Kupowali głosy i wozili ludzi do urn? Gigantyczny skandal wyborczy uderza w szwedzką lewicę. W tle powiązania z muzułmańskimi gangami

Do zdarzeń miało dojść podczas niedawnych wyborów parlamentarnych, w których lewicowa opozycja pod wodzą Magdaleny Andersson odniosła kruche zwycięstwo, zdobywając 176 mandatów przeciwko 173 mandatom rządzącego dotąd bloku prawicowego. Radość lewicy może być przedwczesna, ponieważ jej legitymacja do sprawowania władzy została właśnie brutalnie podważona.
Mandat za gotówkę i podwózkę?
Centrum skandalu to region Dalarna, położony nieco ponad 200 km na północny zachód od Sztokholmu. Niespodziewany sukces odniósł tam zupełnie dotąd anonimowy 30-letni działacz Partii Lewicy (Vänsterpartiet), Mohamed Abdukardir Ali. Startując z odległego, dziewiątego miejsca na liście, spektakularnie pokonał partyjnych weteranów – w tym wieloletnią posłankę i ogólnokrajową rzeczniczkę partii ds. klimatu Kajsę Fredholm – zgarniając jedyny przysługujący partii mandat w okręgu.
Jak ujawniły dzienniki „Expressen” oraz „Dagens Industri”, nagły „sukces” kandydata nie wynikał z porywającego programu politycznego, lecz z procederu przypominającego standardy republik bananowych. Według zebranych materiałów:
-
Wyborcy byli masowo dowożeni samochodami wprost pod lokale wyborcze,
-
Na miejscu wręczano im wypełnione z góry karty do głosowania ze wskazanym nazwiskiem Alego,
-
Za oddanie głosu na polityka lewicy bezpośrednio wypłacano pieniądze.
Szwedzki paszport rzutem na taśmę i lokator z gangu
Sprawa staje się jeszcze bardziej bulwersująca w świetle przeszłości nowego posła. Mohamed Abdukardir Ali, pochodzący z Somalii, jeszcze w 2024 roku dostał odmowę nadania szwedzkiego obywatelstwa ze względu na ciążące na nim długi. Po procedurach odwoławczych szwedzki paszport przyznano mu w lutym bieżącego roku – dosłownie na kilka miesięcy przed wyborami, co otworzyło mu drogę na listy wyborcze lewicy.
Sytuację ciekawie opisał mieszkający w Szwecji polski analityk Piotr Piotrowicz:
Dwóch ananasów Mohamed Abdukardir Ali i Ahmed Abas Omar są przedmiotem śledztwa prokuratury za oszustwa wyborcze. To oczywiście eufemizm, bo mają ich na zdjęciach jak przekupują wyborców, więc sprawa jest oczywista. Ciekawe, że przez to, że tylko jeden z nich ma szwedzkie obywatelstwo, to tylko on mógł kandydować do parlamentu. Mohamed dostał szwedzki paszport... w lutym tego roku. Wyrobił się chłopak na ostatnią chwilę. Ahmed mógł podskoczyć co najwyżej do rady gminy. Gdyby obaj mieli obywatelstwa, na bank obaj byliby w Riksdagu. No jaja.
Co więcej, jak ujawnia „Expressen”, Ali przez kilka lat dzielił mieszkanie w Märsta na północ od Sztokholmu z aktywnym członkiem gangu przestępczego. To kolejny dowód na to, jak głęboko środowiska przestępcze i klanowe przenikają do struktur szwedzkiej sceny politycznej, znajdując podatny grunt na lewym skrzydle.
Czy Dalarna powtórzy głosowanie?
Na powagę sytuacji zwrócił uwagę ustępujący minister sprawiedliwości Gunnar Strömmer:
Wolne i uczciwe wybory są podstawą naszej demokracji” – skomentował, jednoznacznie potępiając doniesienia o manipulacjach.
Jeżeli śledztwo wykaże sfałszowanie wyniku, konsekwencje będą bezprecedensowe. Głosowanie w Dalarnie może zostać unieważnione, a ponad 200 tysięcy mieszkańców pójdzie do urn ponownie, by na nowo wybrać 11 parlamentarzystów.
Przy obecnym układzie sił w parlamencie, gdzie lewica ma zaledwie trzy mandaty przewagi, odebranie mandatu Partii Lewicy i powtórka wyborów może pogrzebać plany socjaldemokratki Magdaleny Andersson na utworzenie gabinetu i przywrócić władzę prawicy.
Sekretarz socjaldemokratów Tobias Baudin określił zarzuty jako „bardzo poważne”, zdając sobie sprawę, że cień korupcji wyborczej i sojuszy z imigranckimi klanami uderza rykoszetem w całą koalicję, która próbowała przejąć stery w Sztokholmie.
źr. wPolsce24 za aftonbladet.se









