Czarzasty paraduje w tęczowej fladze, jego partyjni koledzy zbierali haki na homoseksualistów. Czy marszałek pamięta akcję „Hiacynt”?

Marszałek Sejmu paradował w piątek po parlamentarnych korytarzach przystrojony w tęczową flagę. Manifestował w ten sposób poparcie dla decyzji Najwyższego Sądu Administracyjnego, który nakazał urzędowi stanu cywilnego wpisanie do polskiego rejestru „małżeństwa” zawartego przez dwóch mężczyzn w Niemczech.
W Polsce, według konstytucji, małżeństwem jest wyłącznie związek kobiety i mężczyzny. Zwraca na to uwagę PiS, który zapowiedział złożenie wniosku o zbadanie sprawy przez Trybunał Konstytucyjny.
Tymczasem władza świętuje. A najbardziej marszałek Włodzimierz Czarzasty.
Czym była operacja "Hiacynt"?
Komentatorzy przypominają jednak dzisiejszemu miłośnikowi tęczowych związków, jak w latach 80. władze PRL traktowały homoseksualistów. Chodzi m.in. o wymierzoną w to środowisko operację „Hiacynt”. Przeprowadzono ją w latach 1985–1987 z inicjatywy władz komunistycznych, na polecenie ministra spraw wewnętrznych gen. Czesława Kiszczaka, a realizowały ją Milicja Obywatelska i Służba Bezpieczeństwa.
Celem operacji było stworzenie ogólnokrajowej kartoteki osób homoseksualnych oraz ich kontaktów. W praktyce polegała ona na masowych zatrzymaniach lub wzywaniu na komisariaty, gdzie osoby podejrzewane o homoseksualizm były przesłuchiwane, fotografowane, pobierano im odciski palców i zmuszano do podpisywania tzw. „kart homoseksualisty”. Często stosowano naciski i szantaż, aby uzyskać informacje o innych osobach oraz werbować tajnych współpracowników.
12 tysięcy różowych teczek
Oficjalnie władze uzasadniały akcję walką z przestępczością, prostytucją i epidemią AIDS, jednak badacze wskazują jednoznacznie, że rzeczywistym celem była kontrola społeczna, zdobywanie „haków” i możliwość szantażu obywateli.
Skala operacji była bardzo duża. Szacuje się, że założono około 10–12 tysięcy tzw. „różowych teczek”, a według niektórych raportów liczba osób objętych działaniami mogła przekroczyć 14 tysięcy. Dla wielu oznaczało to złamanie życia prywatnego, utratę pracy, napiętnowanie społeczne oraz wieloletni strach przed ujawnieniem danych.
W tym samym czasie Włodzimierz Czarzasty był wiernym członkiem PZPR (wstąpił do niej w czasie Stanu Wojennego w 1983 roku) i robił karierę w ściśle związanym z partią i władzą Socjalistycznym Związku Studentów Polskich (SZSP), wchodząc m.in. w skład władz krajowych tej organizacji.
- Panie Czarzasty, proszę przypomnieć jak pana komunistyczna partia zrealizowała akcję "Hiacynt". Tak, był pan wtedy członkiem PZPR – napisał na X znany komentator John Bingham.
Czarzasty nie odniósł się do pytań o operację „Hiacynt”.
źr. wPolsce24











