Za pralkę tyle co Niemiec, za pracę połowa. To jest polski standard?

Z danych Polskiego Instytutu Ekonomicznego wynika że w ekspresowym tempie doganiamy zachód...jeśli chodzi o ceny. W 2015 roku przeciętny koszyk konsumpcyjny w Polsce kosztował niecałe 58 proc. średniej unijnej. W 2025 roku to już 73,3 proc. W ciągu zaledwie dekady zrobiliśmy skok, który w normalnych warunkach trwałby pokolenia. A to dopiero początek. Najbardziej dynamiczne wyrównanie cen nastąpiło w latach 2020–2025. To właśnie wtedy Polska – obok Estonii – należała do krajów Europy Środkowo-Wschodniej najszybciej zmniejszających dystans cenowy do Europy Zachodniej.
Co konkretnie podrożało?
- Energia– ceny gazu i prądu wzrosły niemal dwukrotnie.
- Usługi – fryzjerskie, stomatologiczne, remontowo-wykończeniowe podrożały o blisko 70 proc.
- Żywność– silniejszy niż na Zachodzie wpływ szoku energetycznego, wysoka energochłonność gospodarki i duży udział żywności w koszyku konsumpcyjnym zrobiły swoje.
A co z produktami przemysłowymi?
Tu jest największy cios dla polskiego portfela.Ceny odzieży, samochodów czy sprzętu AGD uplasowały się na poziomie niemal równym temu obowiązującemu w pozostałych gospodarkach Unii. Innymi słowy: za pralkę płacisz tyle samo co Niemiec. Za samochód – tyle samo co Francuz.Tylko że on zarabia dwa razy więcej. Tylko Rumunia i Bułgaria są od nas tańsze. Ale czy to pocieszenie, gdy patrzymy na nasze pensje?
Wynagrodzenia: W unijnym ogonie. Dalekim ogonie.
Bo jeśli ceny dogoniły Zachód, to co z pensjami? Odpowiedź jest brutalna: nic. Według danych Eurostatu za 2024 rok średnie roczne wynagrodzenie brutto w Polsce wyniosło ok. 21,25 tys. euro. To daje nam szóste miejsce od końca w Unii Europejskiej. Porównajmy to z liderami:
Średnie roczne wynagrodzenie brutto (2024)
- Luksemburg 83 000 euro
- Dania 71 600 euro
- Irlandia 61 100 euro
- Niemcy ok. 53 800 euro
- Francja ok. 43 800 euro
- Polska ok. 21 250 euro
Średnia unijna to 39 800 euro. Polskie wynagrodzenie to zaledwie 53 proc. średniej UE. Ponad 18 tys. euro rocznie mniej niż przeciętny Europejczyk. A przecież za chleb, prąd czy usługę fryzjerską płacimy już prawie tyle samo.
Godzinowe koszty pracy – w połowie europejskiej stawki
Jeszcze bardziej wymownie wygląda to w ujęciu godzinowym. W 2025 roku koszty pracy w Polsce wyniosły 19,1 euro za godzinę. Średnia unijna to 34,9 euro. W Luksemburgu 56,8 euro, w Danii 51,7 euro, w Holandii 47,9 euro.
Polska plasuje się w środku europejskiej stawki – wyraźnie powyżej najtańszych krajów, ale wciąż znacznie poniżej rynków Europy Zachodniej. Tyle że to nie jest środek, na którym można poprzestać. To przepaść, która wciąż się nie domyka.
Paradoks polskiej gospodarki
Ceny dogoniły Zachód. Pensje – nie. I to jest sedno problemu. Polska dogania Zachód pod względem cen szybciej niż pod względem wynagrodzeń, bo uczestniczymy we wspólnym rynku, nie ma barier handlowych, a presja płacowa w sektorze usług napędza inflację. Szybki wzrost wynagrodzeń – który sam w sobie podbija ceny – wciąż nie wystarcza, by realnie dogonić zachodni poziom życia.
Płacimy tyle samo za telewizor, za samochód, za pralkę. Ale zarobki to wciąż tylko nieco pod 50% średniej europejskiej.
To oznacza jedno: polski pracownik jest dziś w najgorszym możliwym punkcie – koszty życia zbliżone do zachodnich, dochody wciąż na poziomie wschodnioeuropejskim. I choć ekonomiści mówią o konwergencji, to dla przeciętnego Polaka ta konwergencja oznacza na razie tylko jedno: drożej, a nie lepiej.
źr. wPolsce24 za dlaHandlu.pl/StrefaBiznesu/euronews











