Mityczne środki z KPO miały odbudowywać gospodarkę po pandemii. A rząd kupuje za nie fotoradary

W sumie przy polskich drogach stanie dodatkowych 70 nowoczesnych fotoradarów TraffiStar SR390, które do połowy 2026 roku zasilą sieć Centrum Automatycznego Nadzoru nad Ruchem Drogowym (CANARD). Urządzenia mają pojawić się na drogach krajowych w miejscach, gdzie nadmierna prędkość prowadzi do szczególnie niebezpiecznych sytuacji. Najwięcej fotoradarów, bo aż 11, trafi na drogi województwa wielkopolskiego, o jeden mniej do dolnośląskiego, a osiem do mazowieckiego.
Mogą śledzić kilka aut jednocześnie
Według analiz, tylko średnio jeden na 200 kierowców przekracza prędkość przy fotoradarze. CANARD podkreśla, że urządzenia skutecznie wymuszają wolniejszą jazdę. Nowe fotoradary mają działać całą dobę, automatycznie rozpoznawać tablice rejestracyjne i rejestrować przekroczenia prędkości na kilku pasach jednocześnie. Koszt? Prawie 16,8 mln zł, czyli około 240 tys. zł za jedno urządzenie.
Lokalizacje fotoradarów wytypowano we współpracy z Generalną Dyrekcją Dróg Krajowych i Autostrad oraz policją. Decydowały m.in. liczba wypadków, ofiar oraz obecność przejść dla pieszych i ścieżek rowerowych. Nie jest jednak wykluczone, że niektóre miejsca zostaną zmienione, jeśli montaż okaże się technicznie niemożliwy.
Trudno negować potrzebę poprawy bezpieczeństwa na drogach. W 2024 r. fotoradary zarejestrowały ponad 719 tys. wykroczeń związanych z nadmierną prędkością. Statystyki Komendy Głównej Policji pokazują, że wypadków było o 2,8 proc. więcej niż rok wcześniej, a liczba rannych wzrosła o 2,9 proc.
Fotoradary na pobudzenie gospodarki?
Jednak zasadnicze pytanie brzmi: co zakup fotoradarów ma wspólnego z „odbudową” gospodarki po pandemii? KPO miało być impulsem dla rozwoju, wsparciem przedsiębiorców i pomocą w odbudowie miejsc pracy. Tymczasem środki trafiają na projekt, który – choć przydatny – trudno uznać za element pobudzania gospodarki.
źr. wPolsce24 za portalsamorzadowy.pl