Hołownia zdradza tajemnicę europejskich gabinetów. To dlatego Tusk tak nienawidzi Nawrockiego?

Gospodarzem porannego programu „Tłit” był redaktor Tomasz Żółciak. Rozmowa dotyczyła układu sił w relacjach transatlantyckich po powrocie Donalda Trumpa do Białego Domu. W pewnym momencie lider Polski 2050 zdecydował się na zaskakująco szczerą refleksję, która z pewnością wywołała spory niesmak na korytarzach Kancelarii Premiera.
– Europejscy przywódcy wiedzą i doceniają, że to od Nawrockiego Trump odbiera telefon. I z tego, co wiem, to europejscy przywódcy dzwonią do Nawrockiego, by coś załatwił u Trumpa – oświadczył bez owijania w bawełnę Szymon Hołownia.
Europa szuka dojścia do Waszyngtonu. A klucz leży w Warszawie
Słowa marszałka Sejmu rzucają zupełnie nowe światło na pozycję polskiej głowy państwa w geopolitycznej układance. Wychodzi bowiem na to, że Pałac Prezydencki stał się nie tylko kluczowym łącznikiem na linii Warszawa–Waszyngton, ale wręcz nieoficjalnym pomostem łączącym całą Stary Kontynent z administracją w USA.
Gdy zachodnioeuropejscy liderzy głowią się, jak przełamać lody w relacjach z nieprzewidywalnym prezydentem Stanów Zjednoczonych, najprostszą i najskuteczniejszą ścieżką okazuje się telefon do Warszawy. Posiadanie bezpośredniego i działającego kanału łączności z Trumpem to bezcenny atut dyplomatyczny – atut, którego obecnemu rządowi wyraźnie brakuje.
Skąd ta agresja? Zwykła polityczna zazdrość
Ta konstatacja rzuca też zupełnie nowe światło na zachowanie polityków Koalicji Obywatelskiej czy Lewicy. Wstępne wyśmiewanie wizyt prezydenta w USA, bezpardonowe ataki ze strony Donalda Tuska czy Włodzimierza Czarzastego, a także nieustająca ofensywa politycznych trolli w sieci przestają wyglądać na „troskę o spójność polityki zagranicznej”. Szybciej przypominają po prostu czystą, polityczną zazdrość.
Okazuje się bowiem, że mimowolnie to Karol Nawrocki wyrósł na gracza wagi ciężkiej, z którego opinią i możliwościami muszą liczyć się najwięksi w Brukseli, Paryżu czy Berlinie. A dla ekipy r rządzącej, która od lat budowała swój wizerunek na rzekomym „monopolu na europejskich salonach”, taki scenariusz to wizerunkowe pęknięcie, którego nie da się łatwo zatuszować.
Wypowiedź Szymona Hołowni przypomniała prostą prawdę: w twardej dyplomacji liczą się efekty i realny wpływ, a nie sejmowe uszczypliwości. I dopóki to do Nawrockiego dzwonią z prośbą o przysługę przywódcy Europy, ataki ze strony rządowych twardogłowych będą brzmieć jedynie jak bezsilna złość.
źr. wPolsce24 za X/wp.pl









