Szybkie mandaty, pijaństwo za kółkiem i relatywizowanie Wołynia. Szczery dyplomata z Kijowa odsłania karty

Wywiad, który ukazał się na ukraińskim portalu, bez wątpienia powstawał przed tragedią w Jarosławiu – w przeciwnym razie trudno wyobrazić sobie, by w rozmowie z dyplomatą zabrakło pytań o tak drastyczny akt przemocy. Trzeba jednak przyznać, że ambasador Bodnar w wielu sprawach dotyka twardych faktów, chociaż w kluczowych dla Polaków kwestiach historycznych wciąż prezentuje oficjalną, trudną do zaakceptowania w Warszawie linię.
Pijany kierowca to nie przestępca? Zaskakujące zderzenie kultur
Jednym z najbardziej uderzających wątków rozmowy jest próba wytłumaczenia przez dyplomatę statystyk dotyczących przestępczości wśród Ukraińców w Polsce (w I połowie 2026 roku odnotowano 10,8 tys. takich przypadków). Bodnar, powołując się na dane, uspokaja, że dotyczy to zaledwie 0,54 proc. całej populacji ukraińskiej w naszym kraju. Zwraca jednak uwagę na fundamentalną różnicę w prawie, która z polskiej perspektywy brzmi co najmniej egzotycznie.
Ambasador przypomina swoim rodakom, że to, co nad Dnieprem jest zaledwie błahym wykroczeniem, nad Wisłą kończy się prokuraturą i odsiadką: – Na Ukrainie prowadzenie samochodu pod wpływem alkoholu lub posiadanie niewielkiej ilości narkotyków stanowi jedynie wykroczenie administracyjne. W Polsce takie czyny podlegać będą ściganiu karnemu – tłumaczy Bodnar.
Ale dyplomata wcale nie narzeka na tę różnicę, ale przyciwnie - wręcz stawia Polskę za wzór pod względem transformacji społecznej, przyznając, że Ukraińcy muszą nauczyć się przestrzegać zasad, które dla Polaków stały się naturalną codziennością: – Teraz nie znajdziesz wielu Polaków, którzy świadomie wsiedliby za kierownicę po pijanemu. Ani nikogo, kto przeszedłby przez ulicę na czerwonym świetle. Zachowania, na które moi znajomi dwadzieścia lat temu nie zwracali uwagi, dziś postrzegane są zupełnie inaczej.
Wołyń: istotny powód niezgody i spór o liczby
O ile w kwestiach prawa czy gospodarki ambasador brzmi pragmatycznie, o tyle w wątku rzezi wołyńskiej zderzamy się z oficjalną narracją Kijowa, która w Polsce budzi uzasadniony sprzeciw i poczucie niesprawiedliwości.
Bodnar przyznaje wprawdzie, że w Polsce panuje bezwzględna, skonsolidowana opinia w całym społeczeństwie i na całej scenie politycznej, a postacie takie jak Stepan Bandera czy UPA są postrzegane jednoznacznie negatywnie. Zapewnia też, że zbrodnie na cywilach nie mają usprawiedliwienia. Jednocześnie próbuje jednak stosować symetrię i podważać polskie szacunki dotyczące liczby pomordowanych rodaków:
– W Polsce powszechnie przyjmuje się, że liczba ofiar wynosi 100 tysięcy. Musimy przedstawić własne badania. Polski historyk ukraińskiego pochodzenia, Ihor Hałagida, oszacował liczbę ofiar po stronie ukraińskiej na około 30 tysięcy – twierdzi ambasador.
Dla polskiego czytelnika próba licytacji na liczby w obliczu planowanego i przeprowadzonego z zimną krwią ludobójstwa na polskiej ludności cywilnej pozostaje punktem, w którym na kompromis i niwelowanie emocji po prostu nie ma miejsca. Pokazuje to jednak jasno: Kijów nadal zamierza bronić swojej opowieści i nie ustąpi łatwo w sprawach historycznych.
Dlaczego Polacy są zmęczeni? Zmiana tarczy i „karta CUKR”
W rozmowie pojawia się też wyważony obraz sytuacji społecznej. Ambasador przyznaje, że w I połowie 2026 roku odnotowano 180 postępowań dotyczących ataków motywowanych nienawiścią narodowościową w Polsce. Zamiast jednak oskarżać o to ogół Polaków, Bodnar zaznacza, że zdecydowana większość naszego społeczeństwa zachowuje się wspaniale, a agresja dotyczy skrajnych marginesów.
Sprostował też krążące w sieci teksty o masowej ucieczce Ukraińców z Polski z powodu rzekomego terroru. Spadek liczby osób objętych ochroną czasową o 40 tysięcy wynika głównie ze zmian w prawie – wygaśnięcia specustawy i konieczności przechodzenia na 3-letnie karty pobytu (CUKR) oraz dopełniania formalności, z czym wielu po prostu nie zdążyło.
Rosja to jedyny wróg – ale biznes to biznes
Najważniejsza konkluzja płynąca z wywiadu ukraińskiego dyplomaty jest jednak chłodna i pragmatyczna: Polska i Ukraina są na siebie skazane, bo łączy je wspólne, śmiertelne zagrożenie ze strony Rosji.
– Rosja jest dla Polaków wrogiem numer jeden. Nie ma innego wroga. I obie największe siły polityczne w Polsce doskonale to rozumieją – podkreśla Bodnar.
Jednocześnie apeluje do własnych władz w Kijowie, by planując działania historyczne czy gospodarcze, zawsze brały pod uwagę „wrażliwość polskiego partnera”. Zwraca uwagę, że po wygraniu wojny to właśnie Polska – dzięki swojemu położeniu i logistyce – będzie głównym beneficjentem i bramą do gigantycznej odbudowy Ukrainy.
Rozmowa z Wasylem Bodnarem pokazuje skomplikowaną prawdę: Polacy i Ukraińcy nie muszą się we wszystkim zgadzać, a trudne tematy nie znikną pod wpływem gładkich haseł. Kluczem pozostaje chłodna głowa, egzekwowanie polskiego prawa bez taryfy ulgowej dla nikogo i pamiętanie, kto w tej układance jest prawdziwym wrogiem.
źr. wPolsce24 za RBC-Ukraina









