Kacprzyk starał się o pracę w kolejnym szpitalu. Zażądał ogromnej stawki i od razu groził zwolnieniami

O Kacprzyku zrobiło się głośno, gdy Kanał Zero ujawnił, że w 2025 roku zarobił w publicznych szpitalach aż 1,6 mln złotych. Wkrótce potem pojawiły się kolejne doniesienia o nieprawidłowościach w Szpitalu Południowym w Warszawie, w którym pracował. Najgłośniej było o salonikach VIPP dla członków KO i ich rodzin. Po publikacjach medialnych Prokuratura Okręgowa w Warszawie wszczęła kilka śledztw, w tym dotyczących Kasprzyka. Rada nadzorcza Szpitala Południowego odwołała zarząd szpitala, a prezydent Trzaskowski odwołał radę, dymisje złożyło też dwie wiceprezydent Warszawy.
Chciał zatrudnić się w Mińsku Mazowieckim
Pod koniec czerwca portal donosił także, że Kacprzyk miał objąć stanowisko kierownicze na SORze w Szpitalu Wolskim, należącym do miasta stołecznego Warszawy. W kwietniu przedstawiono go nawet załodze. Ostatecznie nie został jednak wybrany, Powodem miało być to, że nie spodobał się załodze, a także nie udało mu się porozumieć z władzami szpitala finansowo. Młody lekarz pracował wtedy w trzech stołecznych szpitalach i przychodni.
Teraz portal ujawnił, że na przełomie 2024 i 2025 roku Kacprzyk stała się także o pracę w Szpitalu Południowym w Miński Mazowieckim. Placówka szukała wtedy koordynatora SOR, bo poprzedni zrezygnował z pracy. Jej dyrektor Artur Więckowski dowidział się wtedy od znajomego medyka, że Kacprzyk ponoć szuka pracy.
Zażądał specjalnej stawki
Więckowski powiedział dziennikarzom, że rozmawiał z Kacprzykiem, a także z innym lekarzem. To on w zasadzie miał być koordynatorem, nie Kacprzyk – powiedział. Młody lekarz nie mógłby zostać koordynatorem, bo nie ma jeszcze specjalizacji. Podkreślił, że nie znał wcześniej Kacprzyka. Strony spotkały się dwustronni, a trzecia rozmowa odbyła się przez telefon. Negocjacje trwały dwa tygodnie.
Więckowski poinformował, że Kacprzyk zaproponował, że sprowadzi do Mińska Mazowieckiego cały zespół lekarzy. Zażądał dla niego 350 zł za godzinę pracy lekarza. To stawka na poziomie warszawskich SORów, dość wygórowana jak na Mińsk Mazowiecki. Dla koordynatora i dla siebie miał zażądać jeszcze wyższej stawki. Chciał zarabiać 400 albo 450 złotych za godzinę. Więckowski powiedział, że motywował tę stawkę tym, że organizuje kolegów, spina zespół. Powiedziałem, że mnie na takie kwoty po prostu nie stać – poinformował dyrektor.
Od razu groził zwolnieniami
Szanse na zdobycie tej pracy stracił, gdy postanowił osobiście odwiedzić ten SOR. Przyjechał na niego w sobotę, pod nieobecność dyrektora. Gdy ten wrócił w poniedziałek do pracy, przyszło do niego kilkunastu lekarzy by się poskarżyć, że już groził im zwolnieniem z pracy. Kacprzyk wypowiadał się w sposób arogancki wobec kolegów lekarzy, także wobec ratowników, i oni byli po prostu zbulwersowani – powiedział. Po rozmowie z pracownikami dyrektor poinformował go, że współpraca jest niemożliwa.
Starosta miński Remigiusz Górniak powiedział portalowi, że władze szpitala podjęły właściwą decyzję. Jeżeli osoba, która jest prezentowana jako przyszły quasi-szef SOR-u, zachowuje się w sposób arogancki, można powiedzieć lekceważący, względem pracowników – przyszłych podwładnych – to taka osoba nie powinna pracować w służbie publicznej – stwierdził - Cieszę się, że dyrekcja zareagowała, że pracownicy się postawili i ta osoba nie została u nas zatrudniona.
źr. wPolsce24 za Zero.pl











