Bliźniaki od lat były więzione w domu. Ich matka i siostra usłyszały już zarzuty

Wstrząsająca sytuacja miała miejsce w malutkiej wiosce na Suwalszczyźnie – dla dobra poszkodowanych nie ujawniono jej nazwy. Gdy w styczniu zmarł jeden z gospodarzy, sąsiedzi zainteresowali się, dlaczego jego dzieci, 47-letnie bliźniaki Janusz i Marzena, nie pojawiły się na pogrzebie. Ich matka przedstawiła kilka różnych, sprzecznych ze sobą powodów.
Nie ma z nimi kontaktu
Zaniepokojeni sąsiedzi poinformowali o swoich obawach GOPS i policję. W ten sposób wyszło na jaw, że rodzeństwo od lat było więzione w rodzinnym domu. Zdaniem suwalskiej prokuratury było izolowane od co najmniej 16 lat. Nie da się jednak wykluczyć, że ich gehenna trwała dłużej – wielu mieszkańców mówi mediom, że nie widziało ich od momentu zakończenia szkoły.
Jak informuje Fakt, rodzeństwo trafiło do suwalskiego szpitala. Było niedożywione, kobieta miała ważyć 35 kg. Stan fizyczny i psychiczny bliźniaków jest bardzo zły. Obecnie oboje przebywają w szpitalu psychiatrycznym, nie można nawiązać z nimi kontaktu, a tym samym przeprowadzić czynności śledczych.
Matka i córka usłyszały zarzuty
Ich rodzice mieli też trzecią córkę, która ma obecnie 50 lat i pracuje jako nauczycielka. Teraz, razem z ich matką, usłyszała zarzuty znęcania się psychicznego i fizycznego nad bliźniakami oraz narażenia ich na ciężki uszczerbek na zdrowiu lub utratę życia. Kobiety nie sprawowały prawidłowo opieki nad pokrzywdzonymi, zaniedbywały kwestie żywieniowe, zdrowotne i higieniczne. Doszło do niedożywienia, przewlekłego i wieloaspektowego zaniedbania organizmu – poinformował prok. Wojciech Piktel, rzecznik suwalskiej prokuratury.
Prokurator poinformował, że oskarżone nie przyznały się do zarzucanych im czynów, ale przedstawiły swoje wersje tego, co zaszło. Dla dobra śledztwa prokuratura nie zdradza co powiedziały. Sprawdzane są też inne, bardziej drastyczne wątki.
Prokuratura wystąpiła do sądu, by oskarżone trafiły na trzy miesiące do aresztu tymczasowego. Sąd częściowo przychylił się do tego wniosku i zdecydował, że trafią do niego na dwa miesiące. Piktel zapowiedział, że jeśli śledczy nie zdążą w tym czasie z wykonaniem czynności, wystąpią z wnioskiem o przedłużenie aresztu. To wyjątkowa sprawa, nieszablonowa – podkreślił.
źr. wPolsce24 za Fakt










