Zwrot akcji w sprawie Nord Stream! Niemiecka prokuratura uderza

Jak poinformował Federalny Prokurator Generalny Niemiec Jens Rommel, około stustronicowy akt oskarżenia trafił do sądu w Hamburgu. Serhijowi K., ujętemu latem ubiegłego roku podczas urlopu we Włoszech i szybko ekstradowanemu do Niemiec, zarzuca się m.in. dokonanie ataku na cywilną infrastrukturę energetyczną, co w świetle niemieckiej interpretacji prawa karnego ma stanowić zbrodnię wojenną.
Według śledczych z Berlina, to właśnie on miał dowodzić siedmioosobową grupą sabotażystów operujących z pokładu słynnego już jachtu „Andromeda”. Niemiecka prasa i tamtejsze służby forsują narrację, wedle której akcja została przeprowadzona na zlecenie najwyższych władz w Kijowie i zatwierdzona przez ówczesnego dowódcę ukraińskiej armii, gen. Walerija Załużnego.
Twarde stanowisko Warszawy. Niemcy odprawieni z kwitkiem
W cieniu hamburskiego aktu oskarżenia rozgrywa się jednak znacznie poważniejsza batalia polityczno-prawna, w której kluczową rolę odegrała Polska. Niemieccy śledczy od miesięcy próbowali dobrać się do innych domniemanych uczestników dywersji. Berlin zderzył się jednak ze ścianą suwerennej decyzji polskiego wymiaru sprawiedliwości.
Przypomnijmy: Sąd Okręgowy w Warszawie kategorycznie odmówił wydania władzom niemieckim innego podejrzanego w tej sprawie Ukraińca – Wołodymyra Ż., który został ujęty na terenie RP. Polski sąd nie tylko nakazał jego natychmiastowe zwolnienie, ale sędzia w uzasadnieniu wprost zmiażdżył optykę Berlina.
Wskazano wówczas, że niszczenie rurociągów agresora i wroga w czasie trwającej wojny nie nosiło znamion bezprawności, lecz było działaniem „uzasadnionym, racjonalnym i sprawiedliwym”. Stanowisko to jednoznacznie poparł polski rząd, ucinając dyplomatyczne roszczenia Niemców krótkim: „I słusznie. Sprawa zamknięta”.
Ofiary własnej naiwności?
Dlaczego Berlin z tak wielką determinacją ściga ludzi, którzy de facto doprowadzili do likwidacji narzędzia rosyjskiego szantażu gazowego?
Przypomnijmy, gazociągi Nord Stream od samego początku były projektem o charakterze czysto politycznym i geopolitycznym batem na Europę Środkowo-Wschodnią, uderzającym bezpośrednio w bezpieczeństwo Polski i Ukrainy. Przez lata środowisko Zjednoczonej Prawicy, ramię w ramię z Republikanami, ostrzegało Europę przed zgubnymi skutkami paktu energetycznego Merkel-Putin.
Niemiecki establishment i ich akolici w Polsce nie tylko pozostawał głuchy na te argumenty, uzależniając swoją gospodarkę od surowców z Moskwy, ale wręcz oskarżał innych o antyrosyjską fobię.
Dzisiejsza pokazowa aktywność niemieckiej prokuratury i próby penalizowania likwidacji tego rosyjsko-niemieckiego pomnika imperializmu na dnie Bałtyku przez wielu komentatorów nad Wisłą oceniane są jednoznacznie. To nie tylko próba ratowania twarzy przez Berlin, ale też wyraz głębokiej frustracji, że strategiczne plany niemiecko-rosyjskiego kondominium gazowego zostały bezpowrotnie pogrzebane.
Proces Serhija K. w Hamburgu z pewnością stanie się teatrem politycznym. Jednak dla Polski i regionu najważniejszy werdykt zapadł już dawno – Nord Stream przestał istnieć, a próby rozliczania tej operacji przez Niemców tylko przypominają, po której stronie rurociągu leżały realne interesy Berlina.
źr. wPolsce24 za DW








