Podwyżki za wywóz śmieci? Podziękujmy Tuskowi i Hennig-Klosce

Jak informuje portal businessinsider.com.pl w gminie Kobiór (woj. śląskie) od stycznia 2026 roku stawka za wywóz odpadów komunalnych wzrosła z 35 zł do 39 zł za osobę miesięcznie, i to nie z powodu inflacji, kosztów paliwa czy energii, jak można by się spodziewać, ale dlatego, że… w kraju wprowadzono system kaucyjny. Tak twierdzą lokalne władze, które w oficjalnym komunikacie zwróciły uwagę na finansowe skutki tej ekologicznej rewolucji politycznej.
„Płacimy podwójnie” - gmina tłumaczy, jak to działa
Wcześniej firmy wywożące odpady, pobierały zyski ze sprzedaży surowców wtórnych po segregacji - np. plastiku czy puszek. Te pieniądze częściowo obniżały koszt całego systemu wywozu.
Teraz opakowania z napojów znikają z systemu gminnego i trafiają do automatów kaucyjnych w sklepach, zgodnie z nowymi zasadami. Firmy odbierające śmieci straciły ten dochód, więc - skoro muszą pokrywać koszty gospodarki odpadami - podnoszą opłaty dla mieszkańców. Efekt? Zwykli ludzie płacą i kaucję w sklepie, i więcej gminie za śmieci, a część butelek i tak ląduje w śmietniku.
To właśnie takie konsekwencje nieprzemyślanych regulacji ekologicznych zauważają samorządowcy. „Płacimy podwójnie: kaucję w sklepie i więcej za śmieci w gminie” — komentują.
Czy to wina inflacji? Resort mówi „niekoniecznie”
Resort klimatu i środowiska twierdzi, że obwinianie systemu kaucyjnego za wzrost kosztów odbioru odpadów jest przesadzone. Według ministerstwa koszty gospodarki odpadami rosną z powodu wielu czynników - w tym inflacji, cen energii i pracy - a system kaucyjny funkcjonuje jeszcze zbyt krótko (październik–grudzień 2025), by znacząco wpływać na decyzje gmin.
To jednak zasadniczo różni się od tego, co mówią przedstawiciele samorządów - i to nie tylko w Kobiórze. Związek Miast Polskich ostrzegał już wcześniej, że nowy system bez rozszerzonej odpowiedzialności producenta (ROP) oznacza finansową lukę w systemie gospodarowania odpadami, którą gminy muszą teraz same pokrywać.
Kolejny „zielony podatkowy cios”?
Inne samorządy również podnoszą stawki, w niektórych miejscach nawet powyżej 50 zł miesięcznie, i wszystkie wieszczą podobną narrację: system kaucyjny uderza w budżety lokalne mieszkańców.
To gorzka lekcja tego, jak centralne decyzje ekologiczne przekładają się na kieszenie zwykłych Polaków. Polityka „zero odpadów” i ekologiczne hasła brzmią pięknie, dopóki ktoś za nie nie płaci - i to podwójnie. Czy ktoś w rządzie przewidział te koszty? Czy system rozliczeń z producentami (ROP) miał być aktywny wcześniej, by złagodzić konsekwencje? Na razie nie ma odpowiedzi ani konkretnej daty jego wprowadzenia.
Lekcja dla Polski: najpierw kto płaci, potem co i dlaczego
Patrząc na rozwój wydarzeń, nasuwa się jeden prosty wniosek: najpierw wprowadzamy nowe regulacje, a potem rozbijamy głowy o ich skutki. Gminy podnoszą opłaty, a mieszkańcy płacą więcej za usługę, która przecież formalnie powinna być systemem „ekologicznym”.
To kolejna sytuacja, w której biurokratyczne rozwiązania i ideologiczne cele przekładają się na realne koszty ponoszone przez obywateli. I to bez uczciwej debaty, kto i za co powinien zapłacić.
Bo dopóki ktoś tego nie zatrzyma, to zielone pomysły będą rosły w siłę, a opłaty w górę i tak zapłaci zwykły podatnik.
źr. wPolsce24 za businessinsider.com.pl








