Burza po słowach posła KO. Zaskakujące tłumaczenia Romana Giertycha przed kamerami
Kluczenie wokół Zondacrypto i żonglerka „etyką”
Giertych pytany o konflikt interesów, w którym jako aktywny polityk partii rządzącej reprezentuje podejrzanego w jednej z najgłośniejszych spraw gospodarczych, cynicznie schronił się za „skodyfikowanymi normami etycznymi”. Twierdził, że żadnych zasad nie łamie, a wszelkie wątpliwości to rzekomo wymysły politycznych oponentów. Gdy jednak padły konkretne pytania – m.in. o głośne taśmy, 4,5 tysiąca bitcoinów czy wątek zaginionego twórcy giełdy Sylwestra Suszka – pewność siebie posła KO natychmiast prysła. Odpowiedź brzmiała jak wyuczona mantra: „To pytanie do prokuratury” oraz „Nie mogę w tej sprawie powiedzieć nic”.
Kuriozum sięgnęło zenitu, gdy poseł został skonfrontowany z zarzutami Nicole Suszek i pytaniem o powody, dla których nie podjął się jej reprezentowania. Zamiast rzetelnego wyjaśnienia, dlaczego odmówił pomocy rodzinie zaginionego, padły lakoniczne słowa o „poważnym powodzie” i zasłanianie się tajemnicą. Widać jak na dłoni, że „standardy” mecenasa Giertycha działają wybiórczo – chętnie bryluje w mediach, ferując wyroki wobec przeciwników, ale gdy sprawa dotyka jego własnych interesów i klientów, chowa się za prokuratorskim parawanem i mętnymi tłumaczeniami.
Sprawa Berka, czyli „praworządność” tylko dla naiwnych
Prawdziwy festiwal hipokryzji miał jednak miejsce w drugiej części briefingu, gdy dziennikarze zapytali o kandydaturę rządowego ministra Macieja Berka na sędziego Trybunału Konstytucyjnego. Jeszcze niedawno środowisko Donalda Tuska z furią atakowało nominacje osób z zaplecza politycznego do TK, uchwalając projekty mające wprowadzać okresy karencji i zakaz bezpośredniego przechodzenia ze stanowisk ministerialnych. Dziś te same zasady lądują w koszu na śmieci.
Giertych bez cienia zażenowania stwierdził, że skoro ustawa wprowadzająca ograniczenia nie weszła w życie, to… nic nie stoi na przeszkodzie, by człowiek z rządu zasiadł w Trybunale. Co więcej, polityk próbował racjonalizować ten jawny nepotyzm tezą, że doświadczenie w Radzie Ministrów wręcz „pomoże” Berkowi w orzekaniu. Na zarzut reportera, że hipokryzja jest kategorią moralno-etyczną, a nie ściśle prawną, Giertych brnął w absurdalne porównania podatkowe, udowadniając całkowity brak wstydu i gotowość do obrony każdego politycznego skoku na instytucje państwowe.
Wypowiedzi posła KO dobitnie pokazują kondycję obecnego obozu władzy. „Czyste ręce”, „standardy etyczne” i „odpolitycznienie instytucji” okazały się jedynie pustymi hasłami na użytek kampanii wyborczej. W zderzeniu z twardymi faktami – aferą Zondacrypto i próbą upchnięcia partyjnego ministra w Trybunale – pozostają już tylko uniki, buta i manipulowanie faktami przed mikrofonami stacji telewizyjnych.
źr. wPolsce24











