do Uzbekistanu, aż pod granicę z Kirgistanem, do odległego Dżalalabadu. Choć głód i choroby zbierały tam obfite żniwo, to duch narodu był nie do złamania.

W marcu 1942 roku strzelec Urbanowicz został skierowany do Batalionu Spadochroniarzy w Jangi Julu. To tam ważyły się losy ewakuacji. Ostatnim, dramatycznym transportem, przez Aszchabad, Krasnowodzk i wzburzone Morze Kaspijskie, w końcu wyrwał się z rąk sowieckich katów, docierając do Iranu.  Rozpoczął się bliskowschodni etap szlaku 2. Korpusu.

Los rzucił Mieczysława Urbanowicza do Iraku, do bazy Kiził Ribat. Jako żołnierz Kompanii Transportowej Kwatery Głównej przeszedł tam twardą szkołę – ukończył kurs kierowców i uczył się w Ośrodku Kształcenia Specjalistów Warsztatowych w Musayyib.

Wojsko Andersa nie było już "zbieraniną nędzarzy" wydartych zrządzeniem Bożym i siłą ich własnej woli sowieckiej machinie - stawało się nowoczesną, doskonale wyszkoloną formacją gotową do uderzenia. 

Pod koniec 1942 roku szlak strzelca Ubranowicza wiódł przez Palestynę w okolicach Gazy, by latem 1943 roku dotrzeć pod palące słońce Egiptu. Każdy kilometr tej drogi przybliżał ich do Europy. Do Polski.  

W pierwszej linii ognia: Monte Cassino i południe Francji

W styczniu 1944 roku Mieczysław Urbanowicz, już w składzie 11. Batalionu Łączności, wylądował na ziemi włoskiej. Przez Campobasso trafił w sam środek piekła – został przydzielony do Kwatery Głównej brytyjskiej 77. Dywizji w Cervaro pod Monte Cassino. Gdy brytyjskie oddziały krwawiły i decydowano o ich zluzowaniu, polski żołnierz nie cofnął się ani o krok.

Strzelec Urbanowicz pozostał w pierwszej linii walk aż do samego końca, do momentu, gdy nad zgliszczami klasztoru załopotała biało-czerwona flaga, a wzgórze zostało zdobyte polską krwią.  

Ale to nie był koniec jego ofiary. W sierpniu 1944 roku został przydzielony do Korpusu Francuskiego. Wziął udział w historycznej inwazji na Południową Francję, lądując między Tulonem a Marsylią. Sforsował południowe brzegi Francji, dotarł do Aix-en-Provence, służąc w Alianckiej Służbie Łącznościowej.

Pod Grenoble śmierć znów zajrzała mu w oczy – niemiecka artyleria ostrzelała aliancki konwój. Mieczysław został ciężko ranny. Rozcięta głowa, pęknięta kość miednicowa, zmasakrowane ręce – to cena, jaką płacił za wolność obcych narodów w imię wolności własnej Ojczyzny.

Po dramatycznej walce o życie w szpitalu polowym, przetransportowano go do Neapolu, do amerykańskiego szpitala „92 General Hospital”.  Wielu po takich ranach nie wróciłoby na front. 

Tymczasem on już w styczniu 1945 roku opuścił szpital i natychmiast wrócił do służby w 6. Dywizji Zaopatrzenia, biorąc udział w końcowej kampanii włoskiej. Wojnę zakończył przy Kwaterze Głównej 8. Armii Brytyjskiej, służąc wiernie aż do ostatecznej demobilizacji 22 listopada 1947 roku.  

Jedna historia, wspólnota losu i dramatyczne finały

Historia strzelca Mieczysława Urbanowicza to opowieść spiżowa, monumentalna, a zarazem tak bardzo osobista. To jedna historia, ale takich biografii były tysiące. Każda z nich składa się na najpiękniejszą, a zarazem najtragiczniejszą kartę naszej narodowej historii. To była wielka, mistyczna wręcz wspólnota polskich losów. Ludzie z różnych stron Rzeczypospolitej, złączeni tragicznym wrześniem i syberyjskim cierpieniem, stworzyli armię, która nie miała sobie równych.

Jakże różny i bolesny był jednak finał tej epopei. Wielu z nich na zawsze zostało na obcej ziemi. Ich ciała tulą trawy kazachskich stepów, lasy syberyjskiej tajgi, czerwone maki pod Monte Cassino i cmentarze w Loreto czy Bolonii. Oddali życie z wiarą, że ich krew wybrukuje drogę do wolnej Polski. Ci zaś, którzy przeżyli, musieli zmierzyć się z nowym, pojałtańskim koszmarem. Ojczyzna, o którą walczyli, została zdradzona przez zachodnich aliantów i oddana w pęta komunistycznego, sowieckiego zniewolenia. 

Część żołnierzy Andersa, nie mogąc się pogodzić z jałtańskim dyktatem wybrała życie na obczyźnie, do końca dni tęskniąc za rodzinnym domem. Inni zdecydowali się na powrót. Niektórym, po latach ukrywania przeszłości, udało się w miarę normalnie żyć i założyć rodziny, choć zawsze nosili status obywateli drugiej kategorii.

Był też los najstraszniejszy. Wielu bohaterów zamiast orderów zastało w Polsce komunistyczny terror. Ci, którzy przeszli Syberię i Monte Cassino, trafiali do ubeckich piwnic, na Rakowiecką czy do lochów w Lublinie. Bici, torturowani i mordowani przez katów w rzekomo polskich mundurach, kończyli w bezimiennych dołach śmierci, które do dziś odnajdywane są przez IPN przy komunistycznych więzieniach. 

Taki był właśnie los strzelca Urbanowicza. 

- Moja śp. Mama była Włoszką i po przyjeździe do Polski w 1947, zarówno ją, jak i Tatę roku spotkało ją wiele złych rzeczy ze strony służb - pisze syn żołnierza Ryszard Urbanowicz w liście do naszej redakcji. 

Potomek żołnierza spod Monte Cassino przyznaje, że choć posiadał wiedzę o wojennych losach swojego ojca, to jej usystematyzowanie było możliwe dzięki "mrówczej" pracy historyka IPN, który przeprowadził szeroką kwerendę w archiwach. Tego samego IPN, którego prezesem był prezydent Karol Nawrocki, a które tak bardzo jest solą w oku obecnej władzy. 

Świadectwo, które musimy nieść w przyszłość

List nadesłany do naszej redakcji spod góry Ślęży to potężny głos pamięci. To dowód na to, że krew przelana przez strzelca Mieczysława Urbanowicza i jego towarzyszy broni nie poszła na marne. Żyje ona w sercach ich dzieci i wnuków. Cieszymy się, że telewizyjna transmisja wPolsce24 stała się iskrą, która poruszyła najczulsze struny synowskiej miłości i patriotycznego obowiązku, a my mogliśmy przedstawić na naszym portalu historię jednego z ojców naszej wolności, o których przecież, nie przeczytamy na czołówkach gazet. 

Jesteśmy winni śp. Mieczysławowi Urbanowiczowi i wszystkim żołnierzom 2. Korpusu wieczną pamięć i modlitwę. Ich szlak bojowy to drogowskaz dla nas, współczesnych Polaków. Pokazuje on, że nie ma ceny zbyt wysokiej za wierność Bogu i Ojczyźnie.  I za to dziękujemy. Cześć Ich Pamięci! Chwała Bohaterom!  

źr. wPolsce24

Polska

Dziwna akcja w telewizji wPolsce24. Policjanci szukali bomby w garażu

opublikowano:
Z policjantami, którzy przyjechali szukać bomby w naszej redakcji, rozmawiał red. Wojciech Bideroń
Zadziwiająca interwencja policji miała dziś miejsce w redakcji telewizji wPolsce24. Funkcjonariusze – jak wyjaśniali naszym dziennikarzom – dostali zgłoszenie, że w garażu budynku, w którym mieści się siedziba naszej stacji, znajdują się niebezpieczne materiały.
Polska

Prezydent dla wPolsce24: Cieszę się, że w głowie premiera pojawił się jakiś rodzaj refleksji

opublikowano:
Nawrocki z Włoch: Potrzebujemy silnego sojuszu polsko-amerykańskiego
– W polityce zagranicznej trzeba zachowywać się odpowiedzialnie – powiedział Karol Nawrocki, komentując w rozmowie z telewizją wPolsce24 zachowanie premiera Donalda Tuska na arenie międzynarodowej i skutki jego nie zawsze przemyślanych wypowiedzi.
Polska

"Handel dziećmi. Berlińskie taśmy prawdy" - szokujący dokument telewizji wPolsce24 już dostępny!

opublikowano:
Kadr z filmu "Handel dziećmi. Berlińskie taśmy prawdy"
Kadr z filmu "Handel dziećmi. Berlińskie taśmy prawdy"
Dosłownie przed 10 dniami w Belinie odbyła się kolejna edycja wydarzenia, które bez przesady można nazwać "targami dzieci". To trzydniowe spotkanie par gejowskich z prawnikami, które polega na skojarzeniu ich z surogatkami z krajów, gdzie wynajęcie macicy jest całkowicie legalne. W tym roku był też tam polski panel, skierowany do polskich par, mimo iż surogacja jest w Polsce nielegalna.
Polska

ROZMOWA WIKŁY. Skandal dyplomatyczny w Rzymie i cyniczna gra rządu. Minister Kolarski obnaża hipokryzję ekipy Tuska

opublikowano:
Prezydencki minister Wojciech Kolarski w rozmowie z Marcinem Wikłą  na antenie telewizji wPolsce24, rozmowa odbyła się w Monte Cassino
Prezydencki minister Wojciech Kolarski w rozmowie z Marcinem Wikłą (fot. wPolsce24)
Podczas gdy weterani i patrioci oddawali hołd bohaterom na Monte Cassino, przedstawiciele rządu Donalda Tuska postanowili wykorzystać tę świętą dla Polaków rocznicę do politycznych manifestacji. Zamiast godnie reprezentować państwo, rządzący po raz kolejny uderzyli w polską dyplomację, bezpieczeństwo i urząd prezydenta.
Polska

Interwencja policji w telewizji wPolsce24 po anonimowym telefonie. Żądamy wyjaśnień od Komendy Głównej

opublikowano:
pytania
Ponieważ w redakcji telewizji wPolsce24 doszło dziś do zadziwiającej interwencji policji, zwróciliśmy się do Komendy Głównej Policji z serią pytań.
Polska

„Chcą nas zagłodzić”. Dramatyczne sceny przed KPRM, policja odcięła protestujących od jedzenia i wody

opublikowano:
Dramatyczne sceny przed KPRM
(fot. wPolsce24)
Telewizja wPolsce24 relacjonuje protest pod Kancelarią Prezesa Rady Ministrów, gdzie utworzono tak zwane Miasteczko Gniewu, gromadzące przeciwników polityki rządu Donalda Tuska. Uczestnicy oraz organizatorzy alarmują o drastycznych działaniach policji, która pod osłoną nocy ustawiła szczelne barierki, całkowicie odcinając manifestujących od świata zewnętrznego.