Drastyczne podwyżki opłat za śmieci? Nowy pomysł Brukseli uderzy w portfele Polaków

Kluczowa zmiana w unijnym systemie handlu uprawnieniami do emisji na lata 2030–2040 zakłada, że instalacje przekształcające odpady w energię będą musiały płacić za każdą wyemitowaną tonę dwutlenku węgla. Do tej pory spalarnie były wyłączone z tego obowiązku, jednak według nowych planów mają być traktowane tak samo jak elektrownie węglowe czy wielkie huty.
Dla przeciętnego mieszkańca Polski oznacza to jedno: wyższe rachunki. Szacuje się, że polskie spalarnie emitują rocznie około 5 mln ton CO2. Choć w skali gospodarki to niewielki ułamek, dla zakładów komunalnych oznacza to setki milionów złotych dodatkowych kosztów, których same nie udźwigną.
Mechanizm podwyżek: Jak zapłacimy za nowe przepisy?
Eksperci ostrzegają, że mechanizm przenoszenia kosztów na obywateli będzie niemal natychmiastowy. Spalarnie zostaną obciążone opłatami za emisję, a gminy zapłacą więcej za utylizację odpadów dostarczanych do tych zakładów. Tym samym mieszkańcy zobaczą wyższe stawki w swoich miesięcznych czynszach i opłatach za gospodarowanie odpadami.
Już teraz w wielu regionach Polski, m.in. we Wrocławiu, mieszkańcy zmagają się z podwyżkami, a unijny „podatek od śmieci” może doprowadzić do wyczerpania ich cierpliwości.
Polska mówi „nie”. Stawką są miliardy złotych
Polski rząd sprzeciwia się tym planom. Wiceminister klimatu Krzysztof Bolesta podkreśla, że jest to kolejny element unijnej polityki, na który nasz kraj nie wyrazi zgody. Kontrowersje budzi nie tylko sam podatek, ale też plan, by 30 proc. pieniędzy z aukcji uprawnień do emisji CO2 trafiało bezpośrednio do budżetu UE, zamiast do kas państw członkowskich.
Dla Polski, gdzie wpływy z ETS wyniosły w ubiegłym roku ponad 16 mld zł, oznaczałoby to utratę miliardów potrzebnych na transformację energetyczną.
- To są nasze środki, mamy bardzo duże potrzeby transformacyjne, Komisja Europejska nie powinna ich zabierać – kwituje wiceszef resortu klimatu.
źr. wPolsce24 za Fakt











