MSZ zdradza, jak rząd zareaguje na brutalne pobicie Polaków w Berlinie. Aż trudno w to uwierzyć!

Szokujące słowa Władysława Teofila Bartoszewskiego padły podczas rozmowy na antenie radia Zet. Słuchacze zamiast twardej obrony rodaków usłyszeli jedynie bezpardonowy atak na organizatorów.
Przypomnijmy, do dramatycznych scen doszło w Berlinie, gdzie grupa polskich patriotów podjęła próbę ustawienia pamiątkowego krzyża przy kamieniu, który strona niemiecka ustanowiła jako miejsce pamięci swoich zbrodni.
Nie mieliśmy oczywiście agresywnych zamiarów, chcieliśmy się modlić i upamiętnić polskie ofiary" - mówił Robert Bąkiewicz, jeden z organizatorów akcji.
Inicjatywa, mająca na celu przypomnienie o tragicznej historii i polskiej pamięci, spotkała się z natychmiastową i niezwykle agresywną reakcją tamtejszych służb.
Po tym, jak Niemcy pierwotnie zgodzili się na naszą demonstrację, zostaliśmy bezprawnie zaatakowani, do tego kazano nam rzucić krzyż, który przynieśliśmy ze sobą na ziemię, a na to oczywiście nie mogliśmy się zgodzić, nie mogliśmy dopuścić do profanacji" - mówił Bąkiewicz.
Polscy obywatele zostali brutalnie potraktowani, powaleni na ziemię, potraktowani gazem i pobici przez niemiecką policję.
Rząd Tuska milczy, wiceszef MSZ umywa ręce
W obliczu tego rażącego naruszenia nietykalności polskich obywateli za granicą, część opinii publicznej spodziewała się zdecydowanej reakcji dyplomatycznej ze strony Warszawy. Standardem w relacjach międzynarodowych w takich sytuacjach jest natychmiastowe wezwanie ambasadora danego kraju na rozmowę dyscyplinującą, popularnie zwaną „wezwaniem na dywanik”.
Rzeczywistość pod rządami Koalicji Obywatelskiej i PSL okazuje się jednak zgoła odmienna. Wiceminister spraw zagranicznych Władysław Teofil Bartoszewski wprost zadeklarował, że polska dyplomacja nie zamierza podejmować żadnych kroków wobec Berlina.
Nie widzę powodu. (...) Ministerstwo Spraw Zagranicznych nie planuje w związku z tym wezwania ambasadora Niemiec na dywanik" – oświadczył rozbrajająco Władysław Teofil Bartoszewski na antenie Radia ZET.
Atak na ofiary zamiast potępienia agresorów
Zamiast potępienia brutalności niemieckich funkcjonariuszy, przedstawiciele obecnego obozu władzy postanowili uderzyć w tych, którzy ucierpieli. Wiceszef resortu dyplomacji przeniósł ciężar dyskusji z niemieckiej agresji na wewnętrzną walkę polityczną, atakując Roberta Bąkiewicza, jednego z organizatorów berlińskiej inicjatywy.
Bartoszewski posunął się w swoich sformułowaniach niezwykle daleko, rzucając ciężkie oskarżenia pod adresem polskich środowisk niepodległościowych. Na antenie Radia ZET stwierdził bez ogródek, że „Bąkiewicz to raczej rosyjski patriota”. Ta kuriozalna retoryka - jak wskazują komentatorzy - ma oczywiście na celu odwrócenie uwagi od bierności rządu Donalda Tuska wobec jawnego upokorzenia polskich obywateli przez aparat państwowy RFN.
Komentatorzy sceny politycznej i publicyści konserwatywni nie kryją zażenowania: to kolejny przykład powrotu do najgorszych wzorców „pedagogiki wstydu” i uległości, w której polski dyplomata de facto usprawiedliwia działania obcego państwa, podczas gdy nasi rodacy są traktowani na niemieckiej ziemi w sposób niedopuszczalny. Sprawa berlińska obnaża rzeczywisty stosunek obecnej władzy do obrony godności Narodowej i ochrony Polaków poza granicami kraju.
źr. wPolsce24 za RadioZet











