Niezależni eksperci podważają wersję prokuratury w sprawie śmierci posła Litewki! Chodzi o kierowcę

Jak ujawnił portal Fakt.pl, eksperci z profilu „Bitwy Drogowe” – Rafał Bielnik oraz Jakub Curyło (specjalista ds. technologii pomiarowych i analizy danych cyfrowych) – przeprowadzili własną, drobiazgową analizę miejsca tragedii. Wnioski? Są porażające i stawiają oficjalną wersję prokuratury pod znakiem zapytania.
Mit o „przepisowej jeździe” obalony?
Przypomnijmy, że tuż po wypadku prokuratura pospiesznie informowała, iż 57-letni kierowca Mitsubishi Colt nie przekroczył dozwolonej administracyjnie prędkości. Na leśnym odcinku drogi, gdzie doszło do tragedii, obowiązywało ograniczenie najpierw do 60, a następnie do 40 km/h. Śledczy sugerowali, że kierowca jechał przepisowo, a sam sprawca zasłaniał się przedziwną „utratą przytomności” lub „całkowitą niepamięcią”.
Tymczasem z ustaleń niezależnych analityków wynika coś zupełnie innego. Eksperci zdołali zabezpieczyć i przeanalizować pozostały materiał: odłamki szkła hartowanego z bocznej szyby pojazdu, uszkodzenia przydrożnej roślinności oraz ślady na drzewie, w które ostatecznie wbił się samochód sprawcy po wjechaniu do rowu.
Efekt tych wyliczeń? Eksperci oszacowali prędkość kolizyjną Mitsubishi na niebezpieczne – jak na te warunki – 75 do 85 km/h! To niemal dwukrotne przekroczenie obowiązującego w tym miejscu limitu (40 km/h)! Przy takiej prędkości uderzenie w jadącego prawidłowo rowerzystę musiało skończyć się tragicznie. Poseł doznał rozległych obrażeń nóg i wykrwawił się na miejscu.
Podejrzany na wolności, prokuratura „czeka do jesieni”
Bulwersujący w całej sprawie jest nie tylko fakt, że oficjalna wersja prokuratury zaczyna pękać w szwach pod naciskiem twardych danych i praw fizyki. Oburzenie opinii publicznej budzi również opieszałość i dziwna pobłażliwość wymiaru sprawiedliwości.
57-letni sprawca, który zjechał na przeciwległy pas ruchu i zmiażdżył młodego polityka, początkowo trafił do aresztu. Szybko jednak wyszedł na wolność po wpłaceniu zaledwie 40 tysięcy złotych poręczenia majątkowego. Co więcej, decyzją sądu cofnięto wobec niego nawet dozór policji i zakaz opuszczania kraju, a wpłacone pieniądze... zwrócono!
Prokuratura tymczasem rozkłada ręce i twierdzi, że na ostateczną ekspertyzę dotyczącą rekonstrukcji wypadku i prędkości pojazdu trzeba będzie poczekać aż do jesieni.
Pytania o skuteczność i drugie dno
Wobec nowych ustaleń niezależnych ekspertów, w kuluarach i mediach społecznościowych znów wrze. Dlaczego prokuratura tak chętnie przyjęła na starcie łagodną dla kierowcy wersję o „przepisowej prędkości”? Dlaczego analizy, które prywatni eksperci potrafili przeprowadzić na podstawie dostępnych materiałów, państwowym organom wyposażonym w ogromne budżety i narzędzia zajmują długie miesiące?
Warto przypomnieć, że w maju – po interwencji posła PiS Waldemara Andzela – ruszyło drugie, równoległe śledztwo dotyczące gróźb karalnych, jakie przed śmiercią kierowano pod adresem Łukasza Litewki w związku z jego bezkompromisową działalnością publiczną i piętnowaniem patologii. Choć eksperci z „Bitew Drogowych” zaznaczają, że ich ekspertyza miała na celu m.in. ucięcie teorii spiskowych o celowym zamachu, to wykazana przez nich potężna prędkość auta rodzi uzasadnione podejrzenia o skrajną, nieodpowiedzialność kierowcy.
Działania prokuratury w tej sprawie stają się kolejnym symbolem bezwładu dzisiejszego aparatu sprawiedliwości. Polacy mają prawo pytać: czy śmierć parlamentarzysty zostanie rzetelnie rozliczona, czy też opinia publiczna będzie karmiona wygodnymi, urzędniczymi półprawdami, dopóki sprawa całkowicie nie ucichnie?
źr. wPolsce24 za "Fakt"











