Wielka Brytania opróżnia więzienia i odsyła skazańców. Na polskich lotniskach mogą pojawić się przestępcy

Zgodnie z planem Londynu do końca roku brytyjskie więzienia ma przedterminowo opuścić ponad 2,5 tysiąca przestępców, z czego kolejna fala – około 700 osób - wychodzi na wolność już 1 października. Prawdziwy ból głowy dla państw Unii zacznie się jednak od stycznia 2027 roku. Wtedy w życie wejdą przepisy znoszące wymóg odbycia minimalnej części kary w brytyjskim zakładzie karnym przed przymusową deportacją cudzoziemca. W praktyce oznacza to, że obcokrajowiec skazany na Wyspach będzie mógł niemal z sali sądowej trafić prosto do samolotu lecącego do kraju pochodzenia.
Polacy w czołówce, a Londyn milczy
Obcokrajowcy stanowią obecnie około 12 proc. całej populacji osadzonych w Zjednoczonym Królestwie. Najliczniejsze grupy stanowią obywatele państw unijnych, głównie Polski i Rumunii, a także Albanii. Choć Londyn zapewnia, że program nie obejmuje najgroźniejszych przestępców (takich jak terroryści czy sprawcy najcięższych zbrodni), kraje europejskie alarmują o skrajnym chaosie informacyjnym.
Brytyjski rząd w kółko powtarza, że nie może nas o tym informować. Pomiędzy służbami policyjnymi powinna istnieć elementarna solidarność i przepływ informacji, że kogoś wypuszczają. Powinniśmy być ostrzegani" – żali się w rozmowie z portalem Politico jeden z unijnych dyplomatów.
Zamiast współpracy panuje urzędniczy paraliż. Brytyjskie Foreign Office odsyła ambasady do Home Office (MSW), to z kolei kieruje z powrotem do dyplomacji, a biuro premiera twierdzi, że nie ma ze sprawą nic wspólnego.
„Wychodzi z samolotu i spaceruje wolny”
Europejskie stolice obawiają się najprostszego scenariusza: skazany w Wielkiej Brytanii przestępca wsiada w Londynie do samolotu, ląduje w Warszawie lub Bukareszcie, odbiera bagaż i bez jakiejkolwiek kontroli po prostu opuszcza lotnisko jako wolny człowiek.
Jak zwracają uwagę eksperci, m.in. Mark Day z Prison Reform Trust, to do kraju przyjmującego należy decyzja, czy deportowany ma odbyć resztę kary. Jeżeli jednak lokalne służby nie otrzymają w porę kompletnej dokumentacji i wyroków, skazany może w ogóle nie trafić za kraty.
To tykająca bomba. Jeśli któryś z tych ludzi po wylądowaniu w kraju członkowskim zrobi coś potwornego, wybuchnie gigantyczny kryzys dyplomatyczny" – ostrzega unijny dyplomata.
Zgrzyt przed szczytem „resetu”
Sprawa uderza w samo serce polityki nowego rządu w Londynie, który obiecywał po brexicie „nowe otwarcie” i odbudowę zaufania we relacjach z Brukselą. Pod koniec roku ma się odbyć duży szczyt Wielka Brytania - UE, ale zamiast dyplomatycznego sukcesu rozmowy grzęzną w kolejnych sporach. Obok cła, dostępu do zamówień publicznych i czesnego dla studentów, afera więzienna stawia znak zapytania nad wiarygodnością brytyjskich partnerów.
Jak podsumowują unijni dyplomaci: trudno traktować jako „zaufanego partnera” kraj, który po cichu podrzuca sąsiadom tysiące kryminalistów.
źr. wPolsce24 za Politico









