Ukraiński wątek w sprawie zabójstwa w Białej Podlaskiej. Był na "czarnej liście"

Czeczeńcy, sądząc po IP, znaleźli mój adres, dowiedzieli się gdzie mieszkam, zadzwonili i dali mi dwa dni, podczas których powinienem usunąć swoje obrazy, [na których szydzi z Putina i Kadyrowa - przyp. red.] lub przygotować wazelinę. Obrazów u mnie bardzo dużo i przepraszać za nie jest niemożliwością, stąd udałem się do apteki kupić wazelinę. Kupiłem taką zagraniczną wazelinę, nie wiem, co prawda, jak jej używać, szukałem repcepty w internecie, jednak jak widać "kaukazczycy" trzymają w ścisłym sekrecie recepty na przygotowanie wazeliny, skoro proszą o przygotowanie im tego specyfiku. Znalazłem tez informacje, że Czeczeńcy bardzo lubią na ostro, dlatego kupiłem też nóż do papieru, on bardzo ostry do zabawy z wazeliną" - drwił kilka dni przed śmiercią Skrepetski na nagraniu opublikowanym na portalu TikTok.
Kadyrow szuka wrogów
Jego film to jawna aluzja do działań czeczeńskich grup podporządkowanych Ramzanowi Kadyrowowi, które od kilku lat krążą po Rosji i Europie, w poszukiwaniu nieprawomyślnych blogerów i influencerów i zmuszają ich do usuwania swoich filmów i publikowania upokarzających oświadczeń. O tego typu aktywnościach czeczeńskich bandytów od lat informują środowiska związane z czeczeńskim ruchem niepodległościowym i rosyjskie organizacje broniące praw człowieka. Oprychy Kadyrowa dokonują gwałtów, pobić i torturują swoje ofiary, nagrywając przy tym filmy, które później publikują w internecie, ku przestrodze innych - stąd nawiązanie do wazeliny.
Skrepetski od dłuższego czasu na swoich obrazach szydził nie tylko z Putina, ale też z Kadyrowa, sugerując, że ten uprawia seks ze zwierzętami, co mieszkańcy Kaukazu odbierają jako wielką potwarz. To mogłoby wyjaśniać, zainteresowanie nim "kadyrowców" często powiązanych z rosyjskimi i białoruskimi służbami i dawać jasny przekaz, kto odpowiada za jego śmierć.
Tyle tylko, że sprawa może mieć drugie dno. Skąd bandyci czeczeńskiego watażki mieli mieć adres i telefon Rosjanina, który, jak mówią nam osoby z Białej Podlaskiej, w samym mieście nie bardzo afiszował się swoją obecnością, a aktywność prowadził głównie podczas zagranicznych wyjazdów. Nasz informator z Białej Podlaskiej, który w mieście doskonale orientuje się w środowiskach azylantów mówi wprost: Skrepetski nie utrzymywał z nikim bliższych kontaktów, miał tu rodzinę żonę i czwórkę dzieci i nie zależało mu na lokalnym rozgłosie.
Ukraiński ślad
Jednak kilka dni temu na stronie ukraińskiej organizacji Centrum „Myrotworeć”, która znana jest z... demaskowania "rosyjskich agentów" pojawiły się kompletne dane Skrepetskiego, łącznie z jego miejscem zamieszkania, telefonem i adresem email i z sugestią, że prowadził on "antyukraińską działalność zgodną z rosyjską propagandą", co zostało udokumentowane stosownymi zrzutami ekranu. Dowiemy się z nich między innymi tego, że Skrepetski sugerował, że Ukraińcy chcą urządzić Polakom drugi Katyń. Ukraińcy wprost oznajmili, że został zamordowany przez rosyjskie służby, mimo, że przecież żadnych oficjalnych ustaleń nie ma.

Jest to o tyle dziwne, że jeszcze w maju Skrepetski podczas festiwalu w Wenecji powiewał... ukraińską flagą, a pojawił się tam m.in. w towarzystwie osób wspierających Ukrainę i niepodległą Czeczenię. Co więcej, na jego profilu na Facebooku, także w maju publikował filmy najprawdopodobniej u podnóża... Kaukazu.
Co udało nam się ustalić?
Jak wynika z informacji przekazanych nam przez informatorów z Białej Podlaskiej, zabójcy Skrepetskiego, prawdopodobnie od jakiegoś czasu obserwowali jego miejsce zamieszkania. Podejrzanych widać m.in. na pobliskiej stacji Orlen, jak płacą za zakupy telefonem komórkowym. Pojawiają się sugestie, że osoba zatrzymana pod białoruskim konsulatem to prawdopodobnie tzw. wabik, a ludzie, którzy dokonali egzekucji mieli ją świetnie zaplanowaną.
Celowo pewnie telefonem płacili, który później "zgubili" w taxi albo wrzucili do pociągu w przeciwnym kierunku. Bo z Białej Podlaskiej o 10:32 odjeżdżał pociąg do Terespola więc idealnie dla nich czasowo. Po 11 mogli być już na granicy. Taksówka, którą podstawili pewnie była na wabik, a mieli podstawiony inny samochód, być może mieli na miejscu jeszcze kogoś" - słyszymy. -
Uwaga na dezinformację!
Cała sprawa powinna być dokładnie analizowana przez nasze służby. Musimy mieć świadomość, że będą chciały ją wykorzystać służby różnych państw i może będziemy mieli do czynienia z wielopoziomową dezinformacją.
Śledczy poinformowali, że wciąż nie udało się zatrzymać osoby podejrzewanej o zabójstwo. Do poszukiwań dołączyli funkcjonariusze z pionu kryminalnego Komendy Wojewódzkiej Policji w Lublinie.
Temat będziemy kontynuować.
źr. wPolsce24











