Cicha prywatyzacja, limity i likwidowane oddziały - to rządowa „naprawa” ochrony zdrowia
Pytana o te rozwiązania była minister zdrowia Izabela Leszczyna nabrała wody w usta i milczy jak zaklęta. Zamiast kompleksowej sanacji finansów placówek, resort zdrowia zaproponował sztywne ramy płacowe: maksymalną stawkę godzinową na poziomie 240 zł brutto, limit rocznych zarobków do niemal 900 tysięcy złotych na jednego medyka, ograniczenie czasu pracy do dwóch etatów oraz wymóg jawności umów w publicznej ochronie zdrowia.
Opozycja bezlitośnie obnaża hipokryzję tych przepisów. Jak wskazywano na sali sejmowej, ustawa – choć formalnie ucina komiwojażerskie kontrakty lekarskie – zawiera jednocześnie zapisy uderzające w personel niższego szczebla, w tym umożliwiające m.in. zwalnianie ciężarnych pielęgniarek.
Furtka dla „swoich”
Co szczególnie oburza komentatorów, rządzący zostawili sobie w projekcie wygodną tylną furtkę. Ograniczenia finansowe będzie można w wybranych sytuacjach pominąć, a ostateczne zdanie w tej kwestii ma należeć do prezesa Narodowego Funduszu Zdrowia.
Ta uznaniowość budzi uzasadnione podejrzenia, zwłaszcza gdy spojrzy się na genezę całego zamieszania. Impulsem do napisania ustawy była bowiem głośna afera wokół lekarza milionera Dawida K., który – legitymując się powiązaniami z Koalicją Obywatelską – inkasował w Szpitalu Południowym ponad milion złotych rocznie dzięki fikcyjnym dyżurom, mimo braku specjalizacji. Obiecana wówczas przez Donalda Tuska natychmiastowa reforma skończyła się projektem pełnym wyjątków, a realne naprawianie systemu odłożono na czas po wyborach.
Szpitale powiatowe i „cicha prywatyzacja”
Tymczasem w terenie trwa dramat pacjentów i samorządowców. Ustawowe limity zarobków to jedynie wierzchołek góry lodowej, który nie rozwiązuje fundamentalnego problemu: dramatycznego niedoszacowania procedur medycznych przez NFZ. Gdy koszt procedury wynosi 100 zł, a fundusz płaci za nią zaledwie 60 zł, brakujące 40 zł musi dołożyć szpital. Efekt? Likwidacja kolejnych oddziałów chirurgii i anestezjologii oraz gigantyczne zadłużenie, które dotyka dziś już niemal całą sieć szpitali powiatowych. Eksperci wprost alarmują, że bierność rządu może doprowadzić do cichej prywatyzacji polskiego lecznictwa.
Mimo wagi problemu, obecna szefowa resortu zdrowia nie znalazła czasu, by pojawić się na zorganizowanym w poniedziałek szczycie z udziałem przedstawicieli szpitali i samorządowców – zamiast niej wysłano wiceministra Macieja Miłkowskiego. Władza woli zajmować się medialnymi fasadami, podczas gdy fundamenty polskiej służby zdrowia kruszą się z każdym dniem.
Więcej w materiale wideo powyżej artykułu.
źr. wPolsce24
Jak wesprzeć telewizję wPolsce24?
Zachęcamy do:
• dokonywania wpłat przez stronę wesprzyj.wpolsce24.tv
• lub przekazania darowizny bezpośrednio na rachunek bankowy: 69 1020 4900 0000 8202 3036 2577 (odbiorca: Fratria SA, tytuł przelewu: Darowizna)
• oglądania wPolsce24 jak najczęściej i jak najdłużej
• mówienia o nas innym, żeby telewizja wPolsce24 zyskiwała coraz więcej wiernych Widzów
Przetwarzamy dane osobowe Darczyńców zgodnie z informacją w linku.









